716,4 mld USD (2,32 bln zł) — takimi aktywami zarządza Franklin Templeton. To o 66 proc. więcej niż PKB Polski. Ale nad Wisłą, mimo 13 lat obecności, wciąż jest maluchem. Zarządza 600 mln USD (1,94 mld zł), podczas gdy krajowe TFI zarządzają 111,7 mld zł. Wkrótce to się zmieni. — Planujemy, że w ciągu 12 miesięcy zwiększymy aktywa do 1 mld USD. Oprócz wzrostu sprzedaży jesteśmy zainteresowani przejęciem TFI — mówi Borno Janekovic, dyrektor regionu Franklin Templeton Investments.
Granice ryzyka
W ciągu ostatnich dwóch lat właściciela zmieniły dwa TFI: SEB został przejęty przez Operę, a DWS przez Investors. Na sprzedaż wystawiony był Skarbiec, ale potencjalnych zainteresowanych odstraszyła wysoka cena. — Patrzyliśmy na dotychczasowe możliwości, ale albo były zbyt drogie, albo TFI nie dawało tego, czego szukamy. Nie zależy nam na przejęciu największego gracza, nie będziemy kupować dla aktywów. Szukamy czegoś, czego nie mamy, np. kompetencji zarządzania, ludzi, którzy mają dobrą historię, markę znaną klientom czy dobrą sieć dystrybucji. Jeśli pojawi się interesujące TFI, będziemy analizowali zakup — mówi Borno Janekovic.
Zagraniczne fundusze inwestycyjne nie podbiły serc krajowych inwestorów. Ciężko im przebić się do banków, które rządzą na rynku dystrybucji. — Polskie banki prędzej czy później się otworzą. W Niemczech w kilka lat Franklin Templeton zwiększył aktywa z 5 do 20 mld EUR — mówi Borno Janekovic. Na dodatek Polacy niechętnie posyłają pieniądze w świat.
— Klienci TFI, lokując wszystko w Polsce, są przekonani, że ograniczają ryzyko. W rzeczywistości podejmują je, i to wysokie, bo zarówno ich pensje, jak i oszczędności są uzależnione od sytuacji w jednym kraju. Trzeba inwestować nie tylko tam, gdzie jest szansa na zysk, ale pamiętać też o uniezależnianiu się od jednej gospodarki. Tylko ten, kto zawsze ma rację, nie musi dywersyfikować — tłumaczy dyrektor Templetona.
Giełda jak truskawka
Brak dywersyfikacji to niejedyny błąd polskich inwestorów. — Lubią inwestycje o wysokim profilu ryzyka. Z reguły inwestują w to, co przynosiło historycznie najwyższe stopy zwrotu, najczęściej w pojedyncze fundusze: globalnych akcji czy akcji azjatyckich. Tymczasem na Zachodzie klienci kupują pakiety składające się z wielu funduszy. Polacy lubią też często kupować i sprzedawać, a przecież tylko nieliczni potrafią wyczuć moment, w którym powinni wejść lub wyjść z inwestycji.
Warren Buffett ma akcje Coca-Coli od ponad 20 lat. Na co dzień Polacy są sprytni i uważni, np. truskawki kupują dopiero wtedy, gdy tanieją, na giełdzie natomiast zachowują się odwrotnie — czekają, aż akcje będą drogie i wtedy inwestują. A przecież działa ten sam mechanizm — mówi Borno Janekovic. Sceptyczne podejście banków i klientów sprawiło, że niewiele firm ze światowej czołówki zarządzania aktywami zdecydowało się wejść do Polski. Niektóre, np. Robeco, szybko wyszły. Kilka zapowiedziało, że czeka na wprowadzenie euro.
— Firmy, które od tego uzależniają wejście, popełniają błąd, bo przystąpienia do strefy euro się odsuwa, a w tym czasie można robić biznes. Trzeba tylko umieć się dopasować. Templeton ma w Polsce osiem funduszy denominowanych w złotym, w których jest 200 mln USD aktywów, i trafia do nich większość napływu. Planujemy wprowadzenie dwóch kolejnych — mówi Borno Janekovic.
OKIEM EKSPERTA
Okazje mogą się pojawić
TOMASZ PUBLICEWICZ
analityk Analizy Online
Kupowanie TFI dla aktywów czy zarządzających nie ma sensu, bo można po prostu przejąć zespół. Sensowne wydaje się natomiast przejęcie TFI z rozbudowaną siecią dystrybucji, bo to największa bolączka zagranicznych firm. Przekonały się, że bez rozpoznawalnej marki i kontaktów trudno się przebić. Jeśli Franklin przejąłby firmę ze znaną marką, to ciekawe, którą by zostawił i jak wyglądałby proces ewentualnego ujednolicania marek. Okazje do przejęcia mogą się pojawić — globalne instytucje mogą weryfikować opłacalność utrzymywania małej operacji w Polsce, tak jak było w przypadku DWS, sprzedaż może też być efektem turbulencji na rynku bankowym, tak jak w przypadku BZ WBK czy Pioneera. Polskie TFI powinny się skupić na budowie kompetencji jako regionalnego centrum zarządzania, wtedy będą dla właścicieli znaczyły więcej i nie zostaną zredukowane do roli spółki dystrybucyjnej. Funduszom zagranicznym trudno obecnie o sukces sprzedażowy, ale powoli przebijają się do świadomości inwestorów i dystrybutorów. Gdy sytuacja na rynkach się uspokoi, mogą odnotować znaczący napływ.