Telewizja i outdoor nie żyją z polityków

Karol Jedliński
21-07-2011, 00:00

Można prowadzić kampanię wyborczą w kanałach tv i na plakatach. Ale fiesty nie będzie. Do podziału jest tylko 15 mln zł.

Można prowadzić kampanię wyborczą w kanałach tv i na plakatach. Ale fiesty nie będzie. Do podziału jest tylko 15 mln zł.

Jeszcze do wczoraj wydawało się, że wyborcza wojna plakatowa i telewizyjna będzie miała w tym roku charakter podjazdowy. Wszystko to za sprawą nowego kodeksu wyborczego, który zakazywał reklam w telewizji, a także umieszczania plakatów wyborczych o powierzchni powyżej 2 mkw. Wczoraj Trybunał Konstytucyjny uznał, że te obostrzenia są niezgodne z konstytucją. Czy w telewizji i agencjach outdoorowych wystrzeliły korki od szampana? Niekoniecznie. A jeśli nawet, nie był to Dom Perignon, ale zwykłe Igristoje. Okazuje się, że politycy robią wokół siebie więcej medialnego szumu, niż wydają pieniędzy na reklamę w mediach.

I tak kombinowali

Zdaniem Lecha Kaczonia, prezesa Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej i członka zarządu Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy w Polsce, outdoor niekoniecznie dostanie jesienią zastrzyk gotówki dzięki decyzji Trybunału. Przekonuje, ze już wcześniej firmy kombinowały, jak ominąć nieprecyzyjne przepisy. Zapewne reklamy z politykami na wielkich płachtach czy ekranach LCD i tak byłyby zgodne z prawem.

— Poza tym mamy w kraju około 20 tysięcy małych form reklamy zewnętrznej o powierzchni 2 mkw. (tzw. citylightów) i zapewne one byłyby popularne wśród partii politycznych — twierdzi Lech Kaczoń.

Według nieoficjalnych informacji, branża out of home liczy, że jesienne wybory dadzą jej w sumie nawet ponad 5 mln zł ekstra przychodu. W pierwszym kwartale tego roku przychody branży spadły o 5 procent, do 115 mln zł. Czyżby outdoor, niezależnie od zakazów i nakazów, tracił na popularności?

— W kontekście politycznym na pewno nie. Na całym świecie wykorzystuje się taki nośnik w kampaniach. W przypadku jednomandatowych okręgów do senatu może to być w wielu regionach medium mające bezkonkurencyjny zasięg — uważa Lech Kaczoń.

Ekranowa drobnica

Łączne wydatki czterech czołowych partii w najbliższych wyborach mają oscylować wokół 50 mln zł. Z tego kilkanaście milionów pójdzie bezpośrednio na reklamę wyborczą. Jak zwykle na największy kawałek tortu apetyt mają telewizje. Liczą na to, że wbrew marketingowej modzie politycy nie skupią się tylko na pozyskiwaniu fanów na Facebooku.

— Decyzja Trybunału oznacza, że w bardzo szybkim tempie przygotujemy specjalną ofertę dla polityków. Myślę, że trochę można tu ugrać, choć nie jest to istotny element w naszych przychodach — podkreśla Zbigniew Badziak, szef biura reklamy Telewizji Polskiej.

Według informacji "PB", niegdyś wybory parlamentarne oznaczały dla TVP nawet 10 mln zł wpłat od partii politycznych. Teraz to już dla stacji mających przychody na poziomie miliarda złotych nie kokosy. Politycy wydadzą u nich jedynie około 3 mln zł. W sumie, według wyliczeń ekspertów, telewizje, także te regionalne, będą bić się o budżety partii i kandydatów warte ponad 10 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Telewizja i outdoor nie żyją z polityków