To mistrzowska liga

Dorota Czerwińska
opublikowano: 2009-03-27 00:00

W Polsce studia MBA prowadzi kilkadziesiąt uczelni. Ale program programowi nie równy.

Trzeba mieć doświadczenie i przejść przez gęste sito egzaminacyjne.

W Polsce studia MBA prowadzi kilkadziesiąt uczelni. Ale program programowi nie równy.

Dyplom MBA to cenny atut na rynku pracy i dlatego wielu chce go zdobyć.

— Wiedza pozyskiwana podczas takich studiów bezpośrednio przekłada się na konkretne rozwiązania dla firmy. Dzięki temu inwestycja w studia MBA opłaca się również z punktu widzenia pracodawcy. Pomagają one spojrzeć na firmy, w których pracują słuchacze, z innej perspektywy — strategicznie, i bardziej dogłębnie zrozumieć wszystkie istotne aspekty ich funkcjonowania — mówi dr Bogdan Gorczyca, dyrektor ds. programów nauczania i MBA w Polish Open University.

Akredytacja, program

W Polsce studia MBA prowadzi już kilkadziesiąt uczelni. Wybór jest więc duży. Jak go dokonać?

— Trzeba się przyjrzeć strukturze programu, doświadczeniu oferującej go instytucji i akredytacjom. Liczące się na świecie uczelnie dbają o opinie międzynarodowych instytucji akredytujących, które kontrolują jakość programu: czy przestrzega się standardów nauczania, wprowadza nowe trendy w zarządzaniu itd., a także sprawdzają wykładowców — wylicza prof. Marian Geldner, dyrektor programu Warsaw Executive Master of Business Administration (WEMBA) w SGH.

Dr Zbigniew Turowski, dyrektor programu Executive MBA w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej, radzi potencjalnym kandydatom dowiadywać się także, ile godzin trwa program.

— Rzetelne studia executive MBA to minimum 700 godzin — wyjaśnia Zbigniew Turowski.

Uczelnie chwalą się współpracą z zagranicznymi uczelniami. Jak się to przekłada na korzyści dla studenta?

— Takie partnerstwo oznacza transfer know-how z zachodnich uczelni i to, że zajęcia prowadzą również ich wykładowcy. W przypadku Szkoły Biznesu PW, która współpracuje z trzema uczelniami, wartością dodaną jest międzykulturowość i szersze, bo anglosaskie, francuskie oraz skandynawskie, spojrzenie na biznes — zapewnia dyrektor programu MBA Szkoły Biznesu PW.

Uczelnie starają się na bieżąco przystosowywać program do zmieniającego się otoczenia biznesowego i potrzeb słuchaczy.

— Przez ostatnie trzy lata prowadziliśmy badania, śledziliśmy trendy i zmiany w światowych programach studiów MBA. Na tej postawie i na podstawie uwag studentów oraz firm, delegujących swoich pracowników na te studia, zweryfikowaliśmy i poszerzyliśmy program — mówi Bogdan Gorczyca.

W dobrym towarzystwie

Rekrutacja na studia MBA nie jest formalnością. Uczelnie starają się utrzymać renomę swojego programu, dlatego wymagają od kandydatów doświadczenia zawodowego i przepuszczają ich przez gęste sito egzaminacyjne. Istotnym elementem takich studiów jest wymiana doświadczeń między słuchaczami, czyli w gronie polskich i zagranicznych menedżerów.

— Kandydaci oczekują, że uczelnia da umiejętność patrzenia na przedsiębiorstwo w sposób strategiczny. Chcą aktualnej wiedzy na temat funkcjonowania przedsiębiorstwa, a także — co nie mniej ważne — możliwości nawiązania rozległych kontaktów z członkami międzynarodowej społeczności MBA — uważa dr Zbigniew Turowski.

Żeby studiować w Wyższej Szkole Zarządzania (Polish Open University), trzeba zdać test predyspozycji menedżerskich, egzamin z angielskiego i przejść pomyślnie rozmowę kwalifikacyjną. Kandydaci na studia Warsaw — Illinois Executive MBA na UW oprócz rozmowy kwalifikacyjnej i sprawdzianu z angielskiego przechodzą także matematyczny test rozwiązywania problemów.

— Dbamy o dobór studentów, kierując się zasadą, że o jakości studiów w dużej mierze decydują sami słuchacze. W aktualnie studiującej grupie 60 proc. to członkowie zarządów, dyrektorzy im bezpośrednio podlegający lub właściciele firm, kolejne 30 proc. — menedżerowie średniego szczebla, a tylko 10 proc. to osoby na stanowiskach specjalistów — wymienia dr Tomasz Ludwicki z UW.

MBA dobry na kryzys

Czy spowolnienie gospodarcze spowoduje wzrost zainteresowania studiami MBA, czy wręcz przeciwnie? Według profesora Mariana Geldnera, amerykańskie doświadczenia pokazują, że kiedy koniunktura gospodarcza się pogarsza, studentów przybywa.

— Wynika to z przekonania, że im lepsze i wyższe kwalifikacje, tym większa szansa na pracę. To rodzaj samoobrony przed zagrożeniami, jakie niesie kryzys, a przede wszystkim przed bezrobociem. Ale w kryzysie ludzie i firmy mają też mniejsze skłonności do wydawania pieniędzy, a MBA sporo kosztuje. Dlatego niektórzy mogą zrezygnować ze studenckich planów. Z drugiej strony — na organizowane przez nas niedawno dni otwarte przyszło więcej chętnych niż do tej pory. Może więc amerykańska prognoza jest słuszna — zastanawia się prof. Geldner.