TFI wciąż stanowią bezpieczną lokatę

Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2003-02-03 00:00

Tomasz Miziołek z Katedry Handlu i Finansów Międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego, ekspert od rynku funduszy inwestycyjnych zachęca do oszczędzania w TFI. Uważa, że jedną z ich podstawowych zalet jest bezpieczeństwo powierzonych środków. Wadą — koszty.

„Puls Biznesu”: Jakie wymieniłby Pan wady i zalety inwestycji w fundusze inwestycyjne?

Tomasz Miziołek: Zaletą tej inwestycji jest bezpieczeństwo powierzonych środków. Ustawa o funduszach inwestycyjnych gwarantuje pełną wypłacalność środków z funduszu, nawet w przypadku bankructwa towarzystwa funduszy inwestycyjnych, które nim zarządza. Bezpieczeństwo gwarantują też polityka i rygory inwestycyjne. Inwestorzy mają możliwość wglądu do sprawozdań. Dodatkowo nadzór nad tym rynkiem sprawuje Komisja Papierów Wartościowych i Giełd. Do zalet zaliczyłbym także płynność inwestycji, przejawiającą się m.in. w łatwej możliwości wyjścia z niej bez utraty odsetek. Plusem jest także dostępność. Wymienię choćby okienka bankowe, Internet, agentów. To wszystko sprawia, że fundusze inwestycyjne są bezpieczną inwestycją.

Wymienia Pan same zalety, wad nie ma?

— Wadą jest niemożność osiągnięcia takich zysków, jak przy samodzielnym inwestowaniu — pod warunkiem oczywiście posiadania odpowiedniej wiedzy w tym zakresie.

Czyli z inwestycją w fundusz nie wiąże się żadne ryzyko?

— Ryzyko utraty środków nie istnieje. Ogranicza się do tego, czy zarządzający funduszem wywiąże się ze swojej pracy. Ale to ryzyko wiąże się z ryzykiem rynku kapitałowego.

Zalety przeważają, czym więc klient powinien kierować się wybierając fundusz inwestycyjny?

— Powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki cel ma jego inwestycja. Po co inwestuje i na jaki okres. Czy ma dużą czy małą awersję do ryzyka.

Wspomniał Pan o osobach zarządzających funduszami przy pytaniu dotyczącym ryzyka. Ich znaczenie jest więc chyba duże?

— Kluczowe. To ważne, kto zarządza funduszem, jak duże ma doświadczenie, jakie osiąga wyniki — i nie tylko w tym funduszu, w którym jest obecnie, ale także w tych, którymi zarządzał wcześniej. Trzeba też porównywać inne fundusze.

W tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę historyczne wyniki inwestycyjne. TFI muszą zaś zaznaczać, prezentując choćby rankingi inwestycyjne, że podają dane z przeszłości. Czy można się nimi sugerować?

— Dane historyczne nie stanowią gwarancji na przyszłość. Trzeba podchodzić do nich ostrożne. Są pewną wskazówką. Nie powinny mieć jednak decydującego znaczenia. Takie ma zarządzający.

Czy oszczędzanie w funduszach inwestycyjnych jest drogie?

— W porównaniu z podobnymi możliwościami inwestycyjnymi fundusze nie są zbyt drogie. Co nie oznacza, że nie mogłyby być tańsze. Ceny będą spadać. Takie zapowiedzi zresztą już są. Koszty polskich funduszy są dużo wyższe niż np. w USA. Trudno jednak porównywać oba rynki, dzieli nas bowiem wiele lat doświadczeń.

W ubezpieczeniach klienci narzekają często na ukryte koszty, o których nikt wcześniej nie wspominał. Czy tak jest także w funduszach?

— Nie. Tutaj wszystko jest przejrzyste. Nie ma ukrytych kosztów i opłat. W funduszach mamy dwa rodzaje kosztów — opłatę manipulacyjną oraz za zarządzanie. Nie ma innych kosztów, chyba że statut stanowi inaczej. Trzeba się więc z nim koniecznie zapoznać.

Czy podobnie jak z ogólnymi warunkami ubezpieczeń statuty są napisane językiem niezrozumiałym dla przeciętnego inwestora?

— Są bardzo przejrzyste. Ponadto firmy tworzą skróty prospektów, specjalnie pod klienta. Znajdzie on w nich wszystkie podstawowe informacje. Są dużo łatwiejsze do zrozumienia niż ogólne warunki w ubezpieczeniach.

Jak oceniać efektywność funduszy?

— Przez pryzmat dwóch kryteriów. Są to stopa zwrotu oraz ryzyko. Częstym błędem jest branie pod uwagę jedynie stóp zwrotu. Stosunek jednego do drugiego daje nam rzetelne informacje, jak fundusz efektywnie inwestuje. Ryzyko musi być adekwatne do stopy zwrotu.

Czym różni się polski rynek np. od europejskich rynków funduszy inwestycyjnych?

— Na razie jesteśmy na szarym końcu, za nami są Czechy i Węgry. Aktywa funduszy stanowią zaledwie ponad 5 mld EUR. Ale już ostatnia popularność funduszy obligacji pokazuje, że może być inaczej. Wielkością aktywów w tej grupie doszliśmy do krajów średnio rozwiniętych, takich jak choćby Finlandia. Potencjał polskiego rynku jest więc ogromny.

Większość TFI nastawia się w tym roku na promocję funduszy akcyjnych. Fundusze obligacji nie będą już bowiem przynosić tak wysokich stóp zwrotu, jak w ubiegłym roku. Czy klienci powinni kierować się tymi wskazówkami?

— Podchodziłbym bardzo ostrożnie do zaleceń towarzystw. Dla rynku obligacji ostatnie lata to był dobry czas, ale to wcale nie znaczy, że już nie będzie można na nim zarobić. Rynek akcji nie dał zaś jeszcze takiej okazji. Zalecałbym więc mix inwestycji w akcje i papiery dłużne z przewagą tych ostatnich. Może rozwiązaniem byłoby inwestowanie w fundusz obligacji oraz rozpoczęcie niewielkich inwestycji w akcyjne wraz ze stopniowym ich zwiększaniem.