Ten budżet musi wytrzymać kryzys

Jacek Zalewski
10-10-2008, 00:00

Uchwalanie ustawy budżetowej stało się corocznym teatrem politycznym, ze stałym scenariuszem i takimiż rolami, a zmieniającą się jedynie aktorską obsadą. Koalicja wychwala projekt rządu, podkreślając, że może nie jest to budżet marzeń, ale na pewno najlepszy, na jaki stać nasze państwo. Za to opozycja przywala ze wszystkich stron, punktując słabości i niekonsekwencje. Stały jest również finał sztuki — po uchwaleniu ustawy wzruszony premier oznajmia "to dobry dzień dla Polski", opozycja natomiast wieszczy narodowe nieszczęście.

Polityczne emocje rozbudzane przez budżet są zjawiskiem zrozumiałym — w końcu chodzi o wielkie pieniądze. Dodatkowym smaczkiem jest konstytucyjne umocowanie tej wyjątkowej ustawy, której nieuchwalenie w terminie może — chociaż nie musi — poskutkować rozwiązaniem parlamentu przez prezydenta. Marzy się to każdej opozycji — a Prawu i Sprawiedliwości szczególnie — jednak wobec rządowej większości nie ma na to szans. Notabene w roku niewyborczym parlament powinien uwinąć się z budżetem nie w cztery, lecz w trzy miesiące. I właśnie taki jest plan — ustawa wczoraj trafiła do komisji, ukończona zostanie przed Bożym Narodzeniem, a na sylwestra przypuszczalnie znajdzie się już w Dzienniku Ustaw i wreszcie wejdzie w życie o czasie, a nie z mocą wsteczną.

Kilka tygodni temu wydawało się, że budżet na rok 2009 zostanie uchwalony spokojnie — no ale i do nas dotarło przez ocean tsunami kryzysu finansowego. Przyjęte przez rząd założenia makroekonomiczne się zdezaktualizowały. Podczas wczorajszej prezentacji budżetu Jacek Rostowski przyznał, że będzie trzeba je zweryfikować, ale o ile — minister finansów dzisiaj nie podejmuje się prognozować. I tak oto budżet wyjątkowo przewidywalny politycznie okazuje się bardzo nieprzewidywalny w warstwie merytorycznej, przede wszystkim w obszarze dochodów. Posłowie koalicyjnego PSL krytycznie oceniają zbytni optymizm ministra, dlatego podczas wczorajszej debaty bardzo wymownie milczeli.

Ważną i ciekawą nowalijką jest budżet zadaniowy. Ustawa na rok 2009 zostanie uchwalona jeszcze w tradycyjnym podziale na 86 części, czyli na szufladki z pieniędzmi, którymi rządzą się poszczególni dysponenci. Druk sejmowy z projektem jak zawsze jest grubą cegłą, ale w tym roku aparat rządowy przygotował podobną cegłę dodatkową — rozpisał te same kwoty w formie budżetu zadaniowego, gdzie dochody i wydatki zgrupowane zostały w 22 funkcje państwa. Materiał ten na razie ma wartość jedynie informacyjną, ale bardzo dobrze, że powstał. Nareszcie czarno na białym widać, na czym polega ów mityczny budżet zadaniowy, o którym wszystkie siły polityczne w Polsce mówią od kilku lat i który wkrótce stanie się prawem. Nie chodzi o zapisanie tych samych kwot w inaczej skonstruowanych tabelkach. Przejście budżetu centralnego — a także budżetów samorządu terytorialnego — na formułę zadaniową zdecydowanie podniesie efektywność wydawania publicznych pieniędzy.

Ale to melodia przyszłości — na razie tradycyjny budżet na rok 2009 musi dać odpór globalnemu kryzysowi.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ten budżet musi wytrzymać kryzys