To nie mógł być udany kwartał

Michał Kobosko
opublikowano: 26-05-1999, 00:00

To nie mógł być udany kwartał

Wystarczy rzut oka na makroekonomiczne dane za I kwartał, by przekonać się, że początek roku był bardzo kiepski.

PLAN wyprzedzał jedynie deficyt budżetowy, który po trzech miesiącach „wykonał” z naddatkiem prognozę na I półrocze. Inwestycje zagraniczne napływały do Polski na niezwykle zwolnionych obrotach, a prywatyzacja wyraźnie utknęła. W dodatku produkcja w ogromnej większości sektorów przemysłowych znacząco spadła, a niewiele zmieniający wyjątek stanowiły tak hałaśliwe ostatnio branże jak górnictwo węgla kamiennego i miedzi. Mniejsze zamówienia wymuszały na firmach redukcje zatrudnienia, co przełożyło się na skok bezrobocia do rekordowych 12,1 proc.

JAK NA TYM fatalnym tle wypadły spółki publiczne? Odpowiedź musi być jedna: źle, a nawet jeszcze gorzej. Praktycznie nie ma branży, o której można by powiedzieć, że była lokomotywą rozwoju. Echa kryzysu na Wschodzie w połączeniu ze zmniejszonym popytem i zwiększoną konkurencją na rynku krajowym, sprawiły, że wyniki finansowe firm publicznych są dalekie od oczekiwań inwestorów i akcjonariuszy. Z jednej strony trudno się temu dziwić — te firmy nie działają w odmiennych warunkach ekonomicznych niż inne podmioty gospodarcze. Jednak z drugiej strony chciałoby się widzieć w giełdowym gronie elitę polskiego biznesu, potrafiącą sobie radzić także w nie sprzyjającym klimacie. Niestety na razie tak nie jest.

JEŚLI COŚ WYRÓŻNIA spółki publiczne, to przede wszystkim rosnąca świadomość zagrożeń. To w firmach notowanych na giełdzie i CTO zaczęło się mówić o potrzebie głębokiej restrukturyzacji, o pozbywaniu się zbędnych aktywów, wypychaniu działalności pobocznej do spółek zależnych.

DOSZŁO także do poważnych roszad w szeregach menedżmentu i do pierwszych systemowych redukacji zatrudnienia. To także firmy publiczne znalazły się w awangardzie przygotowań do przetrwania kłopotów związanych z tzw. bombą milenijną.

PATRZĄC na wyniki spółek publicznych trudno jeszcze spostrzec widoczne efekty racjonalizacji ich funkcjonowania. Ale od takich działań nie ma już odwrotu. Przekonują o tym pierwsze przypadki spółek publicznych, które stoją na krawędzi upadku. Głośny jest przykład Bacutilu, notowanego na rynku pozagiełdowym czy Universalu, który miesiąc po miesiącu wyprzedaje swoje najlepsze aktywa i prawdopodobnie na zawsze pożegnał się z rynkiem giełdowym.

PARADOKSALNIE słabe wyniki spółek mogą dla nich stwarzać szansę na przyspieszenie rozwoju. Dlaczego? Już dziś widać, że duzi inwestorzy zachęceni niskimi wycenami polskich firm zaczynają wśród nich szukać celów do przejęcia. Szukając zysku, dają kupionym firmom nowe możliwości działania. Trudno więc oceniać proces przejmowania spółek giełdowych (i często wycofywania ich z notowań) jako jednoznacznie niekorzystny.

CO BĘDZIE DALEJ? Już marzec przyniósł pewne ożywienie w gospodarce (szczególnie w budownictwie). Biznes zaczyna nieśmiało wracać na Wschód, choć trudno będzie odświeżyć kontrakty zerwane przez tamtejszych kontrahentów w ubiegłym roku.

W DŁUŻSZEJ perspektywie akceleratorem rozwoju będzie na pewno zapowiedziane przez koalicję obcinanie podatku od firm. Już w przyszłym roku fiskus weźmie 28 proc. zamiast 34 proc. Problem tylko w tym, by dotrwać do roku 2000.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Kobosko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / To nie mógł być udany kwartał