Targi wciąż na fali

  • Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 30-01-2012, 00:00

Więcej imprez, więcej wystawców, więcej zwiedzających. 2011 r. był dobry dla organizatorów targów. Tąpnięcia w tym roku nie będzie

Kryzys? Jaki kryzys? — takie pytanie można zadać po lekturze wstępnych wyników firm targowych, przygotowanych przez Polską Izbę Przemysłu Targowego.

Tu ważne zastrzeżenie. Targowy biznes — z uwagi na cykliczność imprez — należy porównywać w układzie dwuletnim. Gdy zestawimy dane z 2011 i 2009 r., w każdej z podstawowych kategorii branża notuje dodatnią dynamikę.

Liczba targów wzrosła z 206 do 223, wystawców — z 26,5 tys. do 28,9 tys., zwiedzających z 883 tys. do prawie 1,1 mln osób., a wynajęta powierzchnia z 576,6 tys. mkw. do 676,7 tys. mkw. Tylko w przypadku tej ostatniej kategorii dynamika roczna (2010 vs 2011 r.) jest minimalnie ujemna.

— Mimo że sytuacja gospodarcza jest trudna, w sumie 2011 r. okazał się dla nas łaskawy i dobry. Większość imprez zakończyła się wzrostem liczby wystawców i powierzchni wystawienniczej — mówi Tomasz Kobierski, wiceprezes Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP).

— To był rekordowy rok. O ile w 2009 r. wynajęliśmy 153 tys. mkw. powierzchni, to w 2011 r. już 183 tys. mkw. Jeśli chodzi o wynik finansowy, zbliżymy się do 11 mln zł — cieszy się Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce.

— Cieszy nas, że uczestników targów było więcej. Przede wszystkim odnotowaliśmy bardzo znaczący wzrost frekwencji — dodaje Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie.

Jest dobrze, ale nie w każdej branży.

— Takie branże, które są proeksportowe i pomaga im wysoki kurs euro, czyli meblarska czy obróbki drewna, nie mają problemów, a nasze targi zapowiadają się bardzo dobrze. Ale już w przypadku budowlanki (Budma) czujemy spowolnienie: firmy oglądają każdą złotówkę i sporo wystawców deklarowało wynajęcie mniejszej niż dotychczas powierzchni wystawienniczej — zaznacza Tomasz Kobierski.

— Organizujemy ponad 60 imprez, mamy więc przekrojowe spojrzenie na gospodarkę. Są branże, w których nie widać kryzysu. To beneficjenci naszego wejścia do Unii. Targi autostradowe wciąż się rozwijają. W rolnictwie panuje koniunktura, stać je na umaszynowienie, a my — dzięki targom Agrotech — jesteśmy pośrednio beneficjentami. Są jednak branże, które kuleją. Widać to np. po dostawcach komponentów motoryzacyjnych — mówi Andrzej Mochoń. Obaj prezesi są jednak ostrożnymi optymistami.

— Plany mamy ambitne. Zakładamy, że będzie jeszcze lepiej niż w 2010 r. Zaakceptowała to rada nadzorcza. Lepiej będzie również z tego powodu, że czas kryzysu wykorzystujemy na wprowadzenie nowych produktów. Jesteśmy na tyle silni, że wprowadzamy 10 nowych targów — podkreśla Tomasz Kobierski. Andrzej Mochoń przypomina, że w polskim rynku drzemie ogromny, niewykorzystany potencjał.

— W porównaniu z Niemcami jesteśmy słabi, ale to mnie akurat nie boli, bo to kolebka współczesnych targów. Kiepsko wypada zestawienie z naszymi południowymi sąsiadami. W Polsce wszystkie targi odwiedza rocznie milion osób. W Czechach to 1,7-2 mln osób. Nas jest 38 milionów, Czechów jest niespełna 10 mln. Krótko mówiąc, przeciętny Czech idzie na targi 6-8 razy częściej niż przeciętny Polak. Tak samo jest z firmami. Czeska firma chętnie wystawia się na targach, bo wie, że jest to istotne narzędzie komunikacji, polską firmę trzeba bardzo namawiać — podsumowuje Andrzej Mochoń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy