Pierwszy akt urzędowy nowej głowy państwa z oczywistych powodów miał charakter wewnętrzny — podpisany 7 sierpnia nowy statut Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wiążący się z nominacjami jej kierownictwa. Na razie spod prezydenckiego pióra nie wyszedł jakikolwiek dokument zewnętrzny — postanowienie, projekt ustawy etc.

Jeden akt prawny prosi się o wydanie wręcz natychmiast.
Chodzi o postanowienie prezydenta RP o utracie mocy postanowienia prezydenta RP z 17 czerwca 2015 r. w sprawie zarządzenia referendum. Jakiekolwiek próby jego rozszerzania przez dopisywanie kolejnych pytań nie mogą już dotyczyć terminu 6 września. Poza tym w obecnej sytuacji politycznej nie wchodzi w grę zaakceptowanie ewentualnego wniosku prezydenckiego przez Senat. Notabene zgoda owej izby na pytania zgłoszone przez Bronisława Komorowskiego absolutnie nie była nakazem do zarządzenia referendum! Jego prawnym gospodarzem cały czas pozostaje wyłącznie prezydent RP, oczywiście traktowany jako urząd, a nie persona.
Techniczne przygotowania znajdują się jeszcze w fazie, umożliwiającej zatrzymanie referendalnej hucpy.
Wójtowie/burmistrzowie akurat powołują komisje obwodowe, zarejestrowane w PKW organizacje dopiero przymierzają się do kampanii. Największe koszty pochłonie druk kart, przygotowanie lokali oraz diety dla komisji. Wydatki umieszczone są w budżecie 2015 w rezerwie celowej na wszystkie wybory i referenda, wynoszącej 356 mln zł. Samo głosowanie 6 września pochłonie z tego około 100 mln zł. Zdecydowaną większość tej kwoty Andrzej Duda mógłby uratować jednym podpisem.