TCO: Korek na finansowe wycieki

opublikowano: 25-06-2017, 22:00

Flota samochodowa to najbardziej dziurawe miejsce firmy. Przez niepilnowaną, wyciekają pieniądze.

Małe firmy popełniają wiele grzechów dotyczących samochodów. Nieprzemyślane zakupy, wiara w konieczność posiadania aut na własność, podejmowanie decyzji bez analizy ofert i możliwości to tylko kilka z nich. Głównym jest lekceważenie całkowitego kosztu posiadania, czyli TCO (Total Cost of Ownership).

Forex bez doświadczenia

Ile będzie firmę kosztowało auto? Pytanie stare jak samochodowy świat. I ciągle większość decydujących o zakupie kieruje się głównie ceną i marką. — To trochę przypomina zabawę amatorów na Forexie. Niczego nie świadomi uważają, że inwestują. I w efekcie najczęściej liczą straty. Nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, że po drugiej stronie jest sztab profesjonalistów, którzy zawodowo zajmują się układaniem strategii cenowej i marketingowej. Trudno z nimi wygrać bez odpowiedniego przygotowania — porównuje Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic.

Cena zakupu, utrata wartości, koszty napraw i przeglądów, spalanie, ubezpieczenie — to tylko kilka składowych TCO. Nieprzygotowani amatorzy często odpuszczają skomplikowane wyliczenia i chętnie wierzą sprzedawcom, że „będzie pan zadowolony!”. Tymczasem wystarczy liczydło, by być i zadowolonym, i bogatszym. TCO to nie tylko termin z podręcznika dla fleet managera. Niezależnie od tego, czy mowa o dużej firmie z wielką flotą, czy o jednym samochodzie w działalności gospodarczej, racjonalne wyliczenie przewidywanych kosztów powinno być obowiązkowe przed podjęciem decyzji o zakupie. Szczególnie jednak jest to ważne w tych mniejszych. To nie korporacje, w których decydenci wydają cudze pieniądze. Nikt lepiej niż mały przedsiębiorca nie wie, jak ważne jest oglądanie z wszystkich stron każdej wydawanej złotówki. Tu każdy błąd kosztuje utratę własnych zasobów.

Wzór na wiedzę

Wyliczenie TCO jest potrzebne przedsiębiorcy do określenia wydatków na auta. Bez tego nie wie, ile pieniędzy pochłania ich używanie. Często myśli, że skoro kupił samochód, to go ma bez dodatkowych kosztów. To błąd.

— W dużym skrócie: na TCO floty samochodowej składają się finansowanie zakupu, koszt ubezpieczenia, paliwa, serwisu i opon, a także inne wydatki związane z eksploatacją. Obliczenie TCO pozwala przedsiębiorcy zaplanować koszty zakupu i eksploatacji flotowych pojazdów. Chodzi zarówno o wydatki bezpośrednie na auta, jak i koszty pośrednie, np. myjni, opłat parkingowych, przejazdów autostradami oraz koszty administracyjne i pracownicze — opowiada Maciej Zwiewka, Fleet Brand Manager w Volkswagen Financial Services. Dodaje, że nie znając kosztów TCO, można zapomnieć o oszczędzaniu na firmowych autach. Jeżeli nie bierze się pod uwagę rzeczywistych kosztów eksploatacji, nie można efektywnie zarządzać flotą. Jeżeli nie zaplanuje się wydatków, narazi się na straty albo „przejedzenie” dochodu.

— Wyliczenie TCO nie jest obowiązkiem, ale wsparciem dla przedsiębiorcy. Według dostępnych badań rynkowych większość przedsiębiorców podczas wyboru samochodów do floty firmowej skupia się na cenie zakupu pojazdów i wysokości rabatu, zapominając o najważniejszym parametrze, jakim w TCO jest wartość końcowa. A przecież faktyczny koszt firmowej floty zależy od tego, za ile samochody zostaną sprzedane na rynku wtórnym po okresie ich eksploatacji. Ważne jest też, aby koszty finansowania floty brać pod uwagę również przy zakupach za własne pieniądze — zaleca Maciej Zwiewka.

Niezależnie od wielkości

W każdej firmie kontrola kosztów jest najważniejsza. W dużych przedsiębiorstwach wydatki na flotę samochodową stanowią zazwyczaj drugi koszt po nakładach związanych z zatrudnieniem pracowników. Przy większej skali biznesu wiedza o wydatkach i ich właściwe planowanie przekładają się na wymierne oszczędności.

— Ale TCO jest niezbędne również w małych firmach i mikroprzedsiębiorstwach. Bez wiedzy o wydatkach na firmową flotę, weryfikowanych choćby na podstawie arkusza kalkulacyjnego, nie da się świadomie zarządzać firmą i kontrolować kosztów — mówi Maciej Zwiewka. Twierdzi, że małe firmy i mikroprzedsiębiorstwa zaczynają dostrzegać znaczenie TCO. Między innymi dlatego, że leasing operacyjny jako forma finansowania firmowych samochodów stopniowo wypiera leasing finansowy.

— Sięgając częściej po leasing operacyjny, menedżerowie zaczęli lepiej poznawać rynkową wartość rezydualną samochodów i czynniki wpływające na wysokość miesięcznych rat oraz dodatkowe koszty serwisowe — uważa Maciej Zwiewka. Przy wyliczaniu TCO warto również brać pod uwagę styl jazdy.

— Od tego zależy nawet ponad 30 proc. kosztów eksploatacji. To rocznie tysiące złotych oszczędności lub zwyczajnie wyrzuconych w błoto. Osobom tworzącym budżet floty proponuję prosty test. Niech do tabeli z kosztami paliwa, serwisu i ubezpieczeń wstawią dodatkową kolumnę: „bonus za styl jazdy” i odejmą 30 proc. od tych wszystkich kosztów. Kwota zaskoczy i w małych, i dużych firmach — twierdzi Sylwester Pawłowski. &

Ważny parametr. Nie znając wartości TCO, można zapomnieć o oszczędzaniu na firmowych autach — mówi Maciej Zwiewka, Fleet Brand Manager w Volkswagen Financial Services. fot. Jakub Kępiński

 

Pięć zasad oszczędnej floty

1. Mała cena auta nie oznacza, że będzie tanio

Przy zakupie samochodu należy przede wszystkim zwrócić uwagę na dwie sprawy: cenę zakupu i przewidywaną cenę odsprzedaży, gdy zostanie wycofany z eksploatacji w firmie. Różnica to rzeczywisty koszt zakupu auta.

2. Serwis, czyli aby statystki niezawodności nie zawróciły w głowach

Serwis gwarancyjny, pogwarancyjny, przeglądy, awarie, wymiany elementów eksploatacyjnych, opony to tylko część przyszłych wydatków. Dłuższa gwarancja nie oznacza niższych kosztów. To tylko ograniczenie ryzyka przy niespodziewanych zdarzeniach. Zdecydowanie bardziej na wydatki wpływają interwały przeglądowe, koszty olejów i płynów eksploatacyjnych w stacji obsługi, koszty części, koszty wynikające z programów serwisowych producenta.

3. Finansowanie

Skąd wziąć pieniądze na zakup auta? Możliwości rozciągają się od zwykłego kredytu przez leasing (operacyjny, finansowy) aż do pełnego outsourcingu (wynajem długoterminowy). Każda metoda stwarza wiele możliwości optymalizacji i osiągania niższych kosztów. Warto też dokładnie przejrzeć oferty producentów. Niemal każdy ma propozycję dla biznesu. Również niewielkiego. Np. BMW ma dla kilku swoich modeli ofertę, dzięki której można mieć serię 3 w „biznesowej” wersji już za niespełna 1600 zł netto w wynajmie. Bez opłat wstępnych. Korzyści? Przede wszystkim przewidywalność. Rata zawiera ubezpieczenie i serwis. Z góry wiadomo, ile będzie kosztowało to auto.

4. Przezorny zawsze ubezpieczony

Oferty ubezpieczycieli zawsze są powiązane z wartością pojazdu. Im droższy, tym większa składka. Jednak wartość auta nie wszystko. W użytkowaniu samochodów służbowych strategiczny stał się wskaźnik szkodowości. Jeżeli wydaje się, że za likwidację szkód płaci ubezpieczyciel, to błąd. Za szkody płaci właściciel auta. Najwyżej może to być tylko przesunięte w czasie. Im wyższa szkodowość, tym szybciej rośnie wartość składek. Przy zakupie auta warto pójść do kilku agencji ubezpieczeniowych, skorzystać z usług brokera ubezpieczeniowego.

5. Wygląd też kosztuje

Samochód często kupuje się oczami. Rzeczywiście ślicznie wygląda na coraz niższych profilach opon założonych na wspaniale wyrzeźbionych aluminiowych felgach. Ale im niższy profil, tym bardziej rośnie cena nowej opony. Z finansowego punktu widzenia błędem jest kupowanie terenówki do firmy, by jedynym terenem, na którym będzie pracowała był leśny szuter. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: czy auto ma ładnie wyglądać, czy działać szybko, sprawnie i oszczędnie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARCIN BOŁTRYK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu