Oczywiście na poziomie ogólnokrajowym, ponieważ trwały wybory uzupełniające tam, gdzie obowiązuje ordynacja większościowa — czyli niemal bez przerwy w gminach, a epizodycznie również do Senatu. Dwa lata szczęśliwie bez wyborów teoretycznie powinny być okresem wyjątkowo kreatywnym dla podejmowania dalekosiężnych decyzji przez władców uwolnionych od ciśnienia bieżących sondaży.
![Donald Tusk [fot.WM] Donald Tusk [fot.WM]](http://images.pb.pl/filtered/8004d0ae-7058-452e-8c2c-7ad7f0f32fa2/295810bf-2f30-568f-a048-7feded817c95_w_830.jpg)
Praktyka życia publicznego zdecydowanie jednak rozminęła się z teorią. Poziom zacietrzewienia klasy politycznej wskazywał, że kampania trwa bez przerwy. Jeśli to, co obserwowaliśmy w niby neutralnym roku 2013, miałoby stanowić punkt odniesienia dla 2014 — to naprawdę strach otworzyć po Nowym Roku telewizor. W perspektywie zaś roku 2015, gdy nastąpi wyborcza zbitka prezydencko-parlamentarna (tak jak w pamiętnym 2005), aż się włos jeży. W najkrótszym horyzoncie czasowym, już 25 maja 2014 r., odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Dla higieny życia społecznego to nawet sprzyjająca okoliczność, że będą wyłącznie wielkim sondażem nastrojów Polaków, oczywiście głosującej mniejszości — frekwencja tym razem może nie osiągnąć nawet 20 proc. Rozbiór 51 polskich mandatów w Brukseli/Strasburgu pomiędzy partie i partyjki nie będzie miał jakiegokolwiek znaczenia dla biegu spraw w kraju. Co najwyżej jedni nadmą żagle, a inni będą sztucznymi uśmiechami do kamer skrywać gorycz porażki.
Jedno polityczno-legislacyjne przedsięwzięcie z roku 2013 bezapelacyjnie spełnia kryteria dalekosiężności i oderwania od codziennej sieczki sondażowej. Chodzi oczywiście o ustawę „o zmianie niektórych ustaw w związku z określeniem zasad wypłaty emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych”. Bez względu na to, jaki kto ma do niej stosunek — wpłynie ona bezpośrednio na losy statystycznego Polaka. Nie znamy oczywiście skali ingerencji, jakich może dokonać w ustawie Trybunał Konstytucyjny (TK). Znając jednak jego praktykę, a także „pochodzenie społeczne” sędziów, w większości powołanych już przez koalicję PO-PSL — można bez pudła obstawiać, że nawet dyskwalifikując jakieś przepisy, orzeczenie TK da ustawodawcy na ich poprawienie aż 18 miesięcy.
W rozpalającym tyle emocji starciu o OFE naprawdę trudno stwierdzić, kto ma rację. Zadaniem TK będzie m.in. rozstrzygnięcie fundamentalnej kwestii: czyją naprawdę własnością są zgromadzone składki. Jeden wątek kłótni był jednak dość oryginalny i pod tym względem rok 2013 niewątpliwie się upamiętnił. Otóż w sprawie OFE ostro starli się dawni gracze nie tylko z tego samego boiska, lecz z jednej drużyny. W roku 1998 sternikami reformy emerytalnej byli premier Jerzy Buzek z wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem, ale do stworzenia cieplarnianych warunków dla OFE dorzucił się — fakt, że skromnie, na miarę możliwości — także ówczesny wicemarszałek Senatu Donald Tusk. I gdyby nie krach finansów publicznych, obecny premier nigdy by się systemowymi wypaczeniami, stworzonymi również przez siebie, do dzisiaj nie zainteresował…