Szorstka kohabitacja

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-05-27 00:00

Wbrew pozorom, polska polityka zagraniczna jest na poziomie strategicznym dość spójna, ponieważ w znacznym stopniu wyznaczają ją warunki geopolityczne i okoliczności zewnętrzne. Tak irytujące opinię publiczną niespójności dotyczą raczej poziomu operacyjnego i taktycznego. Użycie terminologii wojskowej jest tutaj jak najbardziej zasadne, jako że głowa państwa i szef rządu politycznie wojują na każdym możliwym poletku, traktując te harce jako przygotowanie do ich ponownego starcia o prezydenturę w 2010 r.

Dobrym przykładem tej spójności i zarazem niespójności jest kierunek wschodni, gdzie i prezydent, i premier podjęli inicjatywy montowania zachodniego przedmurza cywilizacyjnego pod przewodem Polski. W obu projektach uwzględnione zostały trzy poradzieckie republiki bałtyckie, z tym że autorskim pomysłem Donalda Tuska jest zbliżenie ich z niemrawą Grupą Wyszehradzką, konikiem Lecha Kaczyńskiego zaś jest otaczanie politycznym łukiem Rosji, wspólnie z Ukrainą i Gruzją. Co do Ukrainy, to premier ma własny plan współpracy, który zostanie przedstawiony na czerwcowej Radzie Europejskiej w Brukseli.

Nieustanna rywalizacja obu ośrodków władzy zdecydowanie deprecjonuje wartość takich przedsięwzięć, jak odbywający się jutro w Warszawie szczyt polsko-francuski. Został on mocno okrojony i nie realizuje idei jednoczesnego spotkania zarówno głów państw, jak i premierów. Wymyślił to pod koniec swojej kadencji Aleksander Kwaśniewski, dysponujący prezydenckim rządem Marka Belki — i zrealizował tylko raz, trzy lata temu w Arras. Powtórna okazja nadarzała się w czasach rządów PiS, ale bracia Kaczyńscy jej nie wykorzystali. Obecnie podwójny szczyt jest niemożliwy, dlatego realnie ograniczy się do spotkania obu prezydentów.

Największa nawet szorstkość polskiej kohabitacji nie uzasadnia kompromitującej sytuacji, że wystąpiły trudności w zorganizowaniu spotkania prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego również z premierem Donaldem Tuskiem. Przecież politycznym i dyplomatycznym standardem wszelkich wizyt państwowych jest zasada, że gospodarzami pobytów prezydentów i premierów są ich odpowiednicy, ale zawsze i wszędzie odbywają się również kurtuazyjne spotkania „na krzyż”.

Jacek Zalewski