TDJ ma plan maksimum dla weterynarii. Zrealizuje go Tylia

Łukasz RawaŁukasz Rawa
opublikowano: 2026-03-24 14:57

TDJ, rodzinna firma kontrolowana przez Tomasza Domogałę, powołała markę parasolową dla spółek weterynaryjnych, w które już zainwestowała i zainwestuje. Chce wprowadzić nową jakość na polskim rynku - od leczenia zwierząt przez technologie po ubezpieczenia.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czym jest nowa platforma weterynaryjna TDJ działająca pod marką Tylia
  • jakie inwestycje planuje TDJ w rozwój biznesu weterynaryjnego
  • jakie spółki i technologie tworzą budowany ekosystem
  • jakie są plany rozwoju sieci klinik Edina
  • dlaczego firma chce rozwijać ubezpieczenia dla zwierząt
  • jak duży jest polski rynek usług weterynaryjnych i jak szybko rośnie
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

15 mln gospodarstw domowych mających psa lub kota to rynek nie do pogardzenia. TDJ, wehikuł inwestycyjny rodziny Domogałów, chce go zagospodarować w obszarze usług weterynaryjnych. Biznesowo rozumie przez to więcej niż tylko leczenie zwierząt. Marka parasolowa Tylia od lutego 2026 r. skupia inwestycje TDJ w weterynarii: sieć klinik Edina Vetcare Group, przejętą w 2021 r., i spółki z obszaru pet tech - BRI i Respondeę. Pierwsza rozwija system KlinikaXP do zarządzania gabinetami weterynaryjnymi, z którego korzysta już ponad 5 tys. placówek. Druga stworzyła aplikację Vetineo służącą jako cyfrowa książeczka zdrowia zwierząt i narzędzie do komunikacji z lecznicami. Na razie korzysta z niej około 200 tys. użytkowników.

Łącznie spółki skupione pod szyldem Tylia zatrudniają ponad 600 pracowników. W 2026 r. mają wygenerować około 40 mln EUR przychodów.

— W tym roku planujemy przeznaczyć na rozwój kilkadziesiąt milionów złotych. Pieniądze wykorzystamy przede wszystkim do wzmocnienia zespołu rozwijającego rozwiązania cyfrowe oraz rozbudowy sieci Edina, która liczy dziś 20 placówek. Będziemy ją umacniać przede wszystkim w dużych miastach — mówi Marcin Drozdowski, prezes i współwłaściciel Tylii.

Tylia widzi potencjał rynku polis dla pupili

W planach nowej spółki jest także wejście w ubezpieczenia dla zwierząt. Model ma być prosty – właściciel zwierzęcia płaci miesięczną składkę, a leczenie jest rozliczane bezgotówkowo, gdy zwierzę zachoruje.

— Obecny model finansowania usług weterynaryjnych powinien się zmienić. Wystarczy porównać go z medycyną ludzką. Każdy z nas jest objęty ubezpieczeniem zdrowotnym w NFZ, a część osób korzysta także z prywatnych polis. W weterynarii jest inaczej. Właściciele zwierząt często są zaskakiwani kosztami leczenia. To generuje niepotrzebny stres zarówno po stronie opiekuna, jak i lekarza. Lekarz wie, że zabieg jest potrzebny, ale jego koszt może wynosić kilka tysięcy złotych. To powinno być finansowane z ubezpieczenia — mówi Marcin Drozdowski.

Na wielu rozwiniętych rynkach taki model jest już standardem. W Europie Zachodniej ubezpieczenia obejmują zwykle około 20 proc. zwierząt, w Wielkiej Brytanii około 50 proc., a w krajach skandynawskich nawet 80 proc. W Polsce udział polis weterynaryjnych jest na razie marginalny, to mniej niż 1 proc.

— Nie ma powodu, aby w Polsce było inaczej niż na Zachodzie — uważa prezes Tylii.

Trzeba stworzyć wspólny język dla weterynarii

Aby jednak ubezpieczenia zwierząt mogły ruszyć, najpierw trzeba uporządkować podstawy. Jednym z największych wyzwań jest stworzenie wspólnego języka dla usług weterynaryjnych.

Obecnie każda placówka opisuje procedury na swój sposób. W jednej klinice wizyta figuruje jako „konsultacja internistyczna”, w innej jako „wizyta numer jeden”, a gdzie indziej zapisywana jest jako „konsultacja – internista”. Dla ubezpieczyciela to poważny problem, bo system potrzebuje jednolitego standardu.

— Dlatego rozpoczęliśmy prace nad ujednoliceniem branżowej nomenklatury. Lekarze weterynarii chętnie się w to angażują, bo rozumieją, że to warunek rozwoju ubezpieczeń zwierząt domowych w Polsce — mówi Marcin Drozdowski.

Zaznacza, że pierwsze rozmowy z firmami ubezpieczeniowymi już się rozpoczęły. Sam projekt wymaga jednak jeszcze wiele pracy. Start planowany jest na przyszły rok.

W kontekście ubezpieczeń ważną rolę mają odegrać placówki sieci Edina.

— Aby system ubezpieczeniowy działał, potrzebna jest minimalna sieć placówek, które będą mogły realizować takie świadczenia. Pacjent nie może przecież jechać kilkadziesiąt kilometrów tylko po to, żeby skorzystać z ubezpieczenia — tłumaczy Marcin Drozdowski.

Na sieć składają się duże placówki – można je porównać do szpitali w medycynie ludzkiej. Często działają całodobowo.

— Jeśli coś stanie się ze zwierzęciem w nocy, ubezpieczenie również powinno działać — akcentuje prezes Tylii.

Na razie jednak ze względu na strukturę rynku większość takich świadczeń będzie realizowana przez niezależne placówki. Dzięki systemowi KlinikaXP będzie można stworzyć prosty kanał obsługi i rozliczania ubezpieczeń.

Rynek usług weterynaryjnych jest wart 1,5 mld EUR

Polski rynek usług weterynaryjnych należy do najszybciej rosnących w Europie. Jego wartość szacowana jest na około 1,5 mld EUR, a tempo wzrostu sięga ok. 10 proc. rocznie.

W kraju działa ponad 6 tys. placówek weterynaryjnych, z czego około trzy czwarte to niewielkie, często rodzinne gabinety. Rynek jest mocno rozdrobniony – inaczej niż w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie proces konsolidacji zaszedł znacznie dalej.

— Uważamy, że w Polsce nadal będą dominować niezależne praktyki. Sieci oczywiście będą się rozwijać, ale raczej nie przejmą większości rynku. Dlatego chcemy wspierać placówki przede wszystkim poprzez technologię i rozwiązania organizacyjne, a nie jedynie poprzez konsolidację pod jednym szyldem — mówi Marcin Drozdowski.

Zwraca uwagę, że wzrost rynku napędzają także zmiany społeczne. Coraz więcej osób traktuje zwierzęta jak pełnoprawnych członków rodziny, a wraz z tym rosną wydatki na ich leczenie i profilaktykę. Jednocześnie ceny usług weterynaryjnych w Polsce wciąż są wyraźnie niższe niż w Europie Zachodniej, co oznacza, że w dłuższej perspektywie mają jeszcze przestrzeń do wzrostu.

TDJ ma argumenty dla weterynarzy

Prezes Tylii podkreśla, że projekt od początku ma charakter długoterminowy. Weterynaria – podobnie jak inne segmenty ochrony zdrowia – wymaga czasu oraz budowania zaufania w środowisku lekarzy.

— Jesteśmy firmą rodzinną i inwestujemy wyłącznie własne pieniądze. Nie mamy presji szybkiego wyjścia z inwestycji, która często towarzyszy funduszom private equity. Możemy rozwijać projekt tak długo, jak będzie to potrzebne — mówi Jacek Leonkiewicz, prezes TDJ.

Podkreśla, że doświadczenie TDJ w prowadzeniu wieloletnich projektów biznesowych ma znaczenie. W wielu spółkach wehikuł Domogałów jest obecny nawet ponad dwie dekady.

— Weterynaria to środowisko ludzi z silnym poczuciem misji. Lekarze przede wszystkim chcą leczyć zwierzęta. Naszą rolą jest wspieranie ich poprzez tworzenie narzędzi i infrastruktury, które im to ułatwią — podsumowuje Jacek Leonkiewicz.

Okiem eksperta
Ubezpieczenia mogą wzmocnić system
Marek Mastalerek
prezes Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej

Propozycja wprowadzenia ubezpieczeń dla właścicieli zwierząt zdecydowanie zasługuje na poparcie. Taki model funkcjonuje już w wielu krajach i w praktyce przyczynia się do poprawy komfortu opieki nad zwierzętami oraz ich dobrostanu. Dzięki stosunkowo niewielkiej, regularnej składce właściciel zyskuje realną możliwość korzystania z szerokiego zakresu usług weterynaryjnych, bez konieczności ponoszenia jednorazowo często bardzo wysokich kosztów leczenia zwierzęcia.

Trzeba pamiętać, że medycyna weterynaryjna rozwija się niezwykle dynamicznie. Lekarze weterynarii inwestują w coraz bardziej zaawansowaną diagnostykę i wysoce specjalistyczne metody leczenia zwierząt. Są to inwestycje bardzo kosztowne, ale odpowiadają na rosnące oczekiwania właścicieli zwierząt, którzy chcą, aby opieka nad ich pupilami była coraz bardziej profesjonalna i dostępna na poziomie porównywalnym z medycyną ludzką. Ubezpieczenia mogą w tym systemie pełnić ważną rolę, ułatwiając dostęp do najnowszych metod leczenia.

Okiem ekspertki
Rynek polis dla zwierząt przyspiesza
Małgorzata Półjanowicz
dyrektor departamentu współpracy B2B i marketingu w Europie Ubezpieczenia

Rynek ubezpieczeń dla zwierząt w Polsce wyraźnie przyspiesza, choć nadal jest na wczesnym etapie rozwoju. Widzimy jego potencjał i staramy się go zagospodarować, m.in. nawiązując partnerstwa z PetHelp czy Petcover, które zwiększają dostępność polis dla zwierząt domowych w Polsce.

W skali globalnej rynek ubezpieczeń dla zwierząt rośnie dwucyfrowo. Wzrost ten napędzają rosnące koszty leczenia weterynaryjnego, zwiększająca się liczba zwierząt oraz coraz większa świadomość właścicieli. W Polsce ten wzrost nie jest jeszcze tak duży, ale wszystko wskazuje na to, że trend będzie podążać w stronę rynków rozwiniętych, jak Szwecja czy Wielka Brytania.

Na razie największą barierą w rozwoju ubezpieczeń dla zwierząt są niskie: dostępność i świadomość istnienia tego typu rozwiązań. Obserwujemy jednak, że oferta dostępna we właściwym miejscu i czasie spotyka się z coraz większym zainteresowaniem.

Najbardziej perspektywiczne są dedykowane polisy, które dominują na dojrzałych rynkach i odpowiadają na rosnące koszty leczenia, zapewniając ochronę w przypadku nagłych zdarzeń. Popularność mogą zyskiwać również polisy dla psów powierzanych opiekunom. Wraz z rozwojem dystrybucji cyfrowej i personalizacją ofert można spodziewać się, że takie modele staną się rynkowym standardem również w Polsce.

Konkurencja nie śpi

Głównym konkurentem Tylii w obszarze konsolidacji klinik weterynaryjnych może okazać się LuxVet. Spółka buduje jedną z największych sieci placówek w regionie – ma ponad 70 klinik w Polsce i Rumunii, a jej przychody przekraczają 200 mln zł. Rozwija się głównie poprzez przejęcia i w ostatnim czasie pozyskała kilkadziesiąt milionów euro finansowania na dalsze akwizycje w Polsce i Europie Środkowej.

W obszarze ubezpieczeń dla zwierząt TDJ zmierzy się z m.in. z Pethelpem, oferującym abonamentowe pakiety usług weterynaryjnych realizowane w ponad 800 współpracujących lecznicach. Do pakietów dołączane są również polisy ubezpieczeniowe, a firma rozwija sprzedaż m.in. poprzez rynek benefitów pracowniczych. Ubezpieczenia dla zwierząt rozwija również start-up Careby, który we współpracy z Europą Ubezpieczenia oferuje polisy pod marką Petcover. Ochrona obejmuje m.in. koszty leczenia weterynaryjnego, odpowiedzialność cywilną właściciela oraz świadczenia w razie śmierci zwierzęcia. O rynek powalczy też Farm Innovations, spółka rozwijająca system identyfikacji zwierząt oparty na mikroczipach i danych zdrowotnych, która chce wykorzystać tę technologię do sprzedaży polis weterynaryjnych.