60 największych i najpłynniejszych spółek z warszawskiej giełdy jest już dostępnych dla inwestorów w wyniku jednego kliknięcia w systemach transakcyjnych biur maklerskich. To efekt debiutu pierwszego ETF-u marki PZU, do którego doszło 17 marca 2026 r. Benchmarkiem odwzorowywanym przez ETF są w równych proporcjach dywidendowe wersje indeksów WIG20 i mWIG40. W indeksie WIG spółki z WIG20 ważą mniej więcej trzy razy więcej od tych z indeksu mWIG40.
– Proporcje z naszego ETF-u stanowią bardziej optymalny miks pomiędzy płynnością i dywidendami dużych spółek a dynamiką średnich – zachwala Jarosław Leśniczak, wiceprezes TFI PZU.
Asset manager należący do największego polskiego ubezpieczyciela ma już w ofercie fundusz pasywny łączący w sobie dywidendowe wersje indeksów WIG20 i mWIG40. To inPZU Akcje Polskie, w którym proporcje między indeksami dużych i średnich spółek rozłożone są w sposób zbliżony do tych z indeksu WIG. Jest to zarazem jeden z 22 funduszy inPZU, które – choć indeksowe – nie wymagają od zainteresowanych inwestycjami posiadania rachunku maklerskiego. Wystartowały one w 2018 r. Obecnie mają 2,2 mld zł aktywów. Jarosław Leśniczak nie ukrywa, że aktywa tych funduszy wyraźnie wzrosły w latach 2024-25.
– Przez pierwszych kilka lat, mimo że są to produkty proste, tanie i transparentne, trudno było powiedzieć, że cieszyły się szczególnym powodzeniem – zaznacza Jarosław Leśniczak.
Na pewno jednak stanowiły na polskim rynku przełom. Od samego początku ich opłata za zarządzanie wynosiła 0,5 proc. W efekcie PKO TFI przypomniało sobie, że w swojej ofercie też ma kilka funduszy indeksowych i z dnia na dzień obniżyło opłaty za zarządzanie w pięciu swoich funduszach z 4 do 0,7 proc.
Pierwszy ETF marki PZU ma opłatę za zarządzanie jeszcze niższą niż fundusze inPZU. Ustalono ją na 0,4 proc. To tyle, ile wynosi opłata za zarządzanie ETF-u z rodziny Beta na dywidendową wersję indeksu WIG20. To także 0,4 pkt proc. mniej od odpłaty za zarządzanie Beta ETF-u powiązanego z dywidendową wersją mWIG40. TFI PZU zobowiązało się przy tym pokrywać inne niż opłata za zarządzanie koszty funduszu do 30 września, choć nie wyklucza wydłużenia tego okresu.
- Jako TFI PZU byliśmy pierwszą instytucją w Polsce, która zaoferowała szerokiemu gronu klientów platformę z pasywnymi rozwiązaniami do inwestowania w postaci funduszy indeksowych inPZU. Obecnie można powiedzieć, że otwieramy kolejny rozdział tzw. pasywnej rewolucji. W jego ramach zamierzamy dotrzeć do nowego grona inwestorów, którzy inwestują bezpośrednio na giełdzie, a nie korzystają z tradycyjnych funduszy inwestycyjnych. W gronie tych inwestorów są szczególnie młodzi ludzie, którzy stawiają na nowoczesność, transparentność i niskokosztowość, i takim właśnie rozwiązaniem jest dzisiaj debiutujący pierwszy ETF ze stajni PZU – komentuje Artur Trela, prezes TFI PZU.
KNF wydała już zezwolenie na utworzenie kolejnego ETF-u marki PZU. Będzie odzwierciedlał zachowanie indeksu MSCI World, a jego debiut giełdowy planowany jest na kwiecień 2026 r. TFI ujawniło już, że w planach ma też ETF surowcowy. Jego prospekt leży już w KNF. Nie wiemy, jaka dokładnie będzie jego konstrukcja, ale Artur Trela zapewnia, że nie będzie on dawał ekspozycji na rynek surowców poprzez akcje spółek surowcowych, jak to się dzieje w przypadku funduszy indeksowych inPZU Akcje Rynku Surowców i inPZU Akcje Rynku Złota. Oznacza to, że będzie ściślej powiązany z kursem jednego surowca lub koszyka surowców.
- W ciągu roku spodziewamy się mieć całą paletę ETF-ów, choć nie będziemy szli w kierunku 22, jak to ma miejsce w przypadku funduszy inPZU. Nie chcemy oszałamiać klientów wyborem – tłumaczy Jarosław Leśniczak.
Artur Trela dodaje, że TFI PZU poza dwoma już zatwierdzonymi przez KNF i tym surowcowym chce w tym roku przygotować jeszcze trzy ETF-y. Mają odzwierciedlać zachowanie indeksów z głównego nurtu inwestycyjnego.
- Nie chodzi o ETF-y na indeksy dotyczące lotów w komos, cyberbezpieczeństwa czy biotechnologii. To są pewne mody, które przemijają – zaznacza Artur Trela.
