18 czerwca tradycyjne media przeżyły szok — Stowarzyszenie Wydawców Amerykańskich (AAP) ogłosiło, że w pierwszym kwartale przychody wydawców z tytułu sprzedaży e-booków przekroczyły przychody ze sprzedaży książek papierowych. Nieco wcześniej takie zjawisko odnotował Amazon.com.
Zdaniem ekspertów, to dowód, że biznes przenosi się do sieci. McKinsey wyliczył, że firmy, których działalność związana jest z szeroko rozumianym internetem, odpowiadają już za 20 proc. wzrostu światowego PKB.
Napędza go brak barier — każda mała i średnia firma może łatwo wejść na rynki zagraniczne, co w tradycyjnym biznesie było nierealne. Wielu uważa, że astronomiczna wycena Facebooka przy IPO, a następnie mocny spadek kursu, to zwiastuny pęknięcia nowej bańki, porównywalnej do tej z 2000 r. Zdaniem uczestników Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie, tak nie jest, bo zmieniła się rzeczywistość.
— Z bańką mieliśmy do czynienia na rynkach finansowych, w branży nie. Firmy, które miały zdrowe modele biznesowe, przetrwały. Np. Amazon miał ogromną wycenę, która spadła, ale firma istnieje. Teraz nie ma mowy o bańce, choć prawdą jest, że większość giełdowych inwestorów nie rozumie technologii, dlatego przeszacowuje lub niedoszacowuje wartości firm — mówi Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska.
— Sytuacja się zmieniła. Zmieniły się przyzwyczajenia ludzi, informacji szukamy w internecie zamiast w tradycyjnych książkach. Facebook ma 700 mln użytkowników, Twitter — 140 mln wpisów dziennie. Szukamy lepszego sposobu dotarcia do klientów, a internetowe biznesy nie są bańką, lecz odpowiedzią na ten trend. Dla firm zmienił się model biznesowy — mówi Anna Sieńko, dyrektor generalna IBM Polska i Kraje Bałtyckie.
Zdaniem ekspertów, 12 lat temu bańka pękła, bo zbyt szybko urosła. Teraz sieć ma już moc.
— W 2000 r. chodziło o wdrożenie nowych usług przez wizjonerów. Obecnie internetowy biznes jest zupełnie inny, to już duża część gospodarki, w Polsce 2,7 proc. PKB, czyli więcej niż górnictwo. Doszło do dużej zmiany, wszystkie firmy w różnych branżach wykorzystują technologie informatyczne, które stają się nowym motorem wzrostu — mówi Grzegorz Wójcik, dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Allegro. Biznesy internetowe rosną, bo zmieniła się mentalność konsumentów.
— Kiedyś były trzy kanały w telewizji, i to one narzucały, co konsumenci mają wiedzieć i myśleć. Teraz to konsumenci rządzą, bo dzięki sieci mają nieograniczony dostęp do informacji czy sklepów na całym świecie — mówi Mark Brailey, dyrektor ds. strategii Intel Corporation na Europę, Bliski Wschód i Afrykę.
Paneliści przekonują, że gdy młodzi dorosną, odrzucą biznes, którego nie będzie w sieci.
— Młodzi ludzie nie przyjadą do hotelu bez WiFi, nie zaakceptują drogiego roamingu czy powolnego transferu danych. Każda firma, która obecnie prosperuje, musi dopasować się do młodzieży, która dorasta, a jest zupełnie inna — zauważa Artur Waliszewski.
Konieczność dopasowania ma i ciemne strony. W niektórych sektorach wywraca modele biznesowe. Np. od firm telekomunikacyjnych oczekuje się coraz szybszego transferu, co oznacza duże inwestycje, a jednocześnie coraz tańszych usług, co powoduje spadek przychodów. Dlatego telekomy coraz głośniej domagają się udziału w zyskach firm internetowych. Te jednak nie chcą o tym słyszeć.
— Firmy internetowe tworzą usługę, której ludzie chcą. Konsumenci oczekują dostępu do sieci nie dla zasady, ale by korzystać z usług. My nie chcemy za to pieniędzy. Co więcej, płacimy telekomom. Jakim cudem więc firmy telekomunikacyjne nie mają pieniędzy na infrastrukturę? — pyta Artur Waliszewski.