Szef nie chce płacić w euro

Kryzys przywrócił biznesowi wiarę w złotego. Przedsiębiorcy chcą ściślejszej współpracy gospodarczej z Unią Europejską, ale bez euro w kieszeni

Gdyby spytać Kowalskiego, czy przyjmie euro, odpowiedź pewnie brzmiałaby: „tak, każdą ilość”. Ale dostawać pensję i płacić rachunki w europejskiej walucie — to już zdecydowanie nie.

Z najnowszego sondażu CBOS wynika, że tak eurosceptyczni nie byliśmy jeszcze nigdy w historii — 70 proc. Polaków nie chce dzisiaj nawet słyszeć o zamianie złotego na euro i jest w swoich sądach coraz bardziej kategoryczna. Przez całe lata wiarę w euro nad Wisłą ratowały firmy. Biznes kusiły brak ryzyka kursowego i kosztów transakcyjnych połączone z niżej oprocentowanym kredytem. Ten ostatni bastion entuzjazmu też w końcu upadł.

Zdecydowane nie

Z badania, które przeprowadziła firma doradczo-audytorska Grant Thornton, wynika, że poparcie przedsiębiorców dla projektu euro w ciągu ostatnich pięciu lat skurczyło się o połowę.

Obecnie jedynie 42 proc. szefów i właścicieli średnich oraz dużych firm chce mieć europejską walutę w Polsce, a jeszcze kilka lat temu na „tak” było aż 86 proc. przedsiębiorstw. To duże zaskoczenie — udział strefy euro w naszym eksporcie rośnie i stanowi już blisko 60 proc.

— Polscy przedsiębiorcy jeszcze w 2010 r. w zdecydowanej większości traktowali euro jako niemal jednoznacznie dobre rozwiązanie. Ostatnie lata mocno zweryfikowały jednak takie postrzeganie sprawy — komentuje Maciej Richter, partner zarządzający w Grant Thorntonie.

Dzisiaj aż co piąty zapytany menedżer nie wierzy, że będzie nad Wisłą robił interesy w europejskim pieniądzu, a ponad połowa uważa, że jeśli do tego dojdzie, to nie w tej dekadzie. Co spowodowało, że czar prysł? Biznes dostał dobrą lekcję z kryzysu gospodarczego w krajach, które mają wspólną walutę, lecz rozbieżne interesy i potrzeby.

— Przykład Grecji pokazał, że w sytuacjach kryzysowych sztywny kurs walutowy jeszcze pogłębia problemy gospodarki. Wielu polskich przedsiębiorców uznało, że własna waluta też ma swoje atuty, na przykład pozwala gospodarce zamortyzować negatywne skutki. Dostosowanie kursowe — spadek wyceny waluty — jest dla gospodarki mniej bolesne niż dostosowanie innymi kanałami, np. spadkiem pensji czy wyceny aktywów — wyjaśnia Maciej Richter.

Co ciekawe, chociaż w kraju poparcie dla euro nieprzerwanie topnieje, to na tle Unii Europejskiej (UE) polski biznes nadal wygląda na euroentuzjastyczny. Tylko Duńczycy bardziej palą się do rezygnacji ze swojego pieniądza na rzecz euro — popiera je 60 proc. firm. W pozostałych krajach, które jeszcze nie zdecydowały się na wejście do eurorodziny, zwolenników jest zdecydowanie mniej — w Szwecji 28 proc., a w Wielkiej Brytanii zaledwie 13 proc.

Biznes nie chce granic

Z tego, że biznes nie przebiera nogami, aby dostać się do Eurolandu, nie wynikajednak, że stał się antyunijny. Wprost przeciwnie — chce mocniej, szybciej i głębiej integrować się z unijną wspólnotą.

— Zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby stwierdzenie, że polski biznes jest rozczarowany UE jako całością. Nasi przedsiębiorcy niezmiennie doceniają to, jak wielką wartością dla rozwoju ich biznesów jest jednolity unijny rynek. Zdecydowana większość ankietowanych firm w Polsce chce nie tylko nadal z tego dobrodziejstwa korzystać, ale wręcz tę współpracę pogłębiać — podkreśla Maciej Richter.

Nie powinno to zaskakiwać, skoro przedsiębiorcy najwięcej sprzedają właśnie do Unii, a udział tego rynku w naszym eksporcie wynosi niemal 80 proc., dlatego aż 72 proc. menedżerów i właścicieli firm przebadanych przez Grant Thorntona mówi „tak” dla dalszego ujednolicania wspólnego rynku i znoszenia barier handlowych. Odsetek chętnych do europejskiego zbliżenia z roku na rok silnie rośnie.

Większy entuzjazm dla mocniejszych więzów gospodarczych z UE mają tylko Hiszpanie i Niemcy — odpowiednio 82 proc. i 75 proc. Na drugim biegunie jest Szwecja, gdzie ponad trzy czwarte biznesu woli się izolować niż integrować. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Firmy boją się niestabilności

MAŁGORZATA STARCZEWSKA-KRZYSZTOSZEK

główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

Tak niskie poparcie dla wejścia do strefy euro wśród średnich i dużych firm jest zaskoczeniem. Bo jeśli weźmiemy dane GUS, to widać, że w tej grupie przedsiębiorstw blisko 50 proc. to eksporterzy. Poparcie dla euro powinno więc być przynajmniej na poziomie zbliżonym do odsetka sprzedających za granicę. Nie wyobrażam sobie, żeby eksporter nie widział wartości dodanej w przyjęciu przez Polskę euro — skoro już dzisiaj jest konkurencyjny, to byłby jeszcze bardziej. Od lat badam poparcie dla euro w mikro-, małych i średnich firmach, tam również spada poparcie dla wspólnej waluty, ale odsetek firm niechętnych euro zatrzymuje się na poziomie liczby eksporterów. Być może biznes wciąż boi się niestabilności w Eurolandzie — chociaż Irlandia czy Portugalia właściwie poradziły sobie z kryzysem, to nadal straszy powracający problem Grecji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Szef nie chce płacić w euro