Kontrowersje wokół odwołania prezesa Bogdanki wzbudziły wątpliwości dotyczące roli OFE i TFI w nadzorze nad spółką. Oceny powinny uwzględniać kontekst, w jakim funkcjonują inwestorzy portfelowi, którzy muszą wyważyć wiele sprzeczności.
Za sprawą Bogdanki uwagę zwróciła kwestia konfliktów personalnych między radą a zarządem i zachowanie funduszy. Oprócz względów ambicjonalnych można wyróżnić dwie częste przyczyny konfliktów między radą a zarządem w spółkach zdominowanych przez fundusze.
Pierwsza wiąże się z tym, że zarząd — mając do czynienia z rozproszonym i dość pasywnym akcjonariatem — zaczyna czuć się wyłącznym właścicielem. W skrajnym przypadku może to prowadzić do prób uwłaszczenia się na majątku spółki, w przeszłości często połączonych z forsowaniem sowitych programów opcyjnych. Zarząd zwalcza więc radę nadzorczą z jej uprawnieniami kontrolnymi.
Drugą przyczyną może być sytuacja odwrotna. Osoba powołana do rady nadzorczej pragnie zająć miejsce w zarządzie, najlepiej funkcję prezesa. Stara się bazować na lepszym kontakcie z inwestorami portfelowymi, którzy powołali ją do rady. Taka sytuacja może się zdarzyć zwłaszcza wtedy, gdy członek rady nie ma stałego, atrakcyjnego miejsca pracy, chce być aktywny zawodowo, a ponadto działalność spółki jest zbieżna z jego doświadczeniem zawodowym. Problem polega na tym, że jest to także teoretycznie idealny kandydat do rady — ktoś, kto może i chce poświęcić czas na nadzorowanie spółki i zna się na jej działalności.
Rozstrzygnięcie konfliktu personalnego w warunkach bardzo ograniczonego dostępu do informacji jest trudne i wymaga czasu. Błędne poparcie rady może zaszkodzić reputacji funduszy, które powołały jej członków. Z drugiej strony, mylne opowiedzenie się po stronie zarządu niesie za sobą ryzyko uszczerbku na majątku spółki ze szkodą dla uczestników funduszu. W praktyce w przypadku konfliktu na linii zarząd — rada większość TFI i OFE ze względu na uwarunkowania organizacyjne przyjmie postawę nieangażowania się, co de facto oznacza wzmocnienie rady posiadającej prawo odwołania członków zarządu.
Fundusze muszą wyważyć skalę zaangażowania. Z jednej strony częste ingerowanie w prace rady jest niemożliwe ze względu na ograniczenia prawne, np. dostęp do informacji poufnych, oraz czasowe — jeśli fundusz ma istotny udział w kilkudziesięciu spółkach, poświęcanie wiele czasu na dyskusje w każdej z nich jest niemożliwe. Z drugiej strony całkowita pasywność oznacza oddanie pełnej swobody członkom rady, z całym ryzykiem „przewrotów pałacowych”.
Zagrożenia po stronie funduszy, związane z nominacjami do rady, są znane. To choćby dostęp do informacji poufnych czy zbyt emocjonalne przywiązanie się do spółki i niezdolność do szybkiej sprzedaży jej akcji. Tu kluczową rolę odgrywają odpowiednie ulokowanie procesu nominacji członków do rady nadzorczej w strukturze organizacyjnej TFI lub PTE oraz wewnętrzne procedury. Jeśli już dojdzie do sytuacji kontrowersyjnych, ważne jest, by działanie funduszu było transparentne i jeżeli trzeba, wsparte komunikacją jasno tłumaczącą decyzje. Ze względu na ograniczenia, w ramach których działają inwestorzy portfelowi, i wiele wzajemnych sprzeczności, towarzyszących nadzorowi korporacyjnemu sprawowanemu przez OFE i TFI, proces ten nigdy nie będzie wolny od wymagających korekty błędów oraz kontrowersyjnych sytuacji. Jednak i tak jest to lepsze niż brak jakiegokolwiek zaangażowania funduszy, ponieważ profesjonalizm rady nadzorczej leży w interesie akcjonariuszy i, tym samym, klientów TFI i OFE.