Szpitalny trup w szafie BOŚ

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 26-05-2009, 00:00

Kolejny trup w szafie banku. Mocno nieświeży. Śmierdząca sprawa, bo dotyczy prezydenckiego ministra, który odszedł z BOŚ w 2001 r.

Piotr Kownacki, minister prezydenta, kupował długi ZOZ-ów. Skutkami transakcji zajmują się śledczy.

Kolejny trup w szafie banku. Mocno nieświeży. Śmierdząca sprawa, bo dotyczy prezydenckiego ministra, który odszedł z BOŚ w 2001 r.

Bank Ochrony Środowiska (BOŚ) nie miał w ostatnich latach dobrej ręki do inwestycji. W lutym zweryfikował wcześniejsze wyliczenia zysku z 2008 r., bo okazało się, że ma w portfelu kredyt udzielony bankom w Islandii i na Ukrainie. Trzeba je było spisać na straty. Zarząd banku zapewniał wtedy, że więcej trupów w szafie nie ma. Jak się okazuje — są. Tylko bardzo głęboko ukryte. Wczoraj Radio Zet poinformowało, że w 2001 r. BOŚ popłynął na około 100 mln zł skutek nietrafionych inwestycji w szpitalne długi. Smaczku sprawie dodaje to, że transakcje nadzorował Piotr Kownacki, obecny minister w Kancelarii Prezydenta. W latach 1999-01 r. był wiceprezesem banku odpowiedzialnym za inwestycje. Jednym z członków zarządu był wówczas Piotr Wiesiołek, dzisiaj wiceprezes NBP.

Gdzie jest 100 mln zł?

Z naszych informacji wynika, że inwestycje w szpitalne długi zaproponował Piotr Kownacki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo na początku tej dekady wierzytelnościami służby zdrowia handlowano na potęgę. Z niezłym zyskiem. Jednak Radio Zet powołuje się na raport kontrolerów banku, z którego wynika, że BOŚ kupował wierzytelności za 100 proc. należności głównej plus 70 proc. wartości odsetek. Tymczasem, zdaniem audytorów, na rynku płacono za długi ZOZ-ów 90 proc. wartości należności, a za odsetki wcale.

— Jak na 2001 r. to rzeczywiście zapłacili dosyć dużo. Jednak brak dyskonta od kwoty głównej nie jest niczym dziwnym. Dyskonto nalicza się bardzo rzadko. Co do dyskonta na odsetkach, to negocjuje się je przy każdej transakcji. Trzeba pamiętać, że należności publiczno-prawne są obarczone mniejszym ryzykiem niż wierzytelności komercyjne, ponieważ szansa ściągnięcia długu jest znacznie większa — mówi prezes jednej z giełdowych spółek obracających wierzytelnościami.

BOŚ kupował długi za pośrednictwem spółki TF BOŚ, która miała potem pieniądze ściągać. Ale nie ściągnęła.

— Wartość inwestycji wyniosła ponad 100 mln zł, z tego udało się odzyskać tylko niewielką część — mówi anonimowo przedstawiciel banku.

Dlaczego? Jak wynika z ustaleń audytu, TF BOŚ sprzedało wierzytelność osobom, które wcześniej sprzedały należności ZOZ-ów bankowi. Cała sprawa ma jeszcze jedno dno. Radio Zet twierdzi, że pieniądze z tych operacji poszły na finansowanie kampanii wyborczej w 2001 r. jednej z partii. Dziś BOŚ zwołuje konferencję prasową, na której ma wyjaśnić szczegóły transakcji.

Absolutorium dostał

Kancelaria Prezydenta twierdzi, że doniesienia radiowe są nieprawdziwe, o czym świadczyć ma fakt, że opublikowano je osiem lat po odejściu ministra Kownackiego z BOŚ. Zwraca też uwagę, że gdy był on wiceprezesem banku, został pozytywnie skwitowany przez walne.

Sprawa absolutorium nie przedstawia się jednak zbyt klarownie. Walne banku w 2001 r. odmówiło skwitowania z wykonania obowiązków Jarosława Chudeckiego, prezesa BOŚ. Z naszych informacji wynika, że Piotr Kownacki wyszedł z głosowania z tarczą, ponieważ w jego sprawie więcej było głosów wstrzymujących się, niż "za".

Wcześniej rada nadzorcza banku dokonała miażdżącej oceny działania zarządu BOŚ, zarzucając mu "brak skutecznych metod pomiaru, kontroli i nadzoru ryzyka kredytowego skutkujący pogorszeniem jakości portfela kredytowego, brak dostatecznego nadzoru nad działalnością kredytową placówek".

Dlaczego jednak sprawa wypłynęła dopiero teraz? W banku już w 2001 r. wiadomo było, że inwestycja zakończyła się fiaskiem, ponieważ BOŚ na część należności zrobił pierwsze odpisy. Do dzisiaj nie wiadomo jednak, ile dokładnie stracił na obrocie wierzytelnościami.

— Bank nie miał centralnego systemu informatycznego. Informacje o inwestycji rozrzucone są w różnych oddziałach i komórkach banku. Zbieranie wszystkich danych jest bardzo trudne — mówi nasz rozmówca z BOŚ.

Z naszych informacji wynika, że w grudniu ubiegłego roku zawiadomienie do prokuratury w sprawie handlu szpitalnymi długami złożyła firma Management ze Szczecina, następca prawny TF BOŚ. Mniej więcej w tym samym czasie również w banku rozpoczął się audyt trwający do dziś. W kwietniu prokuratura zwróciła się do BOŚ o dokumenty w sprawie inwestycji z 2001 r. Nie wszystkie udało się znaleźć — to znowu kwestia braku centralnego systemu.

Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, potwierdził, że ABW — pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola — prowadzi śledztwo. Postępowanie dotyczy niedopełnienia obowiązków lub nadużycia uprawnień przez osoby zarządzające TF BOŚ na początku dekady.

Co wiedział Wiesiołek

Inwestycja sprzed lat pośrednio obciąża też konto Piotra Wiesiołka, wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego. Do NBP trafił w ubiegłym roku, prosto z BOŚ, w którym pracował od 1999 r. Bezpośrednio ze sprawą szpitalnych długów ma niewiele wspólnego. W czasie, gdy Piotr Kownacki kupował wierzytelności, był wiceprezesem banku nadzorującym departament skarbu. Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że o inwestycji musiał wiedzieć, gdyż była ona omawiana przez zarząd BOŚ. Wczoraj nie udało nam się ani zdementować, ani potwierdzić tych informacji, gdyż nie mogliśmy się skontaktować z Piotrem Wiesiołkiem.

Z naszych informacji wynika, że prokuratura interesuje się nie tylko sprawą wierzytelności skupowanych od szpitali. Prowadzi również postępowanie w związku z podejrzeniem działania na szkodę banku, polegającego na celowym zaniżaniu jego wartości. Miało to rzekomo związek z planowaną sprzedażą BOŚ.

Szpitalne długi to niejedyna przestrzelona inwestycja Banku Ochrony Środowiska. Tygodnik "Polityka" opisał w ostatnim numerze problemy z wdrożeniem w banku systemu IT. Do końca 2008 r. wydano na ten cel 63 mln zł, z czego 42 mln zł już uznano za stratę. Od 16 kwietnia — z doniesienia obecnego zarządu BOŚ — śledztwo prowadzi prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. "Polityka" opisuje, że umowę z IBM podpisano w 2004 r., gdy bankiem kierowali: Józef Kozioł, Jerzy Markiewicz i Piotr Wiesiołek. System miał działać od czerwca 2006 r. Prace się opóźniały. Po wyborach zmienił się skład zarządu: do Wiesiołka dołączył prezes Jerzy Pietrewicz (obecnie wiceprezes) i Stanisław Kostrzewski, ale prace były kontynuowane. Dopiero w październiku 2007 r., po pięciu latach od pierwszych prób zinformatyzowania banku, rozwiązano umowę z IBM. Bomba wybuchła w 2009 r. Nowy zarząd wykrył, że mimo iż w kwietniu 2008 r. uznano, że bank powinien szukać nowych rozwiązań, w sprawozdaniach wykazywano, że wdrażanie jest kontynuowane. Dzięki temu nie zaksięgowano dotychczasowych wydatków jako straty, co miało wpływ na wysokość premii jakie otrzymał poprzedni zarząd. "Polityka" sugeruje, że gdyby straty zostały wykazane, Wiesiołek i Pietrewicz mogliby nie otrzymać absolutorium, a tym samym pełnić obecnych funkcji: wiceprezesa NBP i wiceprezesa BOŚ.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu