To było ostatnie takie spowolnienie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2013-08-12 00:00

Już po raz trzeci Polska uniknęła recesji. Następnym razem pewnie nam się nie uda — ostrzegają ekonomiści

Wszystko wskazuje na to, że polska gospodarka okres spowolnienia ma już definitywnie za sobą i od bieżącego kwartału zaczyna się okres powolnego, ale jednak ożywienia. Dziś można więc już powiedzieć, że nasza gospodarka niemal na pewno znowu uniknęła recesji. Z trzech okresów dekoniunktury, jakie dotknęły nas po przejściu z komunizmu do gospodarki wolnorynkowej, wszystkie zakończyły się dodatnimi dynamikami PKB. Za każdym razem byliśmy blisko zera, ale nigdy nie spadliśmy poniżej. Ani razu nie odnotowano technicznej recesji, czyli spadku PKB w ujęciu kwartał do kwartału przez dwa kwartały z rzędu.

None
None

— Znowu nam się udało. Dość słaby złoty, obniżki stóp procentowych i rozluźnienie rekomendacji KNF wobec banków — wszystko to sprawiło, że mimo recesji u naszych partnerów handlowych polska gospodarka cały czas się rozwijała — mówi Dariusz Winek, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej.

To nie koniec świata

Warto mieć jednak świadomość, że spowolnienie, z którego właśnie wychodzimy, było prawdopodobnie ostatnią „nierecesją” w historii III RP. Według wielu ekonomistów, przy najbliższym kryzysie już raczej nie uda nam się uniknąć recesji.

— Polska gospodarka dojrzewa, odrabia stratę do gospodarek rozwiniętych. W takich warunkach jasne jest, że będzie rozwijać się coraz wolniej. W szczycie najbliższego ożywienia gospodarczego nie możemy już liczyć na 6-7 proc., jak w latach 2007-08, ani pewnie nawet na 4 proc., jak w latach 2010-11. Teraz będziemy rosnąć pewnie o około 3 proc. rocznie, a stąd już znacznie bliżej do recesji — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Podobnego zdania jest Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego. Polska gospodarka z impetem wyszła z komunizmu i siłą rozpędu udawało jej się wychodzić obronną ręką z kryzysów. Ten impet jednak stopniowo słabnie.

— Nie twierdzę, że na 100 proc. czeka nas za parę lat recesja, ale wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Naturalne jest, że średnie tempo wzrostu gospodarczego w Polsce — tzw. potencjał gospodarki — stopniowo spada, tymczasem cykliczne odchylenia od tego tempa pozostają dość stałe. Czyli jeśli kryzys na świecie dotknie Polskę, kiedy będzie ona rozwijać się w tempie 3 proc., o recesję będzie łatwiej, niż kiedy rozwijała się w tempie 4-6 proc. — tłumaczy Tomasz Kaczor.

Ponieważ Polska w kapitalizmie jeszcze nie przeżyła recesji, zjawisko to jest u nas odbierane niemal jako ekonomiczny

kataklizm. Ekonomiści uspokajają — dla zwykłej firmy i statystycznego Kowalskiego niewielki spadek PKB niewiele różni się od niewielkiego wzrostu.

— Recesja to nie koniec świata. W rozwiniętych gospodarkach właściwie każdy cykl koniunkturalny kończy się mniejszą czy większą recesją, to coś naturalnego. My powoli wchodzimy do tego grona i będziemy musieli nauczyć się żyć z powtarzającymi się co jakiś czas recesjami — mówi Jakub Borowski.

Parę lat oddechu

Kiedy ta recesja może nadejść? Według Jakuba Borowskiego, jest szansa, że mamy jeszcze kilka lat spokoju. Najbliższe spowolnienie powinno pojawić się dopiero pod koniec obecnej dekady.

— Mamy szanse, by złapać teraz dość długi cykl. Rozpoczynające się właśnie ożywienie będzie prawdopodobnie bardziej powolne niż poprzednie, ale dzięki temu powinno trwać dłużej. Ponadto od 2015 r. zaczną płynąć do Polski pieniądze z nowej puli funduszy unijnych. To powinno podtrzymać nam w drugiej połowie dekady wzrost gospodarczy i nieco opóźnić fazę spowolnienia — mówi Jakub Borowski. Jednak według Dariusza Winka, spowolnienie gospodarcze może nadejść właściwie w każdej chwili.

— Zwykły, naturalny cykl gospodarczy trwa około 10 lat, więc najbliższe „zwykłe” spowolnienie w Polsce powinno wystąpić dopiero w latach 2021-22. Niestety, między naturalnymi spowolnieniami często zdarzają się jedno-dwa niestandardowe zaburzenia w światowej gospodarce, a tych przewidzieć się nie da — mówi Dariusz Winek.

Według ekonomistów, potencjalnych przyczyn następnego spowolnienia jest przynajmniej kilka. Większość to czynniki zewnętrzne, zwłaszcza nawrót kryzysu w strefie euro oraz nagłe załamanie w Chinach.

— Strefa euro nie rozwiązała ciągle fundamentalnych problemów, czyli braku koordynacji w politykach makroekonomicznych, a jakiekolwiek zamieszanie w Chinach może wywołać nieprzewidywalną reakcję rynków finansowych — mówi Tomasz Kaczor. Potencjalnym zagrożeniem mogą być też surowce — skoki ich cen już niejednokrotnie wpędzały świat w kłopoty.

— Zasobów surowców nie przybywa, a technologia aż tak szybko się nie rozwija. Nie można wykluczyć, że po kilku latach ożywienia na świecie pojawi się niedobór towarów i np. ceny baryłki ropy będą znowu biły rekordy — mówi Jakub Borowski.

Wśród najbardziej prawdopodobnych krajowych przyczyn najbliższego spowolnienia ekonomiści wymieniają kryzys finansów publicznych i kłopoty demograficzne.

— Historia jednak pokazuje, że przewidywanie przyczyn kryzysów jest bardzo trudne. Zwykle problemem okazują się te czynniki, których zupełnie nie brano pod uwagę — mówi Tomasz Kaczor.