Zamachy terrorystyczne w Londynie dotknęły mnie osobiście: wydarzyły się w miejscach, które są mi szczególnie bliskie, które codziennie, przez niemal dziesięć lat, odwiedzałem. W gronie przyjaciół wielokrotnie rozmawialiśmy, że godzina 9 rano w tych miejscach jest szczególnie niebezpieczna, że to idealna okazja dla terrorystów. I wiele ze znanych mi osób powstrzymywało się od korzystania z metra w tym czasie. Kiedy już się to wydarzyło, okazało się, że niektórzy z moich przyjaciół jednak ucierpieli w zamachach, na szczęście niezbyt groźnie.
Sam wielokrotnie obserwowałem w Londynie ćwiczenia oddziałów specjalnych do zwalczania skutków ataków terrorystycznych. Kiedy oglądałem w TV relację z akcji ratowniczej, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to znowu ćwiczenia. Szybkość dotarcia do ludzi uwięzionych w pociągach, a były ich przecież tysiące, spokój, profesjonalizm postępowania, robiły imponujące wrażenie. Podobnie zachowanie ludzi. I to napawa optymizmem. Terroryści, mimo ofiar, nie osiągnęli swojego celu, nie sterroryzowali Londynu — City. Bankowcy, wykonujący przecież na co dzień zupełnie inną pracę, przygotowani do innej roli, i w tej, narzuconej im przez okoliczności, doskonale zdali egzamin. Jeszcze raz przekonaliśmy się, że fundamenty londyńskiego City są naprawdę trwałe. I terrorystom nie udało się ich naruszyć.
Jan Krzysztof Bielecki prezes Pekao