Szklane ekrany mają nowych bohaterów
NOWE ROZDANIE: Taki tydzień zdarza się raz na tysiąc lat. Krajowa familia telewizyjna zmieniła diametralnie swoje oblicze.
Po kilku miesiącach nudów znów kilku właścicieli krajowych kanałów telewizyjnych przygotowało swoim widzom niezły spektakl. A wszystko odbyło się w ciągu dwóch ostatnich dni.
ŚRODOWA konferencja prasowa powstającej Telewizji Familijnej i wczorajsze wejście holenderskiego koncernu UPC do TVN pokazują, że napięcie wśród dużych graczy rośnie jak w teleturnieju Milionerzy. Ale jest to chyba jedyna wspólna rzecz, która łączy ostatnie telewydarzenia.
PROJEKT Telewizji Familijnej rodził się w bólach i nadal nie wiadomo, co z niego wyjdzie. Idea była szczytna i raczej logiczna. Na rynku rzeczywiście brakuje ogólnokrajowej stacji rodzinnej, czyli takiej, która unikając brutalnej przemocy, akceptuje to, że większość Polaków deklaruje się — przynajmniej oficjalnie — jako ludzie wierzący. Czy jedno z drugim ma jednak naprawdę coś wspólnego, to czas pokaże.
DROGA od idei do realizacji okazała się jednak długa i bardzo wyboista. Także ostateczny efekt ponadrocznych negocjacji jest daleki od oczekiwań. Poza głośnym ostatnio Prokomem w przedsięwzięciu uczestniczą wyłącznie firmy kontrolowane przez państwo. I nie jest istotne, ile Skarb Państwa ma w nich udziałów, ale to, że decyduje o obsadzie czołowych stanowisk menedżerskich. A zarówno w PZU (i PZU Życie), KGHM, PSE, jak i PKN funkcjonują zarządy powołane przez zwycięzców ostatnich wyborów parlamentarnych.
CHOĆ prezesi tych spółek klną się, że przy inwestycji w TF kierowały nimi tylko przesłanki biznesowe, to nie są zbyt wiarygodni. Wiadomo już, że Familijna nie stanie się narzędziem do promowania AWS-owskiego kandydata na prezydenta RP (stacja ruszy już po wyborach). Ale może być używana do ratowania fatalnych notowań głównego ugrupowania koalicji przed przyszłoroczną kampanią parlamentarną.
NIC DZIWNEGO, że Familijną ostro atakuje opozycja. Telewizji Familijnej nie należy jednak szybko skreślać. Stacja ma szansę na mariaż z prywatnym inwestorem strategicznym, a spółki postpaństwowe mogą ustąpić mu miejsca. Pytanie tylko, kiedy i kto zbierze śmietankę. A w ostatecznym wyniku i tak wszystko będzie zależeć od oferty programowej. Wówczas okaże się — a co do tego jest najwięcej wątpliwości — czy publiczność i reklamodawcy rzeczywiście chcą ,,ugłaskanej” telewizji bez mocnych wrażeń. Na co jednak należy zwrócić szczególną uwagę, to fakt, że w przypadku zmiany układu sił po zbliżających się wyborach, nowe rady nadzorcze powołają kolejne zarządy, które z kolei mogą domagać się nowego rozdania kart we władzach Familijnej. Tak, tak, bo o ile można sobie wyobrazić telewizję bez przemocy, o tyle politykę bez gwałtu —- nie.
TVN — drugi bohater tygodnia — także chciała być ambitnym przeciwieństwem Polsatu, ale dopiero obniżenie lotów dało efekt w postaci wzrostu oglądalności, wpływów z reklam i... przyciągnięcia uwagi inwestora strategicznego. To, że SBS (czyli w praktyce UPC) jest atrakcyjnym partnerem dla Jana Wejcherta i Mariusza Waltera, nie ulega wątpliwości. Trzeba jednak przypomnieć, że ci sami szefowie TVN wspólnie z Polsatem zablokowali w ubiegłym roku wejście SBS do Naszej TV. Nic dodać, nic ująć.
A WSPOMNIANY Polsat ma teraz twardy orzech do zgryzienia. Po kilku latach błyskotliwej ekspansji stacja Zygmunta Solorza dostała w tym roku zadyszki. Zygmunt Solorz, który unikał dotąd inwestora jak ognia, będzie musiał szybko zrewidować poglądy, by dorównać kroku konkurencji.