Taka recesja to sukces strefy euro

  • Jacek Kowalczyk
16-11-2012, 00:00

PKB strefy euro znowu się kurczy. Z takiego wyniku powinniśmy się jednak cieszyć

Ekonomiści przywiązani do teoretycznych niuansów mogą odtrąbić istotny moment w gospodarczej historii Europy: strefa euro właśnie znowu weszła w tzw. techniczną recesję. Trzeci kwartał był drugim z rzędu, kiedy PKB Eurolandu się skurczył. Gospodarka regionu jest już o 0,6 proc. mniejsza niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Według danych Eurostatu, w recesji jest połowa Unii Europejskiej. Na 20 krajów, które przedstawiły już swoje wyniki za trzeci kwartał, 11 ma ujemny wzrost gospodarczy.

Prawie uszło na sucho

Regres przeżywa przede wszystkim Południe. PKB Grecji kurczy się o 7,2 proc. (rok do roku), Portugalii o 3,4 proc., a Włoch o 2,4 proc. Większość krajów Północy cały czas zachowuje nieznaczny, ale jednak wzrost gospodarczy. Zwłaszcza kraje bałtyckie okazują się odporne na kryzys — rosną w tempie 3-5 proc. Polska jeszcze nie opublikowała swoich danych, ale prawdopodobnie odnotuje przyrost PKB o około 2 proc.

— Podział na Południe i Północ pokazuje, że przyczyną recesji w Europie jest kryzys zadłużenia. Kilka krajów musi wprowadzać bolesne reformy, co wpędza je w recesję i powoduje spowolnienie wzrostu wśród północnych partnerów — tłumaczy Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Czy jednak rzeczywiście druga recesja w strefie euro to dramat? Jeśli spojrzeć na nią z dalszej perspektywy, można uznać ten wynik wręcz za sukces. Według prognoz, dno kryzysu zostało już osiągnięte i od przyszłego kwartału koniunktura będzie się poprawiać. Jak na skalę problemów, które ujawniły się w ostatnich latach w Eurolandzie, spadek PKB o 0,6 proc. to i tak bardzo łagodny wymiar kary.

— Kryzys zadłużeniowy mógł przynieść potężne załamanie. Na szczęście, tak się nie stało. Politykom i władzom monetarnym udało się zapanować nad sytuacją i uniknąć czarnych scenariuszy. Recesja, z którą mamy do czynienia, jest znacznie płytsza niż ta z 2009 r., kiedy PKB Eurolandu skurczył się o 4 proc. — mówi Bohdan Wyżnikiewicz.

Zdaniem Rafała Antczaka, wiceprezesa Deloitte, mimo że strefa euro przeżywa drugą recesję w swojej historii, jej kraje członkowskie i tak korzystają na udziale w przedsięwzięciu, jakim jest euro.

Pod ochroną

— Czy krajom członkowskim wiodłoby się lepiej, gdyby nie było unii walutowej? Absolutnie nie. Kraje, takie jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia, i tak nie uniknęłyby kryzysu zadłużenia, bo to nie euro było przyczyną nadmiernego długu. Co więcej, gdyby nie parasol ochronny partnerów z Eurolandu, rynki finansowe potraktowałyby te kraje jeszcze bardziej drastycznie i wpędziły je w jeszcze głębszą recesję — przekonuje Rafał Antczak. Fakt posiadania własnych, płynnych kursów walutowych nie pomógłby nikomu w Eurolandzie.

— Kurs drachmy by się załamał, ale nie byłoby to zbawieniem dla Grecji, bo napompowałoby to dodatkowo jej zadłużenie zagraniczne. Niemiecka marka natomiast umocniłaby się, przez co spadłby niemiecki eksport i obniżył wzrost gospodarczy kraju — twierdzi Rafał Antczak.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Taka recesja to sukces strefy euro