Kiedy miesiąc temu Jerzy Kurella został prezesem energetycznego Tauronu, jego priorytet był jasny. Zaangażować firmę w ratowanie nierentownej kopalni Brzeszcze, czemu sprzeciwiał się poprzedni zarząd z Dariuszem Luberą na czele.

Po miesiącu urzędowania Jerzy Kurella nadal uważa, że Brzeszcze to dla Tauronu świetny biznes. Większość analityków giełdowych niechętnym okiem patrzy na firmy, które angażują się w problematyczny sektor węglowy.Ceny tego surowca spadają, a koszty — zwłaszcza osobowe — redukować trudno. W przypadku Tauronu i Brzeszcz eksperci zwracają jednak uwagę, że chodzi o maleńki wydatek w skali programu inwestycyjnego grupy. To samo mówi prezes Tauronu.
— Nasze plany inwestycyjne opiewają na 37 mld zł, podczas gdy nakłady na Brzeszcze sięgną około 200 mln zł. To taka skala — argumentuje Jerzy Kurella. Nie oznacza to jednak, że Tauron utopi te 200 mln zł. Prezes zapewnia, że analizy doradców (Deloitte i EY) wskazują, że inwestycja w Brzeszcze się zwróci, prawdopodobnie w ciągu siedmiu lat.
Problem w tym, że wskazane przez Jerzego Kurellę 200 mln zł to minimalny poziom wydatków związanych z Brzeszczami. Do tego należy dołożyć niemal pewną konieczność zwrotu pomocy publicznej, którą Brzeszcze dostały wtedy, gdy były jeszcze kopalnią przeznaczoną do zamknięcia. — Prawdopodobieństwo zwrotu tej pomocy jest bliskie 1.
Kwota narasta z każdym miesiącem, a w tej chwili chodzi o ponad 90 mln zł — przyznaje Jerzy Kurella. Kluczem do opłacalności Brzeszcz ma być inwestycja w odblokowanie pokładu 501, zniszczonego przez pożar.
Zakup Brzeszcz Jerzy Kurella nie tłumaczy koniecznością ratowaniabankrutującego górnictwa (tak interpretuje to większość ekspertów), ale koniecznością budowania w Polsce silnych koncernów energetyczno-paliwowych. Idzie nawet dalej. Prognozuje potężną konsolidację na polskim rynku, wymuszoną z jednej strony niskimi cenami energii, a z drugiej — potrzebą prowadzenia wielomiliardowych inwestycji.
— Optymalnym scenariuszem byłoby utworzenie wspólnego podmiotu przez Tauron, Eneę i Energę — uważa Jerzy Kurella. Wszystkie trzy grupy są kontrolowane przez państwo, które kontroluje też PGE, rynkowy numer jeden. Państwo ma też pakiety kontrolne w największych firmach węglowych.