Szukając motoru dla GPW

O sojuszu z Wiedniem, ściąganiu spółek z regionu, niechęci do dual listingu i zamykaniu biur w Warszawie przez światowych gigantów mówi Adam Maciejewski, prezes GPW.

„Puls Biznesu”: Na GPW notowanych jest najwięcej spółek w regionie, pod względem debiutów też wygrywamy. GPW chce być czy już jest liderem w Europie Środkowej i Wschodniej?

Adam Maciejewski, fot. Marek Wiśniewski, Puls Biznesu
Zobacz więcej

Adam Maciejewski, fot. Marek Wiśniewski, Puls Biznesu

Adam Maciejewski, prezes GPW: To nie jest wyścig, tylko konsekwentne działanie na rzecz rozwoju rynku i samej spółki. Rolą każdego przedsiębiorcy jest tworzenie wartości dla akcjonariuszy i najlepszą drogą do tego jest dostarczanie klientom tego, czego potrzebują. W przypadku giełd należy dodatkowo mieć na uwadze ich szczególną rolę gospodarczą – dzięki giełdom i innym podmiotom rynku kapitałowego wpływa się na strukturę finansowania przedsiębiorstw, strukturę oszczędności obywateli, transparentność obrotu gospodarczego. Jako GPW staramy się wypełniać obie role jak najlepiej. Skutkiem tych działań jest nasza pozycja w regionie. W I kw. w regionie rozumianym jako Polska, Austria, Węgry i Czechy osiągnęliśmy ponad 60 proc. udziału w obrocie akcjami, 87 proc. w obrocie obligacjami, 89 proc. indeksowymi kontraktami futures, a udział w wartości pozyskiwanego kapitału w tym samym okresie to praktycznie 100 proc. W kapitalizacji wszystkich spółek przekroczyliśmy 50 proc.

Skoro jest tak dobrze , to po co chcecie przejąć giełdę w Wiedniu?

Nie mówmy o przejęciu – jestem zwolennikiem przyjaznych rozwiązań i tylko takich, które mają głęboki sens ekonomiczny i społeczny. Odpowiedź na to pytanie znajdziemy wkrótce.

Jakie będą korzyści?

Jeśli dojdzie do połączenia, to efektem muszą być synergie kosztowe i przychodowe. Te pierwsze są statystycznie istotnie większe, należałoby ich upatrywać głównie w technologii.  Analizując inne przykłady tego typu połączeń można wskazać, że prowadzą one do wzrostu zainteresowania danym rynkiem inwestorów zagranicznych, większej integracji lokalnych rynków kapitałowych, niższych kosztów dostępu, standaryzacji i ułatwień w obszarze handlu, rozliczeń czy ładu korporacyjnego. Pojawia się możliwość tworzenia nowych produktów finansowych i informacyjnych. W efekcie powinna wzrosnąć płynność, a to znowu oznacza niższe koszty dla inwestorów i spółek poszukujących finansowania i bardziej rzetelną wycenę notowanych aktywów.

To kiedy oferta?

Tu nie ma pośpiechu. Trzeba działać profesjonalnie.

Jeśli nie fuzja z Wiedniem, to co będzie napędzało GPW, bo dużych prywatyzacji za wiele nie zostało?

Zawsze pozytywnie patrzymy na prywatyzację przez giełdę, ale nie po to została stworzona GPW. Naszą strategię opieramy na sektorze o rodowodzie prywatnym. Chcemy, by publiczny rynek kapitałowy w Polsce odgrywał coraz większą rolę w dostarczaniu kapitału na rozwój przedsiębiorstw. Mając na uwadze wielkość naszego rynku wewnętrznego, na pewno będzie on zawsze główną siłą napędową giełdy, ale aktywnie szukamy możliwości umiędzynarodowienia naszego rynku poprzez zwiększanie jego dostępności zarówno dla inwestorów międzynarodowych, jak również dla spółek zagranicznych.

Poza Rosją w regionie nie ma zbyt wielu dużych firm. Jest szansa na debiuty spółek rosyjskich?

Rosja to niezwykle ciekawy rynek, ale też trudny. Mam nadzieję, że praca z tamtejszymi podmiotami przy jednoczesnej budowie silnego rynku w regionie zaowocuje ostatecznie debiutami na GPW. Polska to kraj Unii Europejskiej i bardzo ciekawy rynek dla rosyjskich przedsiębiorstw.

Mogą pójść do Londynu, Wiednia czy Frankfurtu...

W gospodarce wolnorynkowej podmioty muszą mieć swobodę wyboru, dotyczącą także miejsca pozyskiwania kapitału i jego notowania. Spółki rosyjskie zapewne będą notowane na różnych parkietach i zapewne płynność koncentrować się będzie zawsze na rynkach lokalnych. Atutem Warszawy jest przede wszystkim silna baza lokalnych inwestorów zainteresowana dywersyfikacją inwestycji.  Jednym z kluczowych atutów są OFE. Giełda warszawska jest już na tyle duża, że skupia zainteresowanie międzynarodowego kapitału, a więc obecność na niej daje do niego dostęp, a jednocześnie ciekawe spółki nie giną w powodzi tysięcy innych instrumentów – po prostu dużo łatwiej znajdują zainteresowanie inwestorów i analityków na rynku naszej wielkości. Nie zapominajmy też o atrakcyjności kosztowej naszego parkietu, domów maklerskich, banków, kancelarii prawnych - światowy standard usług przy atrakcyjnych cenach.

Na GPW chętnie wchodziły ukraińskie spółki, ale wiele z nich rozczarowało inwestorów. Czy drzwi dla zagranicznych spółek nie są otwarte zbyt szeroko?

Ukraina jest ciągle jednym z najważniejszych dla nas rynków, choć jej problemy gospodarcze negatywnie wpływają na kondycję ukraińskich spółek. Każdy kryzys jednak kiedyś mija. W Kijowie działa nasze przedstawicielstwo i nie zamierzamy go likwidować - miarą jego sukcesu jest to, że z tego kraju wywodzi się najliczniejsza grupa spółek zagranicznych.  Nie będziemy jednak zabiegać o wszystkie spółki zagraniczne. Chcemy mieć silne i interesujące.

Spory udział w kapitalizacji zagranicznych spółek mają podmioty, które zdecydowały się na podwójne notowania, np. Unicredit, Provident czy CEZ. Chce pan więcej takich transakcji?

Nie jestem zadowolony z wyników dual listingu. Płynność zawsze koncentruje się w takich przypadkach na rynkach macierzystych. Nas interesuje  wyłączne notowanie spółek zagranicznych w Warszawie i budowanie połączeń techniczno-operacyjnych z innymi rynkami, które ułatwią dostęp do spółek inwestorom z różnych krajów.

Martwi pana to, że kilka domów maklerskich zamknęło ostatnio biura w Warszawie?

Nie bardzo. Rynek się zmienia, zmieniają się zasady dostępu do niego, zmienia się kultura inwestowania. Informacji jest zbyt dużo i zbyt szybko są dystrybuowane, by dawne metody pracy były skuteczne. Dlatego wprowadza się zaawansowane narzędzia analityczne i tradingowe, które zmieniają strukturę zatrudnienia i organizację pracy. Dlatego nie zawsze jest ważne to, gdzie siedzi analityk czy trader, ważne jest, co robi. Przeniesienie kilku biur z Warszawy, Pragi czy Budapesztu do Londynu nie oznacza braku zainteresowania naszym regionem, lecz jest przejawem właśnie takich trendów.  W świecie giełd wygląda to podobnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Szukając motoru dla GPW