Teraz czas na mniejsze spółki

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-04-14 17:50

WIG20 wzrósł od lutowego dna już o jedną trzecią. Rynek nie lubi nierównowagi. Dlatego też teraz drożeją jak na drożdżach firmy mniejszego kalibru - o niskim free float lub te, które przespały wiosenne przebudzenie.

Podczas świątecznej przerwy inwestorzy nie stracili zapału do kupowania akcji. Jednak podczas gdy wcześniej palmę pierwszeństwa dzierżyły największe spółki, tym razem na scenie dominowały mniejsze firmy. To zdrowa oznaka, że rynek nie lubi nierównowagi.

Lekko minusowe poniedziałkowe zamknięcie giełd-barometrów w USA (u nas nie było sesji) spowodowało, że WIG20 rozpoczął wtorek 1,8 proc. pod kreską. Szybko jednak uaktywnił się popyt, który w niecałe dwie godziny wyciągnął indeks blue chipów o ponad 60 pkt (3,5 proc.), do 1814 pkt. Jeszcze lepiej zachowywały się indeksy mniejszych spółek, które cały czas pozostawały na plusie. W ciągu dnia rosły o nawet 3,6-3,7 proc., choć na świecie euforii nie było widać. Nie było więc mowy o sennej, poświątecznej sesji. Tym bardziej, że wartość obrotów już o godz. 13 przekroczyła dla szerokiego rynku miliard złotych, a w całym dniu - 2,1 mld zł. To najlepszy rezultat od pół roku (od 10 października 2008 r.). Wartość handlu papierami spółek z sWIG80 (184,6 mln zł) była do tego najwyższa od marca 2008 r.

Po południu WIG20 zszedł pod kreskę solidarnie z wieloma zachodnimi głównymi indeksami przez wyraźnie gorszy od oczekiwań odczyt marcowej sprzedaży detalicznej w USA. Rosnące nadzieje na rozpoczęcie stabilizowania się globalnej gospodarki zostały zachwiane, a gracze zaczęli zastanawiać się nad wydźwiękiem odczytów ważnych danych makro z kolejnych dni. Jeśli będzie to seria negatywnych zaskoczeń, pogrzebie euforyczne odbicie indeksów. Dlatego niektórzy pozbywali się akcji, licząc na tańsze ich odkupienie. W efekcie na świecie dominowały niewielkie spadki indeksów, a WIG20 stracił na zamknięciu 0,8 proc. Dużo silniejsze okazały się mniejsze spółki. Indeksy średniaków i maluchów obroniły ponad dwuprocentowe wzrosty. Posiadacze akcji poszczególnych spółek mają jednak powody do większego zadowolenia. Walory 32 firm z głównego parkietu zdrożały bowiem w dwucyfrowym tempie.

Dzięki czterem dniom bez sesji gracze mieli czas, by wyselekcjonować „perełki”. Skoro fundamenty wielu spółek na razie się nie zmieniły się, w centrum zainteresowania znalazły się spółki o niskim free float lub te, które „przespały” wybicie się indeksów. Część z ośmiu typów, jakie „PB” przedstawił we wtorek, od razu sprawdziła się. Grupa Silvano zyskała 27 proc., Atlas Estates – 23,6 proc., a ABM Solid – 16,3 proc.

Przez większość dnia liderem wzrostów był jednak Sfinks, który zyskiwał nawet 50 proc. (ostatecznie było to 26,7 proc.) Entuzjazm inwestorów wywołały komunikaty o 30 mln zł pożyczki ratunkowej od jednego z akcjonariuszy i porozumieniu z bankami-wierzycielami. Tymczasem fundusze BZ WBK AIB (Arka) poprzez sprzedaż części swojego pakietu skutecznie schłodziły bycze nastroje wobec MCI.  Kurs zdążył jednak zyskać w miesiąc ponad 170 proc.

Co dalej? Środowe nastroje na parkietach w dużym stopniu będą kształtowały dane o marcowej produkcji przemysłowej w Japonii i USA. Jeśli nie potwierdzą wcześniejszych sygnałów o stabilizowaniu się sytuacji w tych gospodarkach, dalsze dynamiczne wzrosty indeksów staną się mało prawdopodobne.