Szukaj selektywności nie tylko w nazwie

  • Jagoda Fryc
opublikowano: 07-01-2016, 22:00

Fundusze selektywne mają przynosić stabilne wyniki i dystansować rywali trafnym doborem spółek. Mogą więc być lekiem na kapryśną koniunkturę

W 2015 r. inwestorzy poznali gorzki smak ryzyka politycznego, które zdołowało warszawską giełdę, zniechęcając do niej Polskę i zagranicę. W 2016 r. koniunktura wcale nie musi być lepsza, a to zdaniem ekspertów, powód, żeby jeszcze większy nacisk położyć na selekcję. — Staliśmy się nieprzewidywalnym rynkiem wschodzącym. Po dwóch poprzednich latach — nacjonalizacji pieniędzy zgromadzonych w OFE, wojnie na Ukrainie — wydawało się, że limit nieszczęść już wyczerpaliśmy. Wszystko to — w okresie bardzo dobrej koniunktury gospodarczej w Polsce i nowych szczytów indeksów na dojrzałych rynkach światowych — nie pozwoliło na zbudowanie rynku byka na GPW. Wygląda na to, że bieżąca hossa już jest przez nas „przespana” i odbudowa pozytywnego nastawienia będzie czasochłonna. Dobrym rozwiązaniem na taki okres może być podejście selektywne — podpowiada Jarosław Lis, dyrektor biura portfeli akcyjnych BPH TFI. Inwestorom, którzy nie chcą samodzielnie polować na giełdzie, TFI oferują fundusze selektywne. Sprawdziliśmy, czy to tylko marketing, czy rzeczywiście ich zarządzający potrafią łowić perełki i bić wynikami kolegów po fachu.

Wybredność jest w cenie

W przypadku funduszy, które w nazwie podkreślają swój selektywny charakter, w dobrym tonie jest wybrzydzać przy inwestowaniu. Do ich portfeli trafić mogą spółki będące potencjalnie celem przejęć lub fuzji, firmy rodzinne przeprowadzające pierwsze i kolejne publiczne oferty akcji, oraz przedsiębiorstwa, które krótkoterminowo straciły na wartości po podaniu niekorzystnych informacji (tzw. distressed securities). Udział agresywnych walorów w portfelu może wynieść od 0 do 100 proc., a celem jest generowanie dobrych i stabilnych wyników oraz ograniczanie strat w okresie dekoniunktury, przy zachowaniu relatywnie niskiej zmienności jednostek uczestnictwa. Można więc powiedzieć, że stopy zwrotu osiągane przez selektywne fundusze są papierkiem lakmusowym umiejętności zarządzających. Może właśnie dlatego na polskim rynku takich produktów jest jak na lekarstwo — krajowe TFI oferują zaledwie 6 funduszy, które selektywność mają na sztandarach, przy czym tylko dwa spełniają podręcznikowe kryteria. W ubiegłym roku liderem został BPH Selektywny, zyskując najwięcej, bo 6,7 proc. Przez minione cztery lata działalnościtylko raz znalazł się pod kreską.

— Inwestujemy w wybrane spółki, nie tylko polskie, które — naszym zdaniem — przyniosą bezwzględnie atrakcyjne stopy zwrotu. Udział akcji w portfelu nie przekracza 40 proc. i może być również marginalny. Ponad czteroletnia historia funduszu w okresie zmiennej koniunktury pokazała, że możliwe jest osiąganie atrakcyjnych stóp zwrotu przy ograniczonej — w tym przypadku do 5 proc. średniorocznie — zmienności cen jednostki — zachwala Jarosław Lis.

Dobrze zawirowania na GPW zniósł także ulubieniec inwestorów, czyli Quercus Selektywny, który w 2015 r. zarobił 4,6 proc., a jego aktywa przekraczają 600 mln zł. Popularność jednak nie powinna dziwić, bo fundusz nie raz już udowodnił, że zasługuje na zaufanie. W spadkowym 2011 r., kiedy WIG zanurkował o ponad 20 proc., a fundusze akcji polskich straciły średnio 23 proc., Quercus Selektywny ograniczył straty do 6,8 proc. W 2012 i 2013 r. powiększył portfele o 12 i 15,6 proc.

Owacji nie będzie

O zyskach tylko pomarzyć mogą natomiast klienci funduszy Pioneer Akcji — Aktywna Selekcja oraz Allianz Selektywny. Oba należą do do grupy funduszy akcji polskich uniwersalnych. W 2014 r. Pioneer stracił 6 proc., plasując się w trzecim kwartylu, a w 2015 r. spadł do czwartego, ze stratą przekraczającą 14 proc. — dwa razy większą niż u rywali. Allianz zgodnie ze statutem również stawia na selekcję niedowartościowanych walorów, a potwierdzeniem realizacji strategii może być niewielka liczba składników portfela. Efekty nie są złe, bo fundusz przez ostatnie trzy lata plasował się w drugim kwartylu stóp zwrotu, ale owacji na stojąco również nie będzie. W 2014 r. fundusz stracił 2 proc., a w 2015 r. zanurkował o 5,6 proc. W tym czasie WIG stracił 9 proc. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy