Sztuka potrzebuje wsparcia przedsiębiorców

Paulina Kostro
22-10-2017, 22:00

CCR Sponsoring czy mecenaty nad wydarzeniami to nie wszystko — firmy powinny pamiętać, że kulturę można wspomagać także w inny sposób

Działalność społeczna polskich firm zatacza coraz szersze kręgi. W ostatnim czasie skupiała się m.in. na sporcie i rekreacji — ze względu na rosnącą wśród Polaków świadomość korzyści ze zdrowego trybu życia. Jednak w strategiach firm coraz częściej pojawia się zainteresowanie i idące za nim deklaracje dotyczące odpowiedzialności biznesu za kulturę i sztukę (ang. corporate cultural responsibility — CCR). Tego typu wsparcie przedsiębiorstw przejawia się m.in. mecenatami, które obejmują chociażby nad popularnymi festiwalami.

WSPÓLNE DZIAŁANIE:
Wyświetl galerię [1/2]

WSPÓLNE DZIAŁANIE:

Większość działań wspierających kulturę w Polsce opiera się na mecenatach lub użyczaniu swojego logo. CCR natomiast powinien polegać nie na konsumpcji, a współtworzeniu — mówi Justyna Kisielewicz, artystka i przedsiębiorca z Doliny Krzemowej. [FOT. ARC]

Odsunięte na dalszy plan

— W Polsce pokutuje podstawowe rozumienie tej odpowiedzialności. A większość działań wspierających kulturę opiera się na mecenatach czy użyczaniu swojego logo. Firmy nie poświęcają właściwie żadnego nakładu pracy, aby współtworzyćpolską kulturę. Sztuka została odsunięta na dalszy plan, a skoro ona nie jest dla nas ważna, to dziedzictwo kraju staje się nieistotne. Polska nie jest państwem, do którego jedzie się podziwiać sztukę. Szkoda — komentuje Justyna Kisielewicz, artystka i przedsiębiorca z Doliny Krzemowej.

Jak zauważa, wielu przedsiębiorców traktuje sztukę po macoszemu, pomijając ten segment rynku. Biznesmeni udają, że jej nie ma lub jest im niepotrzebna, dlatego nie warto jej wspierać. Podobnie traktuje się samych artystów, z którymi często zawiera się umowy na mało korzystnych warunkach, jeśli chodzi o finanse i czas trwania współpracy. Może to być spowodowane tym, że na polskim rynku wciąż brakuje instytucji i osób, które łączyłyby ze sobą dwa tak odległe z pozoru światy.

— Firmy skupiają się na sponsoringu, nie angażują się w działanie, ukrywając się za sakiewką z pieniędzmi. To może wynikać z niepewności, w jaki sposób powinny poruszać się w tej dziedzinie, bo nie mają wsparcia menedżerów kultury. Obecnie jest tak, że jeżeli istnieje jakakolwiek aktywność związana ze sztuką, to zazwyczaj wychodzi z inicjatywy firm, z nastawieniem „co możemy zrobić fajnego, aby zmienić swój wizerunek”. Dlatego takie działania w naszym kraju są często elementami kampanii marketingowych, które są ładne, przemyślane, jednak mają niewiele wspólnego z prawdziwym CCR-em — komentuje Paweł Modzelewski, szef strategii w 24/7 Communication.

Jak podkreśla ekspert, w firmach zauważalny jest trend wzrostowy, jeśli chodzi o aktywność w dziedzinie sztuki. Choć decydują się przede wszystkim na sponsoring, to zmiany idą w dobrym kierunku.

Poczuć odpowiedzialność

Tymczasem firmy, chociażby pod względem wizerunkowym, potrzebują kultury i sztuki bardziej niż kiedykolwiek wcześniej — bo wspieranie działań i projektów artystycznych umożliwia im osiąganie przewagi konkurencyjnej.

— Gdy przedsiębiorstwo wychodzi z inicjatywą kulturalną, jego notowania rosną. To również znak, że zarząd jest już na wyższym poziomie biznesowym, gdzie nie liczy się tylko zysk. Tak niedawno mówiono o działaniach na rzecz środowiska naturalnego. Teraz czas na sferę kultury — zaznacza Wojciech Florczyk, prezes w New Amsterdam. Należy tu zadać pytanie, czy działania firm związane wyłącznie ze wsparciem finansowym możemy zaliczyć do CCR-u?

— Społeczna odpowiedzialność biznesu powstała, bo firmy zauważyły, że żyją w środowisku, na które mogą mieć realny wpływ. Takie działania zatem są odpowiedzią na wybrany, konkretny problem, np. związany z ochroną środowiska. W kulturze nie mamy czynnika naprawczego. Tu możemy mówić o wspieraniu, inwestowaniu lub inicjowaniu — wymienia Paweł Modzelewski. Innego zdania jest Wojciech Florczyk, który podkreśla, że sam fakt pojawienia się logotypu lub informacji o mecenacie wydarzenia nie dyskwalifikuje tego działania jako CCR-owe. — Bardzo trudno stwierdzić, gdzie kończy się sponsoring, a zaczyna odpowiedzialność biznesu za kulturę i sztukę. Kluczowe są intencje i szczere wsparcie, które deklaruje firma. Moim zdaniem mecenat lub sponsoring to bardzo łatwy sposób na promocję marki w subtelny sposób. Za przekazanie odpowiedniej kwoty biznes otrzymuje korzyści reklamowe w sferze kultury, do której trudno byłoby mu wejść. Najczęściej jednak sponsorzy się zmieniają i po kilku latach

konkretne wydarzenie wspiera już inna firma. Świetnym przykładem jest festiwal filmowy OFF Camera w Krakowie, który miał już kilku tytularnych sponsorów i za każdym razem musiał zmieniać nazwę wydarzenia. Efektem sponsoringu i mecenatu jest czerpanie przez firmę korzyści z popularności i prestiżu danego wydarzenia — twierdzi Wojciech Florczyk. Ekspert dodaje, że w momencie, gdy firma decyduje się tylko na finansowe wsparcie sztuki, pozbawia się roli kulturotwórczej. — Nie wychodzi z inicjatywą, nie tworzy nowej jakości. A w CCR chodzi m.in. o to, by marka generowała tego typu wydarzenia i poczuła się odpowiedzialna za dziedzictwo kulturowe — tłumaczy Wojciech Florczyk.

Bez podziałów

Według Justyny Kisielewicz dobrym przykładem działania CCR jest to prowadzone przez muzeum De Young w San Francisco. Organizuje ono rezydencje artystyczne dla młodych twórców, a osoby czy firmy, które wykupują członkostwo w tym muzeum, wspierają tą drogą artystów. — Taki wkład jest tam traktowany jako podniesienie swojego statusu społecznego. Zanika podział między administracją muzeum a ludźmi biznesu. Rodzi sie dialog, na którym korzysta sztuka. Przedsiębiorcy mogą przejść do świata kultury nie tylko jako darczyńcy i filantropi, ale właśnie jako osoby z wiedzą biznesową. Dzięki temu muzeum nie jest jakąś zapuszczoną instytucją, ale miejscem, gdzie spotykają sie elity. Ci ludzie często dzielą się też wiedzą z samymi artystami, których chcą wspierać. Ten CCR nie polega wiec na konsumpcji, ale na współtworzeniu — opowiada Justyna Kisielewicz.

— Według mnie idealnym przykładem CCR-u jest współpraca japońskiej marki odzieżowej Uniqlo z The Museum of Modern Art (MoMA). Firma sponsoruje wszystkim chętnym wejście do muzeum w każdy piątek, a w zamian otrzymuje możliwość wykorzystania wizerunku wszystkich dzieł, które znajdują się na wystawie. Korzyści z owej kooperacji widoczne są po obu stronach — dodaje Paweł Modzelewski.

Na rodzimym podwórku jedną z najbardziej znanych akcji CCR było odzyskanie dla Polski przez PZU obrazu „Żydówka z pomarańczami”. Jak podkreślają eksperci, firma pokazała w ten sposób, że czuje się odpowiedzialna za zachowanie ciągłości kulturowej naszego narodu.

— W Polsce brałam udział w projekcie, którego współtwórcą był Andrzej Pągowski. Zleceniodawcą była duża firma farmaceutyczna. Współpraca polegała na namalowaniu strony do kalendarza według własnego stylu. Warto dodać, że w inicjatywie brały udział wyłącznie kobiety. Przedsiębiorstwo zorganizowało galę, na której pokazano wykupione przez organizacje oryginalne prace. One robią tak co roku. Można powiedzieć, że to taki duch Zachodu na naszym polskim rynku. Jednak takie propozycje są nieliczne — ubolewa Justyna Kisielewicz. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Sztuka potrzebuje wsparcia przedsiębiorców