Taka uchwała ani oziębi, ani ogrzeje

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-02-02 00:00

Reakcje klasy politycznej na decyzję SLD, przesądzającą o przetrwaniu Sejmu do końca kadencji, są naturalne. Szeregowi posłowie ze wszystkich partii, nie mający szans na reelekcję, odetchnęli z ulgą — trzy miesiące apanaży i przywilejów piechotą nie chodzi. Z kolei liderzy, zakładający przedłużenie własnych mandatów, bardziej lub mniej szczerze kipią z oburzenia. Postawą SLD najbardziej zawiedzeni są przebywający poza parlamentem, liczący na powrót do sejmowych ław — na przykład Unia Wolności.

Oburzenie Ligi Polskich Rodzin zmaterializowało się pilnym projektem uchwały, wzywającej rząd Marka Belki do wstrzymania prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych już do końca kadencji. W LPR-owskiej ocenie, siły obecnie rządzące nie mają moralnego prawa do wyprzedawania majątku skarbu państwa. Czy następna ekipa takowe prawo odzyska — a to zależy od wyników wrześniowych wyborów. Jeśli pierwsze skrzypce w nowym rządzie grać będzie Platforma Obywatelska, to dla LPR prywatyzacja stanie się złem już nie epizodycznym, lecz strukturalnym.

Uchwała Sejmu nie jest źródłem prawa, i tak naprawdę ma znaczenie polityczno-towarzyskie. W obecnym układzie poselskich sił projekt LPR ma spore szanse powodzenia, będąc formą odreagowania ogólnego gniewu opozycji na oszukańczą taktykę SLD w kwestii terminu wyborów. Znaczenie uchwały dla prywatyzacyjnych zamierzeń rządu Belki oceniliśmy w tytule komentarza.