To jeszcze nie stabilizacja

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2010-12-31 11:08

Wobec tego, co działo się w branży TSL przez ostatnie dwa lata, nadchodzący rok będzie dla przedsiębiorców lżejszy.

Rynek transportowy dopiero zacznie odrabiać straty spowodowane kryzysem

Rok 2010 dla firm transportowych, logistycznych i spedycyjnych kończy się lepiej niż dwa poprzednie. Nie oznacza to jednak pełnej stabilizacji.

Rynek transportowy dopiero zacznie odrabiać straty spowodowane kryzysem.
Rynek transportowy dopiero zacznie odrabiać straty spowodowane kryzysem.
None
None

Znana prawda
Operatorzy transportu samochodowego towarów w ciągu trzech pierwszych kwartałów przewieźli (według danych GUS) o 12,2 proc. ładunków więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Wzrost, choć nie aż tak spektakularny, był widoczny także w ostatnich miesiącach 2010 r. W październiku przewozy były o ponad 3 proc. większe niż w październiku 2009 r.
- Chociaż w październiku tego roku dynamika produkcji przemysłowej obniżyła się trochę w porównaniu z wrześniem, to i tak produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 8 proc. niż w październiku 2009 r. Przekłada się to na zlecenia, które rosną zarówno w transporcie drogowym, jak i kolejowym. Potwierdza się więc znana prawda, że transport to krwiobieg gospodarki - mówi Tomasz Starus, dyrektor biura oceny ryzyka w Euler Hermes, firmy zarządzającej należnościami.
Od początku marca 2010 r. z rynku zaczęły dochodzić sygnały o dużym popycie na usługi transportowe, nierzadko większym niż podaż. Zleceniodawcy relacjonowali, że przewoźnicy są w stanie zaspokoić jedynie 70-80 proc. zapotrzebowania. Dało o sobie znać zamrożenie inwestycji w branży w ciągu ostatnich dwóch lat, a nawet pewien regres spowodowany upadłością wielu przewoźników. Pod tym względem trudny był zwłaszcza 2009 r., gdy sądy ogłosiły upadłość 61 firm transportowych. Liczba ta dotyczy wyłącznie przedsiębiorstw dużych i średnich - a z rynku zniknęło przecież wielokrotnie więcej małych podmiotów, nie przeprowadzających sądowej procedury upadłościowej.

Rynek niestabilny
Mimo że na rodzimym rynku firmy transportowe odnotowują znaczny wzrost zleceń, sytuacja w branży nie nosi jeszcze cech stabilizacji. Euler Hermes potwierdza, iż przypadki takie jak niedawna upadłość dużej firmy z siedzibą w Małopolsce, mogą się jeszcze powtórzyć. Niskie marże z powodu dużej konkurencji na rynku oraz wysokich kosztów działalności mogą wkrótce pogrążyć kolejnych przewoźników. Dla wielu firm sytuacja wydaje się bez wyjścia. Wyższe koszty ponoszone przez firmy transportowe uniemożliwiają im zakup nowego taboru, co z kolei obniża ich rentowność i ogranicza możliwości rozwoju. Oczywiście, bez inwestycji, rosnący popyt nie będzie mógł być zaspokojony.
Zdaniem Jana Buczka, prezesa Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, od 1 lipca przejazd z Warszawy do Świecka zdrożeje z 39 do 259 zł. Dodatkowo w przyszłym roku przewoźnicy mogą się liczyć z odpływem kierowców do Niemiec z powodu liberalizacji tamtejszego rynku pracy.
Raport prof. dr hab. Magdaleny Osińskiej z Katedry Ekonometrii i Statystyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu o skłonności rodzimych przedsiębiorców do wymiany pojazdów na nowe - bardziej ekologiczne - nie pozostawia złudzeń. Na pytanie dotyczące planów zakupów nowych pojazdów w ciągu najbliższych 12 miesięcy aż 44,25 proc. przedsiębiorców odpowiedziało "nie", zaś 11,32 proc. nie miało zdania. Z kolei 24,01 proc. badanych uzależniło to od koniunktury gospodarczej, a tylko 20,41 proc. odpowiedziało na to pytanie twierdząco.
- Otrzymane wyniki uprawniają do stwierdzenia, że wymiana taboru na nowy będzie przebiegać stopniowo i raczej powoli. Wydaje się, że w nowej sytuacji zdecydowanie lepiej odnajdą się duzi przewoźnicy, dojrzale zarządzający swoim biznesem. Należy jednak pamiętać, że takich firm w naszym kraju nie ma aż tak dużo - mówi Paweł Trębicki, dyrektor Raben Transport, spółki realizującej całopojazdowy transport międzynarodowy.

Strach przed wydawaniem
Nauczeni kryzysem przewoźnicy nie są już skłonni inwestować wyłącznie na podstawie obietnic czy krótkookresowych kontraktów i niejasnych prognoz.
- Niestety, podobnie oceniają sytuację firmy finansujące inwestycje. Sceptycznie patrzą nawet na pięcioletni kontrakt, ale bez konkretnie zdefiniowanych obrotów i z zaledwie kilkumiesięcznym okresem wypowiedzenia. Taka deklaracja nie ma już dzisiaj dla nich żadnej mocy finansowej i stanowi raczej symboliczny dowód intencji stron. Inną ważną kwestią jest aktualny czas realizacji inwestycji. Po znaczących redukcjach mocy produkcyjnych w czasie kryzysu dostawcy taboru każą czekać na realizację większych zleceń nawet do pół roku - opowiada Paweł Trębicki.
Tymczasem najnowszy raport Data Consulting Group prognozuje, że sprzedaż usług logistycznych wzrośnie w 2011 r. o 10,4 proc. Równolegle raport Capgemini Consulting "Transport Market Monitor" wskazuje, że w III kwartale 2010 r. średni poziom stawek osiągnął wartość wyższą o 7,5 proc. w porównaniu z III kwartałem 2009 r., ale jeszcze o 2 proc. niższą niż w tym samym okresie roku 2008.
- Tak zwany indeks potencjału wykonawczego jest z kolei o 26,7 proc. niższy niż rok wcześniej, co oznacza, że branża może wykonać o ponad 25 proc. mniej zadań. Na podstawie tych informacji oraz prognoz makroekonomicznych można spodziewać się, iż jesteśmy jeszcze stosunkowo daleko od punktu równowagi - przekonuje Paweł Trębiski.
Zdaniem prof. Sicco Santema z Wydziału Zarządzania Projektami Innowacyjnymi Uniwersytetu Technicznego Delft w najbliższej przyszłości konkurować między sobą będą nie produkty, a łańcuchy dostaw. Od ich efektywności będzie zależała przewaga konkurencyjna danego produktu. Współczesna logistyka musi być więc elastyczna i szybko reagować na potrzeby rynku.
- Przed nami kolejna rynkowa bitwa. Niektórzy wyjdą z niej wzmocnieni, a inni znikną z rynku. Wydaje się, że dla dobra wszystkich zarówno klienci, jak i przewoźnicy muszą szukać stabilnych rozwiązań- podsumowuje Paweł Trębicki.