Szpitale pogrążają niewielkie firmy

Arkadiusz Rojek
opublikowano: 2003-08-18 00:00

Radosław Suchner, dyrektor handlowy Endemedu, który postanowił okupacją wywalczyć w Instytucie Matki i Dziecka należność za niezapłacone faktury, nie ma złudzeń: część winy za kryzys w branży ponoszą szpitale i ich dyrektorzy.

„Puls Biznesu”: Czy często pracownicy Pana firmy blokują biura wierzycieli?

Radosław Suchner: Na szczęście rzadko. Tak naprawdę najlepszym sposobem odzyskania pieniędzy w naszym biznesie są znajomości. Nie w sensie pejoratywnym — idzie o poznanie ludzi, od których zależy wydatkowanie pieniędzy w ośrodkach zdrowia.

Część szpitali nie ma problemów z bieżącymi finansami, ale wiele, jeśli nie chce, nie płaci. O zapłatę należnych faktur z Instytutem Matki i Dziecka procesujemy się od 1999 r., za faktury z 1997. Sprawa do dziś leży w sądzie. Gdy dzwonimy do instytutu, jesteśmy zbywani, że pieniądze już są i „zaraz” po magicznym dwudziestym wpłyną na konto. Wejście do biura było aktem desperacji, i sprawdzeniem, czy ma on sens.

Czy dało to konkretne efekty?

— Niestety, nie. Instytut opłacił tylko jedną czwartą wartości faktury. Jeśli nie byłaby to faktura przeterminowana, to dużo, ale po przekroczeniu terminu płatności trudno mówić o sukcesie.

Instytut jest wyjątkiem?

— Nie, rynek medyczny jest na tyle trudny, że każdy nowy kontrahent niesie ze sobą ryzyko. W normalnej działalności biznesowej zakłada się, że 10- -15 proc. płatności może nie wpłynąć w ogóle, około 30 proc. z kilkutygodniowym opóźnieniem. W ochronie zdrowia duże opóźnienia są notoryczne. Co ciekawsze, dla tych jednostek jest to sposób na usprawiedliwianie siebie nawzajem — nikt nie ma pieniędzy, więc nikt nie płaci. W efekcie szpitale nie szukają dróg rozwiązania problemu czy oszczędności, tylko tłumaczą, że skoro większość ma problemy finansowe, to i oni nie muszą regulować zobowiązań.

Mechanizm jest taki, że podczas przetargu na zamówienie publiczne szpitale narzucają warunki, jakie chcą, nie przejmując się, że często są one niezgodne z prawem.

Jakie to zapisy?

— Choćby brak możliwości wycofania się firmy, podczas gdy szpital to sobie gwarantuje. Szpitale wpisują do umów niższe odsetki karne za opóźnienia w płatnościach, niż te, które narzucają firmom. Zaczynają pojawiać się zapisy, że odsetki nie będą naliczane. Wpisywane są klauzule uniemożliwiające wstrzymywanie dostaw.

Jak w takim razie działają firmy współpracujące za szpitalami?

— Coraz więcej bankrutuje. W szczególności duże faktury, przy których firma musi natychmiast odprowadzić VAT, mogą wpędzić w spore tarapaty. Dla niedużego przedsiębiorstwa, o polskim kapitale, to ogromny problem. Inna sprawa, że pieniądze drenują giganci — na przykład firmy farmaceutyczne.

Co należy zmienić, aby warunki prowadzenia biznesu w branży stały się normalne?

— Sposobem wcale nie jest powiększenie składki zdrowotnej do 10, 15 czy więcej procent. Sektor jest w stanie skonsumować każde pieniądze. Ważna jest zmiana stylu zarządzania i kadry. Dyrektorami szpitali powinni być profesjonalni menedżerowie, a nie lekarze po 2-4 tygodniowym przeszkoleniu z zarządzania. Wiele jednostek powinno zostać sprywatyzowanych, bo najlepsza jest kontrola właściciela, a nie samorządu lub NIK. Na przykłady niegospodarności NIK odpowiadała nam, że skontroluje, ale na razie nie ma kiedy.

Czy Pańska akcja może rozpocząć falę okupacji biur?

— Wątpię. Zbyt wiele w ochronie zdrowia rozgrywa się na fundamencie znajomości i kontaktów. Zawsze istnieje ryzyko, że taka akcja może spowodować utratę klienta, ale czy klientem jest ktoś, kto nie płaci?

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface