Sztuka typu overnight

Dobranoc, dobranoc ojczyzno, już czas… na aukcję wyczekiwanego przez 140 lat nokturnu Józefa Chełmońskiego w Agrze-Art

Nocne życie niektórych depozytów upływa właściwie poza czasem, w popielatym księżycowym blasku, na kołdrze kopnego śniegu i w głuszy, która niesie echo tnącego mróz bata. Końska trójka — bo tak zwyczajowo nazywa się rozmiary zaprzęgów Chełmońskiego — rozpędza płaskie drewniane sanie w kadrze zasługującym pewnie na nową puszkinowską bajkę.

RUSZYŁ Z KOPYTA:
Zobacz więcej

RUSZYŁ Z KOPYTA:

„Od czasów Gericault, nikt z taką siłą koni nie traktował” — opisywał malarstwo Józefa Chełmońskiego marszand Adolphe Goupil. „Noc księżycową” kupił od artysty już w 1876 r., a 10 grudnia będzie miał szansę kto inny, przystępując do licytacji od 1,8 mln zł. [FOT. AGRA-ART]

Latami mniej doświetlone zakamarki tych sań pozostawały ukryte przed wzrokiem badaczy, którzy mogli oglądać prawie 190-centymetrowe płótno tylko na fotografii. Pora na dobranoc, bo już Księżyc świeci? Niekoniecznie, bo „Noc księżycowa” w tym wydaniu będzie się przeciągać i wydobywać z niebieskiego chłodu drobiazg po drobiazgu — za każdym razem taki, którego się wcześniej nie widziało — do rana.

Zima na sprzedaż

Skrzypiący śnieg jeszcze przed sezonem można mieć, przystępując do licytacji 10 grudnia i oferując na początek 1,8 mln zł. W związku z tym, że sroga zima jest też stosunkowo droga, warto przyjrzeć się nie tylko niuansom wydobywanym przez srebrzystą poświatę, ale też suchym czynnikom warunkującym stawkę. Bez względu na to, że spodziewana wartość dochodzi do 2,5 mln zł, progu zdecydowanie nie podyktowała moda — bo według trendów, na milionowy pułap bez większych akrobacji mogłaby się wspiąć jakaś oszukująca wzrok, geometryczna abstrakcja.

Męczące oczy okręgi czy zakrzywione szachownice określa się op-artem, bo wywoływanie złudzenia ruchu czy pulsowania było ich najmodniejszym zadaniem. „Noc księżycowa” nie powstała jednak w okresie, kiedy epoka „Golden Sixties” pchała artystów różnych kontynentów do wprawiania nieruchomych arcydzieł w iluzoryczny ruch — Józef Chełmoński ukończył obraz w 1876 r., w Paryżu.

W połowie listopada tamtego roku płótno kupił słynny marszand Adolphe Goupil, płacąc 5 tys. franków i jeszcze tego samego dnia odsprzedając obiekt innemu kolekcjonerowi za cenę wyższą o 20 proc. Na tej transakcji ślad urywa się na prawie półtora wieku, bo dopiero w 2006 r. obraz znaleziono w instytucie badawczym w Massachusetts i niedługo po odkryciu sprzedano na aukcji polskiemu kolekcjonerowi — tyle tylko, że nie jako jedną z wielu mniejszych czy większych prac Chełmońskiego, ale jako dzieło bezsprzecznie muzealnej klasy.

Tadeusz Matuszczak, znawca twórczości malarza, pisał, że odnaleziony obiekt „odzyskuje należne miejsce wśród tych sztandarowych dzieł Chełmońskiego, które tworzą kanon polskiego malarstwa realistycznego” — a więc też takich, których realizm skoryguje każde okrągłe i puste zdanie o rozhulanym zwyżkowym potencjale.

Cegła z Wawelu

Trudno wyrokować, czy i jak bardzo niektóre przykłady abstrakcji są przeszacowane, ale śmiało można powiedzieć, że żadne wybujałe cenowe porywy nie chwieją obecnie rynkiem sztuki XIX-wiecznej. Namalowany przez Chełmońskiego zaprzęg, który wdziera się w noc kopytami rozpędzonej trójki, jest poza, a może i ponad panującym trendem, bo z jednej strony nie można wpasować go w imponująco rosnące wykresy obrotów, a z drugiej — pozostaje dziedzictwem, a właśnie po takie „cegły z Wawelu” prędzej sięga się w czasie kryzysu.

— Gdybym w warunkach gospodarczego załamania miał odkupić abstrakcyjny obraz, tworzący obecnie najwyższą półkę cenową, nie mam pewności, czy zaoferowałbym za niego nawet połowę wartości. Za wysokiej klasy obiekt sztuki dawnej owszem, bo jest stabilną lokatą, na którą zawsze będzie popyt, w myśl zasady, że sercu Polaka niezmiennie bliski pozostaje Kossak — komentuje Konrad Szukalski z domu aukcyjnego Agra-Art, porównując XIX-wieczne malarstwo do akcji XIX-wiecznych amerykańskich konglomeratów. W pewnym sensie zestawienie jest też trafione na pierwszy rzut mniej wprawionego oka, bo obraz Chełmońskiego byłby na giełdzie aż ciężki od kapitalizacji właśnie ze względu na swoje rozmiary.

— Format dzieła bez wątpienia świadczy o jego wyjątkowości, zwłaszcza kiedy mowa o pracy wykonanej niezwykle starannie. Mijając obraz codziennie w domu aukcyjnym, co jakiś czas dostrzegaliśmy inne detale — jednegodnia ktoś zwrócił uwagę na opracowanie pary tworzącej obłok w pobliżu nozdrzy koni, innego dnia zauważyliśmy na niebie spadającą gwiazdę, kiedy indziej zarys stawu czy pomijanego dotychczas psa w głębi sań — dodaje Konrad Szukalski.

Nokturn, a więc widok nocny, pozwala na wydobywanie takich smaczków powoli, jak z adwentowego kalendarza, przy czym gdyby milionowy próg okazał się zaporowy, na aukcji będzie jeszcze jedna „Noc księżycowa”, z ceną wywoławczą 150 tys. zł. Obraz o tym samym tytule przedstawia czaszę marmurowej ogrodowej fontanny, którą okalają białe kalie — zastaną niby w bezruchu nocy, ale bezgłośnie wyrzucającą strużki wody. Jest autorstwa Wilhelma Kotarbińskiego, dopełniającego w niedzielnym katalogu duet dwóch takich, którym Księżyc sam dał się ukraść. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sztuka typu overnight