Placówki publicznej służby zdrowia wypowiedziały umowy prywatnym. Sprawa trafi do UOKiK.
W styczniu dziewięć szpitali publicznych zrzeszonych w Konwencie Szpitali Wojewódzkich, Klinicznych i Resortowych Miasta Lublin (KSWKRML) ustaliło, że wszystkie wypowiedzą prywatnym placówkom umowy m.in. na zabezpieczenie, realizację oraz podwykonawstwo świadczeń zdrowotnych. Już zrobiły to dwa z nich. Przedsiębiorcy protestują. Do tej pory wszystkie szpitale — prywatne i publiczne — współpracowały i zapewniały sobie nawzajem różne świadczenia wymagane przez Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ). Gdy któremuś nie opłacało się wprowadzać jakichś świadczeń, podpisywał umowę z innym szpitalem, który gwarantował ich wykonanie. A wszystko po to, by zdobyć kontrakt z funduszem.
Koniec współpracy
Tę współpracę przerwała zmiana zasad zawierania umów z NFZ. Wcześniej publiczne szpitale je negocjowały, teraz musiały w przetargu zmierzyć się z prywatnymi.
— W konsekwencji szpitale publiczne bardzo często przegrywały w tych konkursach, choć miały lepszą infrastrukturę i bardziej kompleksową ofertę, a jednocześnie zabezpieczały świadczenia swoim konkurentom — mówi Krzysztof Skubis, zastępca dyrektora w szpitalu klinicznym nr 4 w Lublinie, który wypowiedział placówkom niepublicznym 50 umów.
Krzysztof Skubis tłumaczy, że szpitale publiczne zaczęły przeglądać się umowom z innymi jednostkami i doszły do wniosku, że większość kontraktów z prywatnymi to fikcja — były tylko zabezpieczeniem kontraktów z NFZ. Nawet niektóre umowy na realizację świadczeń były martwe: prywatne placówki rzadko kierowały pacjentów do publicznych, więc te nie zarabiały.
Pracodawcy: to kartel
Pracodawcy RP protestują przeciw porozumieniu KSWKRML. Nazywają je niedozwolonym kartelem. Planują zgłosić go do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
— Zawarte porozumienie, korzystając z uprzywilejowanej pozycji podmiotów publicznych, uderza w konkurencję, a dokładniej w placówki niepubliczne — mówi Andrzej Mądrala, wiceprezydent Pracodawców RP.
Uważa, że takie uprzywilejowanie szpitali publicznych to faktyczna zgoda na ich niegospodarność — pięć z dziewięciu podmiotów podpisanych pod porozumieniem ma łącznie 28 mln zł długu.
— Szpitale niepubliczne w odróżnieniu do publicznych nie mogą się zadłużać, bo oznaczałoby to ich bankructwo. Zawarte porozumienie uderza też w pacjentów — ogranicza im dostęp do najlepiej wyposażonych placówek — mówi Piotr Gerber, prezes giełdowej spółki EMC Instytut Medyczny, która prowadzi osiem szpitali.