Szef TVP zaciera ręce

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2005-11-09 00:00

Jan Dworak ma nadzieję na koniec sporów prawnych wokół telewizji publicznej i ustabilizowanie pracy zarządu. Trzyosobowego?

Warszawski sąd okręgowy wydał w poniedziałek decyzję w sprawie mandatu Marka Ostrowskiego, członka rady nadzorczej Telewizji Polskiej (TVP). Decyzję pomyślną dla zarządu telewizji publicznej i niekorzystną dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT).

— Uznaję spór o ważność mandatu Marka Ostrowskiego za zamknięty i byłoby dobrze, gdyby inni tak samo zrobili. Mam nadzieję, że ustabilizuje to funkcjonowanie firmy i spowoduje uspokojenie warunków pracy rady nadzorczej — mówi Jan Dworak, prezes TVP.

Do tej pory część członków rady nie pojawiała się na posiedzeniach lub nie brała udziału w głosowaniu. Rada nie mogła też dojść do porozumienia w sprawie zmian w zarządzie TVP, który od kilku miesięcy działa w trzyosobowym składzie po zawieszeniu kojarzonych z lewicą członków: Ryszarda Pacławskiego i Marka Hołyńskiego. Szef telewizji publicznej ma nadzieję, że teraz to się zmieni.

— Chciałbym, by zarząd dowiedział się, w jakich warunkach będzie pracował i żeby rada podjęła jednoznaczną decyzję obowiązującą do końca naszej kadencji — deklaruje Jan Dworak.

Najbliższe posiedzenie rady ma się odbyć 22 listopada. Do tej pory kojarzona z prawicą część rady chciała odwołania obu zawieszonych członków zarządu lub ich wymiany, a tzw. lewicowa jej część — przywrócenia pełni prac obu. Wyrok sądu, mimo że nieprawomocny, wzmacnia osoby reprezentujące pierwszą opcję.

— Uważam, że zarząd pracuje sprawnie, nawet w warunkach niekomfortowych, czyli w trzyosobowym składzie. Myślę, że może sprawnie funkcjonować w tej formule do końca kadencji — twierdzi Jan Dworak.

Szef Telewizji Polskiej liczy, że dotrwa zatem do połowy przyszłego roku. Wśród pracowników TVP pojawiły się obawy, że Prawo i Sprawiedliwość będzie chciało wywrzeć wpływ na działanie mediów publicznych przez wymianę kadrową.

— Ten zarząd przeżył różne chwile i byłoby niezrozumiałe, gdyby nie przetrwał tych kilku miesięcy — mówi Jan Dworak.