To alibi dla weta

Adam Sofuł
opublikowano: 20-10-2008, 00:00

Prezydent Lech Kaczyński, zgodnie ze zapowiedziami z orędzia sprzed kilku tygodni, złożył do Senatu wniosek o przeprowadzenie 10-11 stycznia ogólnonarodowego referendum, w którym Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie "Czy wyraża Pani/Pan zgodę na komercjalizację placówek służby zdrowia, która umożliwi prywatyzację szpitali?". Jeśli większość Polaków odpowie na to pytanie twierdząco, prezydent obiecuje, że nie będzie blokował przygotowanego przez rząd PO-PSL pakietu ustaw zdrowotnych. Trudno się oprzeć wrażeniu, że prezydent ma głęboką nadzieję, że do tego nie dojdzie. Bo albo senatorowie Platformy na referendum się nie zgodzą, albo gdyby jakimś cudem udało się je przeprowadzić, to uda się wyborców przestraszyć zawartym w pytaniu brzydkim słowem na "p". Prywatyzacja.

Z proponowanym przez prezydenta referendum jest problem. Bo z jednej strony reforma systemu ochrony zdrowia jest sprawą na tyle poważną, że społeczeństwo ma prawo uczestniczyć w poważnej debacie na ten temat, z drugiej jednak debata ta jest zbyt wielowątkowa, by udało się ją ubrać w pytania referendalne. Bo czy w przypadku zaproponowanego przez prezydenta pytania odpowiedź "Nie" będzie oznaczała niezgodę na każdą komercjalizację (i co wówczas z już skomercjalizowanymi placówkami), czy np. jeśli w ustawie znajdzie się zapis uniemożliwiający sprzedaż placówek prywatnym właścicielom, będzie to zgodne z duchem referendum, czy też nie? Referendum byłoby znakomitą okazją do merytorycznej debaty, jednak już przed jej rozpoczęciem można powiedzieć, że byłaby to okazja zmarnowana. Prywatyzacja szpitali była głównym straszakiem używanym przez Prawo i Sprawiedliwość podczas kampanii wyborczej. Pozostaje takim straszakiem do dziś — każdy poseł PiS zbudzony w środku nocy będzie recytował formułki o szpitalach dla bogaczy i karetkach pogotowia, które nie będą przyjeżdżać do pacjentów bez karty kredytowej. Proponowane przez prezydenta referendum ma te lęki jedynie rozbudzić. A Platforma Obywatelska śmiertelnie się tych społecznych lęków boi, dlatego zamiast je rozwiewać, unika otwartej dyskusji na ten temat. Na pewno zaś unika słowa na "p", potęgując jedynie niesłuszne wrażenie, że jest to brzydkie słowo.

Platforma Obywatelska na referendum się zapewne nie zgodzi i prezydent Lech Kaczyński będzie miał znakomite alibi, by zawetować zdrowotny pakiet rządu. I o to w całym zamieszaniu chodzi. Bo gdyby chodziło o rzeczywistą reformę systemu ochrony zdrowia, to obie strony politycznej barykady miały wiele miesięcy na podjęcie poważnej rozmowy, zamiast tego wybrały wzajemne straszenie się i wyśmiewanie. Obecne ostre podziały stworzyły sytuację, w której nikt nikogo nie próbuje przekonać do własnych pomysłów, słusznie zakładając, że byłby to daremny trud. W ostatnich latach w polskiej polityce miarą sukcesu nie jest realizacja jak największej liczby pomysłów własnych, lecz "utrącenie" maksymalnej liczby projektów politycznej konkurencji. A propozycja referendum jest i tak dość wyrafinowanym narzędziem w tej walce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu