The North Face dostrzegł w Polsce zieloną wyspę

Katarzyna Sadowska
opublikowano: 2010-03-26 00:00

Producent odzieży

Koncern chce skorzystać

na wzroście rynku

Producent odzieży

i sprzętu outdoorowego

rzuci rękawicę

Euromarkowi i Bergsonowi.

VF Corporation (VFC), właściciel takich marek, jak The North Face, Vans czy Wrangler, jak wszystkie firmy w branży odczuł w ubiegłym roku spadek popytu. Z kryzysem stosunkowo dobrze poradziło sobie jednak ramię produktów outdoorowych i sportowych — przychody z tego segmentu pierwszy raz w historii firmy były wyższe niż segmentu odzieżowego. I właśnie to ramię ma w tym roku rosnąć o kolejne 10-15 proc. Również w Polsce, którą do tej pory grupa traktowała nieco po macoszemu.

— Budżet inwestycyjny VFC na ten rok ustalono na 50 mln USD. Część tej kwoty przypadnie na Polskę — mówi Patrik Frisk, dyrektor sekcji Outdoor and Action Sport VF International.

Jak duża? Na razie nie ujawnia.

— Chcemy podwoić skalę działalności w regionie Europy Środkowej. Polska była zieloną wyspą na tle innych państw i wierzymy, że ten pozytywny trend utrzyma się — tłumaczy Patrik Frisk.

Teraz grupa sprzedaje w Polsce m.in. sprzęt i odzież marki The North Face w multibrandowych sklepach sportowych oraz w dwóch niewielkich sklepach franczyzowych — w Warszawie i Zakopanem.

— Zdecydowanie potrzebujemy większej powierzchni handlowej w Polsce. W największych miastach chcemy otwierać sklepy o powierzchni około 250 mkw. — zarówno przy głównych ulicach handlowych, jak i w galeriach — mówi Patrik Frisk.

Firma nie podpisała jeszcze umów najmu konkretnych lokalizacji. Nastąpi to zapewne w drugiej połowie roku.

The North Face twierdzi, że jego największym konkurentem jest telewizja i gry komputerowe.

— Naszą misją jest wyciągnięcie ludzi z domów, zachęcenie do odkrywania świata i spędzania coraz więcej czasu na świeżym powietrzu. Na szczęście bycie wysportowanym staje się coraz bardziej modne — podkreśla Patrik Frisk.

Potwierdzają to inni przedstawiciele branży.

— Obserwujemy zmianę zachowań konsumenckich w kierunku większej troski o środowisko, przywiązywania wagi do zdrowego trybu życia oraz czynnego podejścia do uprawiania sportu — mówi James Kelly, prezes Euromarku, produkującego odzież i sprzęt m.in. pod markami Campus i Alpinus.

Jego zdaniem, wzrost rynku outdoorowego na poziomie od 5 do 9 proc. w zależności od źródła jest stabilny i trend powinien utrzymywać się przez kilka kolejnych lat.

— Polska nadal jest krajem, w którym na produkty outdoorowe wydaje się mało w porównaniu z innymi krajami Europy Zachodniej. Jednak średnie dochody gospodarstw domowych przez cały czas wzrastają, a wydatki na wszystko, co związane z outdoorem, rosną szybciej niż dochody. Jesteśmy przekonani, że Polska i pozostałe kraje Europy Wschodniej i Środkowej są rynkami, na których w najbliższej przyszłości zaobserwujemy silny wzrost w segmencie outdoorowym — podkreśla James Kelly.

The North Face ma tego świadomość. Jak również tego, że dobrym sposobem zdobywania udziałów w rosnącym rynku są przejęcia. W Polsce w tej samej branży co The North Face działa m.in. właśnie Euromark oraz Bergson.

— Rynek się konsoliduje i ten proces będzie trwać dalej. Nieustająco poszukujemy okazji i przyglądamy się wielu firmom — mówi Patrik Frisk.

Nie potwierdza, czy byłby zainteresowany przejęciem tych marek. Z pewnością powalczy jednak z nimi silniej o klienta.

Między Polską

a Zachodem jest przepaść

Artur Mikołajko

prezes Intersport Polska

Producenci i dystrybutorzy sprzętu i odzieży sportowej stosują różne metody mierzenia rynku i jakiejkolwiek by nie wziąć pod uwagę okazuje się, że między Polską a krajami Europy Zachodniej jest przepaść. Na przykład Polacy wydają średnio na odzież i sprzęt około 10 EUR rocznie, a Niemcy — około 100 EUR. To, że polski rynek urośnie przynajmniej dwukrotnie, jest pewne zarówno dla producentów, jak i dystrybutorów. Pytanie tylko, jak szybko: czy w ciągu dwóch, pięciu czy ośmiu lat. A jak już się podwoi, to i tak dopiero zbliżymy się do Europy, a nie ją dogonimy. Ciekawe też, jak szybko będą się rozwijać poszczególne dyscypliny — bieganie i outdoor powinny, moim zdaniem, rosnąć szybko, a np. tenis zapewne wolniej, bo do tego potrzeba infrastruktury.