Szykujemy się do Unii Europejskiej

Paweł Janas
19-05-2003, 00:00

Rozmowa z Winfriedem Blumem, prezesem DaimlerChrysler Automotive Polska.

- „Puls Biznesu”: Jednym z najbardziej gorących tematów kilku ostatnich miesięcy w branży motoryzacyjnej jest tzw. dyrektywa Montiego, określająca nowe zasady sprzedaży samochodów w krajach Piętnastki. Z jakimi problemami zmierzą się firmy motoryzacyjne w związku z akcesją Polski do Unii Europejskiej?

Winfried Blum: Dyrektywa komisarza Montiego nie jest dla nas zaskoczeniem. Przez ostatnie trzy lata konsultowaliśmy z naszymi dealerami w krajach Unii Europejskiej wszystkie możliwe scenariusze wydarzeń po wprowadzeniu nowego prawa. Ponieważ w krajach Piętnastki pewne jego elementy weszły w życie 1 października 2002 r., musieliśmy już podjąć kilka konkretnych decyzji w tej sprawie. DaimlerChrysler — podobnie jak wiele innych koncernów motoryzacyjnych — podpisał nowe umowy dealerskie. Wiemy już więc, jak je zawierać w Polsce. Nadal jednak mamy wiele wątpliwości.

- „PB”: Na przykład?

W.B.: Nowe rozwiązania przyjęte w krajach Piętnastki likwidują wyłączność sieci dealerskiej. Inaczej mówiąc, właściciele salonów sprzedaży będą mogli sprzedawać różne marki samochodów. Moim zdaniem, nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie. Nasi dealerzy — z naszym poparciem i know-how — zainwestowali w swoje punkty dealerskie, przede wszystkim w budowę salonów sprzedaży, które teraz mają stać się atrakcyjnymi punktami zbytu dla innych marek?

- „PB”: Z punktu widzenia dealera możliwość zaproponowania klientom marek różnych producentów może wydawać się bardzo atrakcyjna...

W.B.: Sądzę, że dla dealera o wiele bardziej atrakcyjne jest móc zaoferować kilka marek z jednego koncernu (np. Mercedesa i Chryslera), aniżeli samochody pochodzące od różnych producentów. Zawsze też bardziej opłacalne będzie sprzedanie na przykład 1000 Mercedesów niż po 500 sztuk marek należących do różnych producentów. Mało prawdopodobne jest natomiast, że ktoś, kto sprzedaje rocznie 1000 sztuk samochodów, będzie w stanie sprzedać kolejny tysiąc.

- „PB”: Nie chce Pan chyba powiedzieć, że DaimlerChrysler będzie w jakiś sposób represjonować dealerów, którzy wstawią do swoich salonów konkurencyjne auta?

W.B.: Skądże znowu! Niech nasi partnerzy sprzedają inne marki, jeśli będzie to dla nich opłacalne. Najpierw jednak muszą wypełnić nasze standardy co do jakości i wielkości sprzedaży. Na razie jednak DaimlerChrysler, a podejrzewam, że także inne firmy motoryzacyjne działające w Polsce, ma twardszy orzech do zgryzienia...

- „PB”: Mianowicie?

W.B.: Będziemy musieli dwa razy podpisywać nowe umowy z naszymi dealerami. Polski rząd zadecydował bowiem, że 1 lutego 2004 roku wejdzie w życie polska wersja dyrektywy Montiego — będziemy wtedy po raz pierwszy podpisywali nowe umowy z naszymi partnerami... Po wejściu Polski do UE — kilka miesięcy później — firmy motoryzacyjne będą musiały kolejny raz dopasować te umowy do norm unijnych. To absurdalna sytuacja. Mamy nadzieję, że polski rząd wstrzyma się z wprowadzaniem nowego rozporządzenia i poczeka, aż wejdzie w życie prawo unijne.

- „PB”: Czy podejmowali Państwo w tej sprawie jakieś działania lobbyingowe?

W.B.: Konsultowaliśmy się z gremiami politycznymi. W imieniu naszej firmy rozmowy w tej sprawie prowadziło m.in. Stowarzyszenie Oficjalnych Importerów Samochodów.

- „PB”: Dyrektywa Montiego reguluje bardzo wiele szczegółowych kwestii na rynku motoryzacyjnym. Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

W.B.: Kwestia serwisu samochodowego... Zgodnie z nowym prawem, każda stacja naprawy samochodów będzie miała prawo serwisować dowolną markę. Jeśli więc punkt naprawy spełnia moje wymagania, to nie mogę mu powiedzieć, że nie chcę kolejnej stacji obsługi samochodów marki Mercedes Benz. Nie mogę jednak dopuścić, by zaniżano poziom usług, psując opinię klientów o naszej sieci serwisowej. Będziemy więc musieli zrobić audyt takiej stacji, przygotować procedury jej działania... Zatem spada na nas olbrzymi nakład pracy administracyjnej i, co gorsza, nie jestem pewien, czy przyniesie wymierne korzyści.

- „PB”: Czym Pan jeździ?

W.B.: Służbowo oczywiście korzystam z Mercedesów klasy S i C. Na trudniejsze drogi mam Jeepa Grand Cherokee. W rodzinnych Niemczech, gdzie rzadko teraz przebywam, jeżdzę Smartem. Przy moim ponad dwumetrowym wzroście jazda nim budzi w mieście spore zainteresowanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Szykujemy się do Unii Europejskiej