Telewizyjne koncesje do lamusa

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2008-07-07 00:00

Ministerstwo chce wprowadzić dość liberalne regulacje rynku nowych mediów. Bo nie chce iść na wojnę z wiatrakami.

Im mniej regulacji, tym lepiej — mówią eksperci ministerstwa kultury

Ministerstwo chce wprowadzić dość liberalne regulacje rynku nowych mediów. Bo nie chce iść na wojnę z wiatrakami.

Resort kultury zaczyna pracę nad ustawą, która ureguluje rynek telewizyjny w dobie internetu, telewizji w komórkach i wideo na żądanie.

— Założenia są proste: im mniej regulacji, tym lepiej — mówi jeden z ekspertów ministerstwa.

Zmiany technologiczne sprawią, że niedługo pojawi się praktycznie nieograniczona liczba wąsko sprofilowanych programów telewizyjnych, które będzie można oglądać w dowolnym miejscu i czasie. Na rynek telewizyjny będzie mógł wejść każdy, kto będzie chciał — od giełdowej Agory, poprzez nadawców radiowych, takich jak Eska czy RMF, po internautę wyposażonego w kamerę telewizyjną.

Prawo musi za tymi zmianami nadążać, zwłaszcza że do końca przyszłego roku Polska musi wdrożyć unijną dyrektywę audiowizualną. Ministerialni eksperci i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) powoli rozpoczynają nad tym prace.

Z cyfrą w tle

Najciekawsze pomysły dotyczą koncesji telewizyjnych, obecnie potrzebnych do każdej transmisji: od telewizji naziemnej, poprzez telewizje kablowe i satelitarne, do mobilnych. Eksperci będą chcieli zlikwidować te ograniczenia wszędzie tam, gdzie się da.

— Niektóre rozwiązania przedstawiane ministrowi zawierają propozycje zniesienia koncesji w telewizji mobilnej i internetowej i zastąpienia ich zgłoszeniami. Koncesje zostaną zachowane w naziemnej telewizji, choć warunki ich uzyskiwania mogą zostać nieznacznie złagodzone — mówi Jarosław Czuba, dyrektor generalny ministerstwa kultury.

W przyszłości mogą zniknąć nawet koncesje na telewizję naziemną. Dojdzie do tego, gdy dzięki cyfryzacji tą drogą dostępne będą dziesiątki programów.

— Później miejsca będzie tak dużo, że częstotliwości będą czekały na chętnych — mówi Stanisław Piątek, jeden z ekspertów pracujących nad ustawą.

Przedsiębiorcom się to podoba.

— Z utęsknieniem czekam na moment, gdy kanał satelitarny będzie można uruchamiać na podstawie prostej rejestracji. Obecna sytuacja jest absurdalna: proces koncesyjny trwa trzy miesiące, w czasie którego trzeba wypełnić stosy papierów. Przecież programy satelitarne nie wykorzystują żadnego rzadkiego dobra, więc nie ma potrzeby ich reglamentacji — mówi Maciej Sojka, prezes ITI Neovision, właściciela platformy n.

Zespół ministerstwa kultury ma też dość liberalne podejście do regulacji internetu i komórek.

— Treści w internecie i telewizji mobilnej nie powinny być kontrolowane w takim zakresie, jak ma to miejsce w tradycyjnym modelu telewizji — twierdzi Jarosław Czuba.

— W Europie są dwa kierunki: bardziej lub mniej liberalny. Ciekawe, w którą stronę pójdzie ustawodawca. Sądzę, że przeważy kierunek liberalny, bo dzisiejszej swobody w internecie nie da się zatrzymać — dodaje Andrzej Zarębski, ekspert medialny.

Trudna wolność

Liberalizacja to twardy orzech do zgryzienia dla Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT), która chce mieć wpływ na dobór programów dystrybuowanych w telefonach komórkowych i multipleksach cyfrowych.

— Rozważana jest propozycja, by KRRiT nie miała wpływu na dobór programów w multipleksach cyfrowych (telewizji naziemnej i mobilnej). Powinna mieć możliwość kontrolowania treści post factum — mówi Jarosław Czuba.

Radzie się to nie podoba.

— W tym duchu idzie nowelizacja autorstwa PO ograniczająca rolę rady na rzecz Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Nie zgadzam się z takim podejściem. Prace nad telewizją mobilną pokazały, że potrzebne jest takie ciało, jak krajowa rada. Jeszcze poważniej problem ten pojawia się w pracach nad cyfrową telewizją naziemną — komentuje Witold Kołodziejski, przewodniczący KRRiT.

Okiem Eksperta

Karol Smoląg, rzecznik prasowy TVN

Kierunek dobry, czekamy na konkrety

Punktem wyjścia i myślą przewodnią prac nad nową dyrektywą audiowizualną była chęć wzmocnienia rynku telewizyjnego, by mógł sprostać nowym wyzwaniom związanym m.in. z rozwojem multimediów. Dlatego prace nad wprowadzeniem dyrektywy w Polsce również powinny zmierzać w tym kierunku. Trudno na tym etapie wyrywkowo komentować poszczególne pomysły i ich możliwe skutki. Chętnie odniesiemy się do projektu konkretnych zmian legislacyjnych. Mamy nadzieję, że wprowadzenie nowej dyrektywy doprowadzi do pogłębienia naszego rynku, czyli umożliwi nam zwiększenie, a przynajmniej ułatwi generowanie przychodów. Dzięki temu moglibyśmy jeszcze efektywniej zaspokajać potrzeby klientów i uzyskać dostęp do nowych źródeł finansowania naszych produkcji. Nie sposób jednak w tej chwili, bez znajomości konkretów, odpowiedzialnie oszacować skalę potencjalnych korzyści płynących z wprowadzenia nowych uregulowań.