Telewizja plastrem na duszę

Joanna Barańska
opublikowano: 2007-07-27 00:00

Telewizja publiczna ma ostatnio problemy. Rzuciły się na nią wielkie koncerny farmaceutyczne. Chcą, żeby przestała produkować leki. Środek wykrztuśny „Okrasa”? Odżywka wzmacniająca „Herosi”? Nie, na razie nic z tych rzeczy. Dwa lata trwała walka TVP o markę „Pegaz”. Starsi zapewne pamiętają ten program kulturalny. Koncern Hoffmann-La Roche nie czepia się „Pegaza” jako programu. Chce jedynie, aby znak towarowy „Pegaz” został unieważniony dla farmaceutyków. Bo w tej klasie towarów i usług zarejestrowała go telewizja. La Roche produkuje specyfik „Pegasys”, lek na żółtaczkę, i nie chciałby, żeby je mylono.

Sąd administracyjny pierwszej instancji uznał, że trzeba prowadzić działalność, żeby rejestrować dla niej marki. Pogląd potem zdyskwalifikowano jako błędny. Zapadały wyroki, że można najpierw zastrzec sobie logo, a później rozwijać działalność. Choć słynna była też sprawa, w której kancelaria patentowa chciała odebrać znak z branży chemii gospodarstwa domowego, żeby go zastrzec dla siebie. Wiadomo, że kancelaria nie zamierzała produkować płynów do czyszczenia. Może by wygrała, gdyby nie doprowadziła sądu do szewskiej pasji zatajaniem informacji.

Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził nie tak dawno, że owszem, dla rejestracji znaku nie trzeba prowadzić konkretnej działalności, ale należy mieć możliwość jej prowadzenia. Sama miałam kiedyś spółeczkę zajmującą się wymyślaniem logo dla innych spółeczek i być może dostałabym znak dla produkcji telewizyjnych, bo to od usług wydawniczych nie tak daleka droga, ale już pewnie nie dla obrotu bronią albo wydobywania kopalin. Podobnie tutaj Urząd Patentowy zbada, czy ustawa o radiofonii i telewizji, statut TVP i zakres działalności spółki wpisany do krajowego rejestru sądowego pozwalał na zastrzeżenie „Pegaza” dla lekarstw.

Ledwo TVP odetchnęła po „Pegazie”, rzucił się na nią Abbott. Chce z kolei unieważnienia telewizyjnej „Arki”. „Arka” jest zarejestrowana dla produkcji telewizyjnych i produktów sanitarnych, a Abbott ma w tej klasie „Tarkę”. Wyrok zapadnie na dniach.

Czy ktokolwiek w tym katolickim kraju mógłby pomylić arkę z tarką? — wzdycha rzecznik patentowy TVP. Zresztą „Tarka” nie wydaje się zbyt szczęśliwą marką dla plastrów na skaleczenia. Właśnie plastry są sztandarowym argumentem TVP. Rzecznik twierdzi, że ktoś gdzieś produkuje plastry pod nazwą „Na dobre i na złe”, na licencji, i co prawda TVP nie produkuje i nie będzie produkować leków, ale przecież może udzielać licencji na nazwy i z tego żyć, nieprawdaż? Ale wobec tego, po co abonament?

Joanna Barańska