Energetyczny Tauron i gazowy PGNiG główkują nad wspólnym kłopotem, czyli wartym 1,6 mld zł niedokończonym blokiem gazowo-parowym w Stalowej Woli. Po ponad trzech latach budowy 85 proc. inwestycji jest już zrobione, ale na uruchomienie trzeba będzie jeszcze poczekać. Barierą są zarówno problemy techniczne, jak i ekonomiczne. Na te ostatnie pojawił się nowy pomysł. Chodzi o wykorzystanie przez Tauron do sfinansowania jego udziału w Stalowej Woli darmowych uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

— Bardzo poważnie to analizujemy. Spróbujemy o te uprawnienia powalczyć, choć wymagać to będzie negocjacji z Komisją Europejską — mówi Remigiusz Nowakowski, prezes Tauronu.
W analizach nie chodzi o pozyskanie nowych uprawnień, ale tych, które Bruksela przyznała już innemu projektowi Tauronu, czyli Łagiszy. Tam też powstać ma blok gazowo- -parowy, ale przygotowania są na wczesnym etapie. Nowy zarząd Tauronu (prezes Remigiusz Nowakowski rozpoczął pracę w grudniu 2015 r.) pracuje nad aktualizacją strategii firmy i nie wyklucza, że z inwestycji w Łagiszy zrezygnuje. W grę wchodzi też zmiana paliwa dla bloku np. na węgiel. Łagiszy przyznano 17 mln ton uprawnień, co przy ich dzisiejszej cenie rynkowej oznacza wsparcie na poziomie 250-300 mln zł.
Wyboista droga do gazówki
Stalowa Wola to flagowy projekt w polskiej energetyce, bo chodzi o największą elektrociepłownię gazową w Polsce, którą Tauron i PGNiG budują wspólnie. Warta 1,6 mld zł, od początku sprawiała problemy. Już przetarg na wykonawcę skończył się w Krajowej Izbie Odwoławczej, potem pojawiły się kłopoty z turbiną, która utknęła na płytkiej Wiśle, wreszcie zapadł się kanał doprowadzający wodę chłodzącą z Sanu do elektrociepłowni. W efekcie projekt ma ogromne opóźnienia — ruszyć miał w połowie 2015 r., a dziś terminu nikt nie waży się podać. Do tego dochodzą problemy z ekonomiką inwestycji. Prognozy zakładały spadek cen gazu i wzrost cen energii, tymczasem energia tanieje, a kontrakt gazowy z PGNiG zakłada sztywną cenę. Brakuje też wsparcia w postaci żółtych certyfikatów.
— Gdyby przyszły blok w Łagiszy miał zostać przestawiony na węgiel lub w ogóle nie powstać, to może udałoby się przenieść uprawnienia na Stalową Wolę — spekuluje Remigiusz Nowakowski. Jednak nawet przeniesienie uprawnień nie zagwarantuje, że blok w Stalowej Woli będzie rentowny. Jego słabością jest mały lokalny rynek ciepła, nie pomaga też otoczenie regulacyjne, czyli mgliste perspektywy uzyskania wsparcia w postaci żółtych certyfikatów i rynku mocy. Tauron ma też pomysł na problemy techniczne. Na razie budowa bloku stoi, bo spółka celowa Tauronu i PGNiG zerwała umowę z wykonawcą, czyli hiszpańskim Abenerem, stojącym na krawędzi bankructwa. Kto ją dokończy? Tu właśnie Tauron główkuje.
— Chcielibyśmy wybrać wykonawcę bez konieczności stosowania prawa zamówień publicznych, bo sytuacja jest szczególna i zagrożone jest mienie znacznej wartości — mówi Remigiusz Nowakowski.
To możliwe, ale zgodzić się musi prezes Urzędu Zamówień Publicznych lub Komisja Europejska. Urząd Regulacji Energetyki uznał, że sektor wytwarzania mógłby zamówień publicznych nie stosować. Dla Tauronu to ważne, bo ma z tymi przepisami złe doświadczenia. Zaważyły na wyborze wykonawcy dla Stalowej Woli — po odwołaniach zwycięzca przetargu (Iberdrola) stracił kontrakt, a Tauron musiał podpisać umowę z wykonawcą droższym, choć oferującym dokładnie tej samej klasy turbinę GE. Tauron i PGNiG, które mają po połowie udziałów w bloku w Stalowej Woli, pracują nad zmianą formuły finansowania, z projektowej na korporacyjną. Z bankami rozmawia się różnie.
— Wierzę, że EBI i EBOR pozostaną w projekcie. Rozmowy z Pekao trwają, ale nie mam pewności, czy bank zgodzi się na finansowanie projektu w zmienionej formule — mówi Remigiusz Nowakowski.
Jednocześnie Tauron stara się nakłonić PGNiG, by odkupiło jego udziały lub przejęło urządzenia bloku gazowo-parowego.
— Wyjście to jedna z rozważanych przez nas opcji. Nasza grupa ma profil węglowy, a gaz bardziej wpisuje się w logikę działalności PGNiG — zauważa Remigiusz Nowakowski.