Przykład Intersource wskazuje, że współpracy z funduszem inwestycyjnym nie trzeba się obawiać. Firma, która zatrudniała sześć osób, dziś daje pracę 17 tys.
Intersource wystartowała w 1994 r., kiedy rynek pracy tymczasowej i doradztwa w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi dopiero raczkował w Polsce. Jedynym konkurentem Intersource była szwajcarska Adia. Amerykanin Ari Hecht, założyciel firmy, dostrzegł tę niszę rynkową.
Sprzedaż rosła, spółce zaczął jednak doskwierać brak kapitału obrotowego. Sześcioosobowa ekipa Intersource, zajmująca małe mieszkanie na Nowogrodzkiej w Warszawie, pilnie potrzebowała źródła finansowania, zalegała z płatnościami w urzędzie skarbowym.
— Firma weszła w fazę szybkiego rozwoju, ale nie miała z czego pokryć wydatków. Nie chcieliśmy stracić klientów — wspomina Peter Strupp, prezes Intersource Holding.
Prezes zaczął odwiedzać banki. Bez skutku — żaden nie chciał udzielić kredytu startującej firmie.
— Wypiłem wtedy wiele kaw z bankierami, ale na tym się skończyło — wspomina Peter Strupp.
Pokonać strach
Prezes Intersource zaczął przeglądać ogłoszenia prasowe o kredytach bez zabezpieczenia, anonse funduszy inwestycyjnych i prywatnych inwestorów. Tak trafił na ofertę Oresa Ventures, szwedzkiego funduszu inwestycyjnego.
Peter Strupp przyznaje, że obawiał się współpracy z funduszem. Podjął jednak szybką decyzję. 2 mln zł na rozwój firmy trafiły do kasy, a Oresa Ventures w zamian objął 15 proc. udziałów.
— Inwestor nie tylko włożył pieniądze. Korzystaliśmy z jego doświadczenia i rad. Zgodził się też, aby każdy złoty był reinwestowany — opowiada Peter Strupp.
Strategia i organizacja
Od momentu wejścia Oresa Ventures w spółce zaczęły się zmiany. Jej celem stało się osiągnięcie silnej pozycji rynkowej i dużej dynamiki wzrostu. Rok 1997 był początkiem realizacji długofalowej strategii rozbudowy sieci biur w regionie. Intersource miał wtedy około 200 klientów i działał w dwóch sektorach — rekrutacji pracowników administracyjnych i leasingu pracowniczego.
— Poza tym postawiliśmy na decentralizację. Biura miały wolną rękę w działaniu — my dawaliśmy pieniądze — mówi Peter Strupp.
W 1997 r. powstało pierwsze regionalne biuro w Poznaniu. W 1998 — we Wrocławiu. Kolejne w Łodzi. Równocześnie powstawały małe oddziały, które miały obsługiwać jednego lub dwóch dużych klientów. W 1999 r. sieć była gotowa.
Potrzeba specjalizacji
Peter Strupp nie spoczął na laurach — rozpoczął tworzenie wyspecjalizowanych jednostek, które zajęłyby się rekrutacją pracowników do wybranych branż. Tak powstały: PayPoint — zajmujący się naliczaniem wynagrodzeń, InfoStaff — dostarczający kadry do branży IT, Financial Staffing Services — doradzający w rekrutacji menedżerów, HROneSource, doradzający w zarządzaniu zasobami ludzkimi.
— Marże w segmencie pracowników fizycznych są niskie, a w wyspecjalizowanych sektorach wysokie. Tu kręci się biznes — stwierdza Peter Strupp.
Obecnie Intersource zamierza pomagać firmom w tworzeniu strategii zatrudniania pracowników tymczasowych. Chce pracować z zarządami przedsiębiorstw i ustalać, jaka struktura zatrudnienia (pracownicy stali/tymczasowi) jest najbardziej korzystna.