W końcu ubiegłego roku wygasł program Moje Boisko — Orlik 2012. Dzięki niemu w latach 2008-12 powstało 2,6 tys. obiektów. Skarb państwa zapłacił za to prawie 1 mld zł. Wkład województw i gmin można szacować na 1,8 mld zł. Wydano więc na nie prawie 3 mld zł. Sztuczna trawa pochłonęła 15-20 proc. tej kwoty.
— Przed orlikami popyt na sztuczne nawierzchnie w Polsce praktycznie nie istniał.W trakcie trwania programu staliśmy się największym rynkiem w Europie — twierdzi Tomasz Domagała, wiceprezes katowickiej spółki Interhall, budującej obiekty sportowe.
— Zapotrzebowanie było tak duże, że nie było liczącego się producenta, który nie miałby w katalogu czegoś ze słowem „orlik” — podkreśla Piotr Jakubiak, prezes łódzkiego Dywilanu, produkującego sztuczną trawę.
Tańsze, ale nie darmowe
Wzrosła liczba firm zajmujących się układaniem nawierzchni. Konkurencja i przetargowy system wyłaniania wykonawców do budowy
boisk spowodowały, że spadały ceny.
— W związku z programem Orlik 2012 producenci mocno naginali parametry techniczne — podkreśla Marek Piotrowicz, prezes warszawskiej spółki Polcourt, budującej obiekty sportowe. W efekcie cena zakupu i ułożenia metra kwadratowego sztucznej trawy spadła ze 130-135 zł do 75-80 zł.
— Kiedyś sztuczna trawa była czymś ekskluzywnym, ale następstwem zalania Polski przez orliki jest to, że przeciętny inwestor brał ten biznes pod uwagę. Drużyny grające choćby w okręgówce mają boiska treningowe i często myślą o sztucznej trawie, a jedno boisko pełnowymiarowe to cztery orliki — twierdzi Piotr Jakubiak.
— Ile jest takich inwestycji? Orlików budowało się kilkaset rocznie. Boisk przy klubach czy hotelach robi się góra kilkadziesiąt — oponuje Tomasz Domagała. Przypomina też, że boiska klubowe to z reguły boiska gminne, a sakiewki samorządów są coraz lżejsze.
— Gminy dochodzą do limitów zadłużenia, a pieniądze unijne się skończyły. Sądzę, że rynek sztucznych nawierzchni skurczy się o 30-50 proc. — mówi Tomasz Domagała.
— Dzięki orlikom sztuczne nawierzchnie przebiły się do świadomości inwestorów, ale w tym roku rynek skurczy się o 50 proc. W następnym pojawią się zapewne inwestycje z nowej puli unijnych pieniędzy, ale trudno szacować ich skalę — dodaje Karol Zalewski- Biziuk, współwłaściciel spółki Panorama II, która w latach 2011-12 była w trójce firm wykonujących najwięcej orlików.
Problem dla małych
Koniec programu może być bolesny dla najmniejszych firm.
— Wiele orlików było budowanych przez firmy, które nie tknęłyby się sztucznej trawy, gdyby nie program. Jego wygaśnięcie wiele zmieni w ich sytuacji, gdyż nie mają referencji na większe obiekty — twierdzi Marek Piotrowicz.
Nie wszyscy jednak widzą przyszłość tak pesymistycznie.
— W zeszłym roku kładliśmy sztuczną trawę na dwóch orlikach. W latach poprzednich było ich więcej, ale wygaśnięcia programu mocno nie odczujemy, tym bardziej że pojawiają się nowe inwestycje. Nie zawsze są to projekty stricte sportowe, ale boisko jest ich częścią. Kładliśmy np. nawierzchnię na boisku budowanym w ramach programu odnowy wsi w Małopolsce — mówi Agnieszka Niemiec-Dziura z raciborskiej firmy GlobGrass, układającej sztuczną trawę.