Bądźmy szczerzy — kto ma być najlepszy w sprawach przestrzeni pracy biurowej, jeśli nie ci goście? Deloitte to w końcu światowy lider konsultingu, najmądrzejsi z najmądrzejszych. To tu — w założeniu — mają wykluwać się najcelniejsze rekomendacje i wnioski dotyczące spraw związanych z biznesem.

Tu decyzja jest wyważona, zbadana, ostatecznie potwierdzona. Jeśli więc Deloitte zmienia siedzibę, to bądźmy pewni, że cała operacja będzie perfekcyjna, a rezultat będzie mówił sam za siebie — oto nowy lider ekstraklasy w dziedzinie goszczenia pracowników w swych nieskromnych progach.
Bądźmy też pewni, że „PB Weekend” wciśnie swój wścibski nos dalej niż (designerska, owszem, z szałowym sufitem z fantazyjnej sklejki) recepcja Deloitte.
Krzesłowa demokracja
Wrażenie robi już budynek. Biurowiec Q22 to jeden z ciekawszych wieżowców z tych, które wyrosły w ostatniej dekadzie w centrum Warszawy. Jest jakby wypisz wymaluj dla Deloitte.
— Nie mieściliśmy się już w biurowcu naprzeciwko Q22. Rośniemy bardzo szybko, codziennie zatrudniamy nowe osoby. Okazuje się, że lepsze nie musi być droższe — nowe biuro nie będzie kosztowało więcej od starego. Motywacją było szukanie przestrzeni, która pozwoliłaby nam z jeszcze większą skutecznością przyciągać talenty. Bo to właśnie talent stanowi o naszym sukcesie — zaznacza Marek Metrycki, prezes Deloitte, który w Polsce zatrudnia około 2 tys. osób.
Siedzimy w jednej z sal konferencyjnych. Za oknami widać biurowiec Rondo 1, w którym rozlokowała się bezpośrednia konkurencja. Tu gra o talent toczy się na wysokich piętrach — docelowo Deloitte ma wynajmować ich nawet 13. Każde ma elementy wspólne — meble, tapety, biurka, jednak na każdym poziomie dominują inne kolory i dodatki.
— To był demokratyczny proces. Poszczególne działy same decydowały, gdzie będą rozlokowane, jakie kolory będą w otoczeniu, jakie tapety czy ozdoby w salkach spotkań. Każde biurko w Q22 ma elektronicznie regulowaną wysokość, a krzesła w ślepym teście wypróbowała grupa pracowników. Wszyscy dostali te z największą liczbą wskazań i, o dziwo, nie były to wcale najdroższe z oferowanych — podkreśla Marek Metrycki.
Pracownicy z lobby cyklistów doprowadzili też do tego, że przyjeżdżający do pracy rowerami mają warunki, o jakich gwiazdy Tour de France mogą zapewne pomarzyć — elegancki parking, liczne szatnie i prysznice. Żadnych kolejek, krępujących spotkań spoconych ciał na korytarzach. Nic, tylko pedałować.
Mecz na stojąco
W przestrzeniach Deloitte dominuje wielobarwny, lecz harmonijny miks open space’u i sal spotkań. Maksymalnie ustawiono trzy biurka w linii od okien — tak, by do każdego docierało dzienne światło. Nie są przypisane do pracowników. Praktyką jest tu praca zdalna, więc nie było sensu blokować mebli. Gabinetów jest niewiele — jeden, niewielki, zajmuje prezes.
Wejściowa ściana i drzwi są oszklone, więc od razu widać, że przepychu tam nie ma. Miejsca jest w sam raz na biurko, szafkę, no i kawałek przestrzeni dla petentów. Blat biurka prezesa podniesiony jest niebotycznie wysoko, przy nim tkwi — standardowy w biurze Deloitte — duży ekran. — Pracuję z komputerem na stojąco, namówił mnie do tego znajomy menedżer. To ma sens, szczególnie dla kręgosłupa.
W ciągu dnia i tak spędzam sporo czasu na siedząco. A większy ekran to zbawienie dla męczących się oczu. Ergonomia w tej przestrzeni jest motywem przewodnim — podkreśla Marek Metrycki. Na blacie stosik papierów („Kładę wielki nacisk na pracę z cyfrowymi dokumentami”) i ramki z rodzinnymi fotografiami — te liczą sobie już kilkanaście lat. Poza tym na ścianie kilka dyplomów, podziękowań, pamiątkowych zdjęć ze wcześniejszych etapów kariery i fotografia z meczu piłkarskiego, w którym grał w drużynie z Lesławem Pagą.
Deloitte z przenosin zrobiło wizerunkowy event — wysoko pozycjonuje strony internetowe z tym związane, prowadzi osobny profil na Facebooku. „Te fototapety są mega słabe” — narzeka tam jeden z internautów. Nikt z tym nie dyskutuje, są przecież w sam raz — w końcu wybrali je pracownicy. Ich gust, ich wilcze prawo urzeczywistnione przez pracę polskiego architekta.
— Daliśmy architektowi sporo swobody, zachwycił nas na pierwszym spotkaniu gotową wizją, wiedzą o naszych potrzebach. Przebił tym renomowane pracownie np. z Wielkiej Brytanii — zdradza prezes Deloitte. I zaprasza do miejsca, które jest jak powiedzenie „szach-mat” w realiach walki o talenty w konsultingu. To własna kafejka Green Cafe Nero, w której relaksujących wnętrzach można popijać darmowe napitki i najeść się znacznie taniej niż w innych punktach kawiarnianej sieci. Ta stała się już korporacyjną plotką w biurowych realiach stolicy. A dla talentów jest magnesem o aromacie sojowego latte. &
Kreska humoru
Andrzej Mleczko to jeden z ulubionych rysowników polskiego biznesu, znany z humoru wzbogaconego refleksem i bezpośredniością. Na jednym ze spotkań zespołu Deloitte każdy pracownik dostał w prezencie reprodukcję zadedykowanego firmie rysunku Mleczki. Legenda głosi, że do gabinetu prezesa trafił oryginał pracy, a sportretowany menedżer ma się dobrze i pracuje z sukcesami do dziś.
