ROZMOWA Z JANUSZEM LEWANDOWSKIM, UNIJNYM KOMISARZEM, BYŁYM MINISTREM PRZEKSZTAŁCEŃ WŁASNOŚCIOWYCH

„Puls Biznesu”: Ostatnie 25 lat to okres sukcesu polskiej gospodarki czy zmarnowanej szansy?
Janusz Lewandowski: To było prawdopodobnie najlepsze ćwierć wieku dla polskiej gospodarki od kilkuset lat. W 1989 r. PKB na mieszkańca Polski wynosił około 30 proc. średniej państw zachodnich, tymczasem teraz to około 60 proc.
Prawdopodobnie rację mają historycy, którzy twierdzą, że Polska pod względem zamożności ostatnio była tak blisko państw zachodnich pięć wieków temu.
Może jednak dało się zrobić jeszcze więcej?
Jeśli mamy dokonywać samooceny, to ważne jest, by przyjąć odpowiednią miarę — racjonalną, a nie jakieś urojenia czy marzenia. Taką miarą jest to, jak w tym samym czasie zachowywały się inne gospodarki regionu. Otóż, na tym tle prezentujemy się rewelacyjnie. Np. w 1989 r. mieliśmy niemal ten sam poziom PKB na mieszkańca co Ukraina, tymczasem dzisiaj jest on trzykrotnie wyższy. Na tle innych państw regionu należących do Unii Europejskiej również nie mamy się czego wstydzić. Jesteśmy jedną z gospodarek dawnego bloku sowieckiego, która najmocniej odrobiła zapóźnienia w stosunku do Zachodu.
Co pozwoliło na ten rozwój?
Najpierw udało się przeprowadzić pokojowe przekazanie władzy. Ten model transformacjibył zresztą jednym z pierwszych towarów, jaki zaczęliśmy eksportować — inne państwa regionu brały przykład z polskiej zmiany ustroju. To gładkie przejęcie sterów państwa było ważnym punktem startowym, bo wojna domowa czy rozlew krwi z pewnością opóźniłby proces rozwoju gospodarki. Później ważne było wprowadzenie restrykcyjnej, ale racjonalnej polityki pieniężnej oraz szybkie uzdrowienie sektora bankowego. To były fundamenty, które zapewniły polskiej gospodarce stabilny, długotrwały wzrost. Fenomenem na skalę światową jest to, że Polska przez całe te 25 lat odnotowywała wzrost PKB — raz szybszy, raz wolniejszy, ale ani razu nie wpadliśmy w recesję.
Rządzący politycy pomagali gospodarce czy raczej jej przeszkadzali?
Niektóre decyzje były lepsze, inne gorsze, ale ważne, że żaden rząd nie popełnił dużych błędów, które znacząco zaszkodziłyby polskiej gospodarce (czego np. nie mogą powiedzieć Węgrzy). To była sztafeta rządów — każdy dokładał coś do siebie, by gospodarka cały czas rosła.
Jakie były najważniejsze wydarzenia dla rozwoju polskiej gospodarki?
Najpierw, w latach 1989-93, reformy gospodarcze zapewniły tzw. wielkie pchnięcie — gospodarka nabrała rozpędu. Potem prowadziły nas kryteria wejścia do Unii Europejskiej, które wymuszały na rządach kolejne reformy, w tym gospodarcze. Następnie zawarliśmy strategiczne alianse — weszliśmy do NATO, a potem do UE. Polska gospodarka bardzo na obecności w Unii skorzystała — zdobyła dostęp do miliardów euro z funduszy unijnych oraz przeżyła eksportową ekspansję. Nasz PKB od wejścia do Unii wzrósł o jedną trzecią, a np. PKB Węgier właściwie pozostał bez zmian.
Spory wpływ na polską gospodarkę miało też pana dziecko, czyli Giełda Papierów Wartościowych.
Uważam za ogromny sukces to, że udało się po 50 latach przerwy odtworzyć w Polsce rynek kapitałowy. Nasza giełda po dwóch dekadach działania jest jedną z największych w regionie i może konkurować z giełdą wiedeńską, która ma nieprzerwane 200 lat tradycji.
A porażki 25-lecia?
Na pewno jest nią demografia. To jest pięta achillesowa polskiej transformacji, zresztą podobne problemy ma wiele państw Europy. Młodzi ludzie, wychowani w czasach wolnego rynku, mają mniej stabilne dochody niż ich rodzice, przez co trudniej im podjąć decyzję o zakładaniu rodziny. To jest cień, który pada na dokonania ostatniego ćwierćwiecza. Być może porażek jest więcej, ale wolę zostawić ich wyliczanie ludziom, którzy z jakichś powodów twierdzą, że ostatnie 25 lat to pasmo niepowodzeń polskiej gospodarki.