Terroryzm nuklearny jest jak najbardziej realny

opublikowano: 03-04-2016, 22:00

Takie inicjatywy, jak organizowane przez prezydenta Baracka Obamę od 2010 r. szczyty bezpieczeństwa nuklearnego, wywołują ocenny dualizm.

Z jednej strony — oczywiście bardzo dobrze, że się odbywają, ponieważ przeciwdziałają realnemu zagrożeniu dla ludzkości, wobec którego skutki np. najgłębszego kryzysu finansowego to pikuś. Z drugiej jednak — ich efektywność jest niewspółmiernie niska wobec polityczno-propagandowego zadęcia.

Zobacz więcej

Pixabay/ CC BY 2.0

W przypadku inicjatywy Baracka Obamy istnieje jeszcze trzecia strona — gospodarz… odpracowuje pokojowego Nobla. Przypomnę, że ku zdumieniu świata otrzymał tę nagrodę w 2009 r. po… dziesięciu miesiącach sprawowania prezydentury, za „nadzwyczajne wysiłki na rzecz wzmocnienia międzynarodowej dyplomacji i współpracy między narodami”.

Czwarty szczyt miał triumfalnie podsumować prezydenturę Baracka Obamy, ale nie całkiem to wyszło. Największą skazą było zlekceważenie zaproszenia przez Władimira Putina, a przecież Rosja jest jedną z dwóch największych potęg nuklearnych, dysponującą połową światowych zasobów wysoko wzbogaconego uranu oraz jedną trzecią wyizolowanego plutonu.

Władca Kremla zdecydowanie stawia na wzmacnianie siły militarnej, w tym arsenału jądrowego. Zagarnięcie Krymu oraz wsparcie separatystów w Donbasie doprowadziło Rosję do ostrej konfrontacji z Zachodem, zatem o wspólnym języku nuklearnym nie ma mowy.

Notabene także przed 2014 r. Rosja co do zasady nie zgadzała się na pełnienie tylko przez USA roli gwaranta bezpieczeństwa ludzkości, zbierającego z całego świata resztki wojskowych materiałów nuklearnych oraz radiologicznych z sektora cywilnego. W cieniu rozgrywki potęg znalazła się dość oczywista nieobecność awanturniczej Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej oraz wciąż aspirującego do broni atomowej Iranu.

Ponad 50 państw obecnych w Waszyngtonie zobowiązało się do dalszych wysiłków, aby materiały nuklearne nie wpadły w ręce terrorystów. Można optymistycznie przyjąć, że w dającej się przewidzieć przyszłości uruchomienie arsenałów jądrowych nie przyjdzie do głowy posiadającym je państwom.

Niestety, coraz bardziej prawdopodobne staje się użycie atomu przez terrorystyczną międzynarodówkę. Fanatycy mają równie nielegalny, co realny dostęp do materiałów radioaktywnych, powszechnie wykorzystywanych w przemyśle i medycynie.

Bez problemów daje się z nich konstruować tzw. brudne bomby, które nie powodują takich skutków, jak taktyczna broń atomowa, ale skażają promieniotwórczo ogromny teren.

W kuluarach szczytu przebijały się głosy ulgi i zarazem… zdumienia, że terroryści jeszcze nigdy nie użyli materiału radiologicznego.

Przecież na świecie istnieje 1370 ton wysoko wzbogaconego uranu oraz 505 ton rozszczepionego plutonu. Część tych zasobów nie jest wystarczająco zabezpieczona i może być wykradziona. Takie przypadki zostały w materiałach waszyngtońskiego szczytu udokumentowane. Pozostańmy zatem przy nadziei, że zostaną przynajmniej zminimalizowane.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy