Szkoła nie uczy zawodu

Paweł Sierpiński
opublikowano: 19-05-2008, 00:00

Szefowie agencji PR bardziej cenią u kandydatów do pracy praktykę niż kierunkowe wykształcenie.

Najważniejsza jest praktyka

Szefowie agencji PR bardziej cenią u kandydatów do pracy praktykę niż kierunkowe wykształcenie.

Na początku maja od piątej rano przed Szkołą Główną Handlową (SGH) ustawiali się kandydaci na październikową edycję studiów podyplomowych z public relations. Miejsc 40, zainteresowanych dużo więcej.

— Boom na PR trwa od kilku lat. Wpływa na to szybki rozwój rynku. W poprzedniej edycji na 40 miejsc mieliśmy 150 chętnych. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem testów albo przyjęć na podstawie doświadczenia zawodowego, co by mogło pomóc wyłonić najlepszych — mówi dr hab. Jacek Miroński, kierownik studiów podyplomowych PR w SGH.

Ewa Hope, kierownik studium podyplomowego z public relations na Wydziale Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej, podkreśla, że na prowadzony przez nią kierunek od lat jest dużo więcej chętnych niż miejsc.

Fryzjerstwo i medycyna

Zdaniem Patryka Suchardy, senior specjalisty z agencji Euro RSCG Sensors i absolwenta studiów podyplomowych na Uniwersytecie Warszawskim, dają one teoretyczną podstawę.

— Uczą, czym jest public relations, a to bardzo wartościowe dla początkujących PR-owców. Poza tym w trakcie studiów jest szansa spotkania profesjonalistów — tłumaczy Patryk Sucharda.

Inni absolwenci zwracają uwagę na możliwość nawiązywania i rozwijania kontaktów w branży, które kiedyś mogą przełożyć się na zatrudnienie. Za to anonimowo część narzeka, że zajęcia są czasem prowadzone przez osoby niezwiązane z branżą i studia są zbyt krótkie.

— Nie można nauczyć się fryzjerstwa w szkole, ponieważ opiera się ono w głównej mierze na doświadczeniu. Tak samo PR jest zawodem praktycznym. Dobre studia, co i tak jest rzadkie, bo najczęściej wykłady są prowadzone przez osoby bez większego doświadczenia, dają jedynie teoretyczną podstawę, która potem często nie pasuje do rzeczywistości — uważa Piotr Czarnowski, prezes First PR.

Innego zdania jest dr Ewa Hope z Politechniki Gdańskiej.

— PR coraz bardziej się profesjonalizuje i dlatego potrzebuje dobrze wykształconych fachowców. Nie chcemy przecież, żeby nas leczył lekarz, który nie ma teoretycznych podstaw wiedzy praktycznej — stwierdza Ewa Hope.

Po pierwsze: praktyka

Z sondy przeprowadzonej przez „Puls Biznesu” (patrz tekst poniżej) wśród ponad 200 PR-owców zarówno z agencji, jak i z innych firm wynika, że mniej niż jedna trzecia z nich skończyła studia lub kursy z zakresu PR. Prezesi agencji przy przyjmowaniu ludzi do pracy na ogół mniej zwracają uwagę na wykształcenie.

— Dyplom nie jest dla mnie szczególnym argumentem. Świadczy o zainteresowaniu PR-em, ale w naszej branży liczy się przede wszystkim praktyka, na przykład w agencji albo dziale PR firmy — wyjaśnia Julia Kozak, dyrektor zarządzająca agencji Fleishman-Hillard.

Janusz Berger, partner z agencji Perspektywa PR, podkreśla, że znacznie bardziej woli zainwestować czas i pieniądze w kogoś, w kim widzi potencjał niż w człowieka z dyplomem, ale z przerostem ambicji.

Innego zdania jest Bogdan Biniszewski, prezes agencji ComPress.

— Dla mnie jest ważne, czy ktoś skończył studia PR, zwłaszcza jeśli ma małe doświadczenie w branży. Oczywiście, jeśli ktoś ma wieloletnie doświadczenie w PR, to rodzaj ukończonych studiów nie ma wielkiego znaczenia, ale kierunkowe nigdy nie zaszkodzą, nawet jeśli teoria nie zawsze się pokrywa z rzeczywistością — wyznaje Bogdan Biniszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sierpiński

Polecane