LONDYN (Reuters) - Szybkie przyjęcie euro przez kraje kandydujące do Unii Europejskiej (UE) ustabilizowałoby sytuację gospodarczą w tych państwach i nie obniżyłoby zaufania do wspólnej waluty, powiedział w poniedziałek prezes Narodowego Banku Polskiego, Leszek Balcerowicz.
Według obecnych zasad w 10 krajach kandydujących do UE, musiałoby po ich przyjęciu obowiązywać dodatkowy dwuletni Europejski Mechanizm Walutowy (ERM2).
W tym okresie sprawdzanoby, czy kraje te są w stanie utrzymać inflację i deficyt na zaplanowanym poziomie oraz zapewnić stabilność swoich walut.
Takie rozwiązanie oznacza, że nowe kraje mogłyby przyjąć euro najwcześniej w 2006 roku.
"Ten okres przejściowy mógłby być dla małych, otwartych gospodarek bardzo burzliwy" - powiedział Balcerowicz, który przebywał w Londynie na konferencji poświęconej wspólnej walucie.
"Im krócej będzie on trwał, tym zaburzenia będą mniejsze" - dodał.
Niektórzy europejscy politycy chcą, by okres przejściowy trwał dłużej niż dwa lata, zwracając uwagę że zbyt wczesne rozszerzenie strefy euro mogłoby naruszyć stabilność europejskiej gospodarki.
"Myślę że twierdzenia te nie znajdują oparcia w rzeczywistości" - powiedział Balcerowicz zwracajac uwagę, że gospodarki krajów kandydackich są zbyt małe, by spowodować destabilizację.
Prezes NBP dodał, że zwlekanie z rozszerzeniem strefy euro może także utrudnić prawdziwą integrację europejską.
"Czekając i zwlekając nie pomożecie integracji" - powiedział Balcerowicz dodając, że w niektórych krajach kandydackich poziom inflacji i deficytu jest bliższy normom unijnym niż w analogicznym okresie był w Grecji, która jest obecnie członkiem strefy euro.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))