Dostatecznie, ministrze Kaczmarku. Nie dobrze, nie miernie, tylko właśnie na trójkę. Pierwszy rok za nami, bagaż zdobytych wcześniej doświadczeń (nie żeby od razu powtarzać klasę, ale raczej po krótkiej przerwie wrócić do nauki) całkiem spory, a tu efekty mizerne.
Pierwszym, głośnym sukcesem ucznia była praca domowa, zlecona chyba do napisania kolegom z klasy i ministerialnego podwórka, zatytułowana „Raport otwarcia”. Sukces głównie medialny, ale zawsze. Uczeń wzorowo przyjrzał się kilkunastu spółkom, nad którymi roztaczał opiekę. Doszukał się wielu nieprawidłowości i zganił szefów przedsiębiorstw. Szkoda tylko, że raport zaprezentowano w takiej, a nie innej formie. Stworzenie festiwalu oskarżeń nie przysłużyło się dobrze sprawie. Wszystko przez polityczne zabarwienie raportu. No i kardynalne błędy. Tak krępujące jak np. oskarżenie wobec Adama Pawłowicza, byłego szefa PAIZ chyłkiem wycofywane.
Ostatnio uczeń Kaczmarek przyznał, że może nie zrealizować w tym roku programu nauczania. Oczywiście nie musi. Nic tylko przyklasnąć głoszonym przez niego teoriom, żeby wpleść prywatyzację w politykę gospodarczą. Na razie to tylko zapowiedzi, nikt jej nigdzie nie wplata, bo też nie ma co wplatać. Po niespełna roku pracy ministrowi Kaczmarkowi udało się sprywatyzować może kilkadziesiąt — małych, czasami średniej wielkości — spółek. Duże sprawy oczywiście też się toczą. Nie brakuje przy nich oczywiście oznak jakichś przepychanek w całej ministerialnej klasie. Przykładów nie będzie.
Szkoda, że nie można uczniowi Kaczmarkowi wystawić kilku ocen. Dwóch na przykład. Pierwsza z zajęć obowiązkowych — z prywatyzacji. Małe szanse na promocję do wyższej klasy. Jest dobry program, ale to na razie za mało. Druga ocena z zajęć dodatkowych, za wrażenia artystyczne. Uczeń Kaczmarek na tle całej klasy zdecydowanie się wyróżnia. Nawet więcej. W tyle zostawia też swoich kolegów z wcześniejszych roczników. Czy można się dziwić, że uczeń zawsze wie, o co się go pyta? Odpowiada zrozumiale, choć czasami zmienia zdanie. Za styl uczeń Kaczmarek dostaje piątkę. Zawsze jednak zajęcia dodatkowe, to zajęcia... tylko dodatkowe.
No i wpis do dzienniczka ucznia: prawdopodobne ograniczenie zdolności do odrabiania zadanych lekcji przez nieustanne zabieranie zeszytów przez kolegów ze szkoły, a nawet jej dyrektora.