Tym razem zaczęła Platforma Obywatelska, która wyprodukowała telewizyjny klip o tym, jak to Prawo i Sprawiedliwość oszukało wyborców, bo lekarz nadal zarabia 1800 zł, a mianowany przez PiS prezes stoczni 30 tys. zł. PiS nie mogło pozostać dłużne — na pierwszej linii frontu pojawił się współtwórca kampanii PiS Adam Bielan i powstała filmowa odpowiedź. PiS wypomniało Donaldowi Tuskowi, którego od pewnego czasu uważa za wcielenie zła, że zadbał o swój interes i zarabia 23 tys. zł miesięcznie. Cios za cios. Partyjni liderzy mieli okazję się na siebie powściekać, ponarzekać na brutalizację życia publicznego. Elektoraty obu partii też mogły sobie przed wakacjami nieco podnieść poziom adrenaliny.
W obu politycznych produkcjach pojawiają się postacie marnie zarabiających nauczycielki i lekarza. Platforma zestawia je z szefami spółek skarbu państwa, Prawo i Sprawiedliwość z liderem PO. Ale obu partiom nie chodzi bynajmniej o los lekarza i nauczycielki, tylko o to, by dokopać politycznym rywalom. Zarobki lekarza i nauczycielki są dość wygodnym narzędziem, ale oni sami są dla polityków zupełnie nieistotni. Walka bowiem idzie o władzę, a nie o zarobki w sferze budżetowej. Obie partie toczą ten bój od miesięcy i tak się w nim zapamiętały, że powoli przestają dostrzegać cokolwiek poza swoim rywalem. To dlatego premier Jarosław Kaczyński traktował protest pielęgniarek nie jako społeczny problem do rozwiązania, ale jako kontratak wrogich sobie sił politycznych. Po prostu w głowie mu się nie mieściło, że w Polsce istnieje ktoś poza
jego zwolennikami i poza wro-
gą PO. Platforma też ostatnio
ma niewiele do powiedzenia
o czymkolwiek innym niż
o szkodliwej — zdaniem
tej partii — działalności PiS.
Elektorat mógł się z partyjnych spotów reklamowych dowiedzieć, ile kto zarabia.
Ponieważ nie ma się co łudzić,
że stosunki między PiS a PO się poprawią, telewizyjna wojna potrwa zapewne jeszcze jakiś czas, co zwiastuje poszerzenie tej listy płac. Dowiemy się, ile zarabia pielęgniarka i stoczniowiec oraz dwóch kolejnych prezesów i trzech polityków. Partie nie powiedzą nam jednak, co zamierzają z tak hojnie udostępnianą wiedzą zrobić. Czy obniżyć pensje prezesom, czy podnieść sferze budżetowej, a jeśli tak, to skąd wziąć na to pieniądze. To szczegóły, którymi politycy się nie zajmują. Takie reklamówki mogą po pewnym czasie znudzić widownię. Od kiedy jednak wymyślono pilota do telewizora, dla telewidzów nie powinno to być problemem. Wyborcy mają gorzej. Oni nie mogą tak szybko zmieniać kanałów.