Po drugiej stronie Bałtyku mówi się czasem „przegapić coś jak Bonnier Pippi”. Dlaczego? Bo 70 lat temu Gerard Bonnier dostał na biurko rękopis autorstwa nikomu nieznanej Astrid Lindgren. Były to „Dzieci z Bullerbyn” z niesforną Pippi Langstrumpf. Powędrował do kosza.
— Cukier na podłodze i bałagan w dziecięcym pokoju! Nie miałem odwagi wziąć za to odpowiedzialności — mówił po latach Gerard Bonnier, wiedząc już, jak wielki błąd popełnił.
Nie zwolniło to jednak wydawniczej machiny Bonnierów, zajmujących się publikowaniem książek już od 210 lat. Wydawnicze ramię szwedzkiego koncernu wydaje mnóstwo dzieł literackich noblistów oraz autorów pokroju Dana Browna czy J.K. Rowling. Teraz do wydawniczych biznesów Bonniera w Skandynawii, Finlandii, Niemczech, USA, Australii czy Estonii dołącza Polska. Koncern przejął właśnie 51 proc. udziałów w wydawnictwie Marginesy. Warszawska spółka znana jest z tego, że potrafi wyłuskiwać wydawnicze perełki.
— Nie jesteśmy wielkim wydawnictwem, lecz rodzinną firmą. Dlatego wejście Bonniera traktujemy jako joint venture. Zresztą w umowie inwestycyjnej mamy wyraźnie zapisane, że będziemy wspólnie rozwijać biznes, korzystając z międzynarodowego know-how korporacji i naszej lokalnej ekspertyzy — mówi Krzysztof Grudziński, prowadzący Marginesy wraz z żoną.
To właśnie Hanna Mirska-Grudzińska jest książkową weteranką, Krzysztof Grudziński wkłada do Marginesów mocny fundament biznesowy.
— Przez lata byłem szefem szwedzkiego Absolut Spirits na Polskę. Z żoną łączymy nasze doświadczenia, dzięki czemu mamy wyższe średnie nakłady i marże niż średnia rynkowa — ocenia Krzysztof Grudziński.
Pierwszą książkę Marginesów można było kupić w 2009 r. W 2013 r. spółka miała 4 mln zł przychodów i zanotowała zysk. Średni nakład książek to 10 tys. egzemplarzy, ale hity, takie jak „Wyznaję” Katalończyka Jaume Cabré, rozeszły się w ponad 50 tys. sztuk. Rocznie z żoliborskiej oficyny wychodzi około 20 pozycji. Wraz z Bonnierem Marginesy stawiają sprawę jasno: będzie więcej bestsellerów, a rozwój oznacza także możliwość jeszcze intensywniejszego zaangażowania się szwedzkiego koncernu w rynek wydawniczy nad Wisłą.
— Plany są ofensywne, być może część nowych pozycji wydamy pod inną, debiutującą marką. We wspólnej wizji mieszczą się też przejęcia innych wydawnictw. Będziemy szukali okazji. Chcemy też rozwijać ofertę cyfrową — mówi Krzysztof Grudziński. W końcu 1804 r. Gerhard Bonnier zaczynał od wydania „Dziwnych i prawdziwych historii kryminalnych”, nie znając nawet prawdziwego nazwiska ich autora. Nie potrzebował. Ważne, że nie przegapił książkowej hossy.
