Tak niskiego deficytu nikt się nie spodziewał
Deficyt obrotów bieżących Polski spadł w lutym do 449 mln USD. Tak dobrego wyniku nie spodziewali się nawet najwięksi optymiści. Ekonomiści nie są jednak zgodni, czy to dobry czy zły sygnał.
Deficyt na rachunku obrotów bieżących w lutym wyniósł 449 mln USD w porównaniu z 932 mln USD w styczniu ‘01 i 816 mln USD w grudniu ‘00. Rynek nie spodziewał się tak dobrego wyniku, prognozując deficyt w lutym na średnim poziomie 700 mln USD.
— To bardzo dobry wynik — twierdzi Ewa Limańska, ekonomista Merrill Lynch w Londynie.
— To niepokojący sygnał — twierdzi natomiast Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.
Różnice zdań
Różnice w ocenie deficytu na rachunku obrotów bieżących w lutym dotyczą interpretacji czynników, które wpłynęły na jego poziom.
— Moim zdaniem, deficyt potwierdza obawy, że polska gospodarka poważnie zwolniła. Świadczy o tym niski import, który jest wynikiem spadku popytu wewnętrznego — twierdzi Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Jej zdaniem, o spowolnieniu świadczy nie tylko słaby import, ale także niespotykany dotąd spadek eksportu w lutym.
— Przy spadku koniunktury w Niemczech, co jest bardzo prawdopodobne, nałożą się dwa problemy: niski popyt w kraju oraz za granicą. A to może spowodować jeszcze większe spowolnienie polskiej gospodarki— obawia się ekonomistka Banku Handlowego.
Większą optymistką jest Ewa Limańska, która prezentuje raczej punkt widzenia inwestorów zagranicznych.
— Mamy do czynienia ze spadkiem o ponad połowę deficytu w wymianie handlowej. Ciągle silny jest eksport. Te dane są po prostu dobre — uważa ekonomistka Merrill Lynch.
Jej zdaniem, polska gospodarka ma jednak pewne problemy, ale przestaje do nich należeć deficyt na rachunku obrotów bieżących, który jeszcze niedawno groził Polsce kryzysem walutowym.
— Częściowo odpada jeden z problemów polskiej gospodarki. Szacujemy, że na koniec roku w stosunku do PKB deficyt spadnie poniżej 5 proc. z 6,2 proc. w 2000 r. — twierdzi Ewa Limańska.
— Nie wiemy jednak, co będzie dalej — uważa Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.
Prawdy są dwie
Zdaniem Mirosława Gronickiego, scenariusze są dwa: pierwszy — pesymistyczny — to możliwość raptownego załamania eksportu wskutek przewartościowania polskiej waluty oraz pogorszenia koniunktury na Zachodzie.
— Możemy mieć do czynienia z sytuacją z 1999 r. Wtedy także początek roku był na rachunku bieżącym bardzo dobry, później jednak kryzys w Rosji doprowadził naszą gospodarkę na skraj kryzysu walutowego — przypomina Mirosław Gronicki.
Twierdzi on jednak, że istnieje także scenariusz pozytywny: zdecydowane osłabienie złotego spowoduje, że ewentualny spadek eksportu będzie łagodny. Jeśli uda się ponadto odbudować popyt wewnętrzny, gospodarka powinna gładko pokonać trudności.
— To jednak może być niełatwe. Trudno bowiem jednocześnie zdecydowanie obniżyć wartość złotego, pobudzić popyt wewnętrzny i nie spowodować wzrostu inflacji — przestrzega ekonomista BIG BG.
Jego zdaniem, pozytywny scenariusz może się sprawdzić, jeśli Rada Polityki Pieniężnej dokona zdecydowanej obniżki stóp.
— Wtedy inwestorzy zaczną sprzedawać polskie papiery i złoty może stracić na wartości. Obecnie nie ma o tym mowy, bo polskie stopy są wciąż najwyższe w Europie — uważa Mirosław Gronicki.
Może się również zdarzyć, że inwestorzy — w dużej części zagraniczni — zaczną pozbywać się polskich papierów dłużnych.
— Uważam, że już teraz można oczekiwać, iż spora część inwestorów sprzeda polskie papiery, by realizować zyski — twierdzi Ewa Limańska.
A to oznaczałoby spadek wartości złotego. Czy jednak tak się stanie, przekonamy się w ciągu najbliższych miesięcy.