To sabotaż, proszę pana!

Mariusz Gierszewski
opublikowano: 2004-03-05 00:00

W Polsce rok w rok rozbija się mały tankowiec. Paliwo jednak nie pływa po falach. Chłonie je grunt. Jak?

W stacjach paliw ciekną zbiorniki. Do końca 2005 roku wszystkie zbiorniki w kraju muszą mieć tzw. podwójny płaszcz. Do wymiany — w samym Orlenie — pozostaje niemal 1000 zbiorników. Koszt tylko jednej takiej operacji to nawet 150 tys. zł. A przecież są jeszcze „cysterny” w bazach paliwowych, no i oczywiście na stacjach innych firm.

Mnóstwo pracy. Na wymianie można zarobić kupę forsy.

Ekspertyza

Noc, 16 listopada 2003 roku. W PKN Orlen w Płocku zapalają się trzy zbiorniki. Ginie człowiek. Kto zawinił? Sprawa do tej pory nie doczekała się jednoznacznego wyjaśnienia.

— To wina wadliwych materiałów, użytych przez firmę remontującą zbiorniki — mówi nieoficjalnie wysoko postawiona osoba z Kancelarii Premiera.

W centrali Orlenu wpłynęła wiadomość, żeby nie powiedzieć: donos, że zawiniło wykonawstwo Zakładów Mechaniczno-Remontowych i Antykorozji Jurex z Piaseczna pod Warszawą. Orlen potraktował to poważnie. Zarzut nie potwierdził się.

— Mamy wielu wrogów, nikt nas nie lubi! — odpowiada na ten zarzut lekko zdziwiony właściciel Jurexu Jerzy Pilis. I dodaje:

— Czepiali się nas za ten wybuch, choć w naszym zbiorniku powyginały się tylko fragmenty konstrukcji dachowej od wysokiej temperatury — od pożaru. Przyczyną pożaru była awaria rurociągu. Doszło do eksplozji zbiornika, który stał obok tego, którym się zajmowaliśmy. A nie lubią nas, bo zaskoczyliśmy rynek nową technologią...

Niewielka firma zaskoczyła wszystkich i tym, że pokonała konkurentów w przetargu na program pilotażowy modernizacji zbiorników na stacjach Orlenu. Konkurencja pilnie patrzyła Jurexowi na ręce.

W grudniu 2003 roku środowiskiem firm serwisujących stacje benzynowe wstrząsnęła informacja: zbiornik wyremontowany przez Jurex nie spełniał podstawowych norm elektrostatycznych! Doszło do złamania kardynalnej zasady bezpieczeństwa. Jeśli bowiem nie ma odprowadzenia ładunków elektrycznych, zbiornik zamienia się w wielki kondensator. I grozi samozapłonem! Wprowadzenie do zbiornika choćby sondy może wywołać przeskok iskry i w efekcie — wielkie bum!

Według naszych informacji inspektorzy nadzoru Regionalnego Biura Inwestycji i Remontów krakowskiego oddziału Orlenu — bez powiadomienia centrali i Jurexu — zlecili wykonanie badań Zakładowi Bezpieczeństwa Chemicznego i Elektryczności Statycznej z Instytutu Przemysłu Organicznego.

— Zachowali się nielojalnie. Być może dlatego, iż wiedzieli, że Jurex dobrał sobie najtańszych podwykonawców. W regionie Krakowa i Gdańska wydalono nawet ze stacji podległych tej firmie pracowników, którzy w stanie skrajnego upojenia alkoholowego zachowywali się niebezpiecznie — twierdzi nasz informator, były pracownik jednej z orlenowskich spółek.

Badanie zbiornika stacji nr 56 w Węgierskiej Górce wykazało, że powłoka wewnętrzna zbiornika nie spełnia kryteriów wymaganej oporności.

— To było drastyczne przekroczenie norm — o kilka rzędów wielkości we wszystkich badanych miejscach! Powłokę malowano jeszcze 2 razy. Dopiero trzecie badanie okazało się zadowalające — mówi z przekonaniem pracownik Instytutu Przemysłu Organicznego.

Jeśli ma rację, zagrożenie pożarem jest duże. Zagrożenie dla majątku firm, ale — co o wiele istotniejsze — dla ludzi.

Dobrze czy źle?

Centrala Orlenu wyjaśnia: „Badanie powłoki odprowadzającej ładunki elektrostatyczne było jednostkowym przypadkiem przeprowadzenia badań w warunkach niezgodnych z zasadami i sztuką ich wykonywania. Kolejne wykonanie badań z komisyjnym udziałem zainteresowanych stron potwierdziło 100 procent prawidłowości wykonywanych prac”.

Czyżby instytut, którego przedstawiciele biorą udział w międzynarodowych konferencjach, dotyczących problemów elektryczności statycznej, instytut, który sporządzał ekspertyzę m.in. w sprawie wybuchu zbiornika w Rafinerii Gdańskiej, wydał nierzetelną opinię?

— To był sabotaż, proszę pana! — mówi dyrektor Jurexu, Jacek Patalas.

Ktoś — według niego — zarysował śrubokrętem powłokę w zbiorniku i zaburzył przewodzenie elektryczności.

W domyśle: nieumyślne narażenie ludzi i dóbr na niebezpieczeństwo. Albo celowe uszkodzenie — ale przez kogo? Konkurencję?

— Bujda! Powłoka winna przewodzić w całej swojej płaszczyźnie i zarysowanie jej w kilku miejscach nie może mieć znaczenia. Po prostu: użyto niewłaściwej farby — odpowiada fachowiec z branży.

Ale czy to takie ważne? Właściciele Jurexu bagatelizują problem ładunków elektrostatycznych w zbiornikach paliw.

— W Stanach Zjednoczonych w ogóle nie zajmują się samozapłonem — opowiada Jerzy Pilis. Dodaje jednak, że Jurex przestrzega polskiego prawa.

Zupełnie inaczej wagę tego problemu ocenia Jan Maria Kowalski, szef Zakładu Bezpieczeństwa Chemicznego i Elektryczności Statycznej Instytutu Przemysłu Organicznego:

— Sprawa jest bardzo poważna. Według danych w Niemczech w połowie lat 90. odnotowano na stacjach benzynowych około 30 zapłonów, spowodowanych wyładowaniami elektrostatycznymi.

Lobby

Szefowie Jurexu mają jednak na wszystko swą teorię. Oto w Orlenie — powiadają — działa lobby budowlane, zainteresowane, by firma wymieniała zbiorniki na nowe, a nie remontowała je — np. metodą laminowania.

— Jeśli Orlen wyda 150 mln zł, to zarobią i producenci zbiorników, i firmy budowlane, bo zbiorniki trzeba wyciągnąć i włożyć nowe, a to wymaga ogromnej pracy — mówi Jerzy Pilis. Zauważa, że jego metoda remontów zbiorników kosztowałaby 2/3 mniej.

A zatem — sumuje — technologia laminowania zbiorników Jurexu jest zdecydowanie tańsza i nie wymaga zamknięcia remontowanej stacji tygodniami. Zamawiająca usługę firma nie naraża się też na konieczność uzyskania odpowiednich pozwoleń na budowę, co — w wypadku starych stacji — może skończyć się odmową i koniecznością zamknięcia obiektu.

Metoda Jurexu („Tank System”) polega na wyłożeniu zbiornika odpowiednią tkaniną, która — po pokryciu jej żywicą — utwardza się, tworząc drugi płaszcz zbiornika. W pustej przestrzeni między ściankami wytwarza się nadciśnienie. Jeżeli zbiornik zaczyna cieknąć, spadek ciśnienia natychmiast to sygnalizuje. Jest to zatem dodatkowe uszczelnienie i system monitorowania zbiornika w jednym.

Współpraca z Orlenem nie układa się Jurexowi zbyt dobrze — zapewniają Jerzy Pilis i Jacek Patalas. Po pierwsze: podpisując 8 sierpnia 2003 roku umowę z PKN uważali, że dotyczy ona ponad 1000 zbiorników w koncernie. Dokument jednak tego nie precyzował, a aneks nr 5 określił, że chodzi na razie o remont pilotażowy: 50 zbiorników. Firma Parabeam, wytwarzająca tkaninę do laminowania zbiorników, ujawniła Jurexowi (jest jej wyłącznym dystrybutorem na Polskę), że Orlen sam chciał tę tkaninę kupować. Z taką propozycją — już podczas robót pilotażowych — zwrócił sie do Parabeamu wiceprezes Orlenu, Sławomir Golonka.

Samopomoc

Jerzy Pilis i Jacek Patalas wiedzą, jak zadbać o swoje interesy. Aktywnie uczestniczyli w tworzeniu przepisów, dotyczących zbiorników na stacjach benzynowych. Szefowie Jurexu nie raz pojawiali się w ministerstwie gospodarki.

4 kwietnia 2001 roku zaproszono ich na konferencję uzgodnieniową, dotyczącą projektu rozporządzenia ministra gospodarki. Ta decyzja miała doprecyzować warunki techniczne, którym mają podlegać zbiorniki paliw. Dziś przedstawiciele branży uważają, że tak naprawdą nic nie sprecyzowano. Dotychczas trwa spór, jakie metody remontowania zbiorników uznać za dopuszczalne.

Ludzie z Jurexu twierdzą, że legalne jest tylko tworzenie w zbiorniku drugiego płaszcza — oddzielnego od zewnętrznego. Są jednak firmy, uważające, że wystarczy pomalować ścianki farbą, by powstał w ten sposób drugi płaszcz zbiornika.

Przed rozporządzeniem wiele zainteresowanych stron starało się przeforsować korzystne dla siebie rozwiązania.

— Jurex chciał zamknąć rynek i wykosić konkurencję! Ściąłem się ostro z chłopakami z Jurexu, bo przekonywali ministra do konieczności wprowadzenia 2-ściankowych zbiorników z wolną przestrzenią miedzy nimi. Uważałem, że to za drogie i niepotrzebne — bo nikt nie udowodnił masowych wycieków paliw ze zbiorników na stacjach — uważa były szef Polskiej Izby Paliw Płynnych, Andrzej Szcześniak.

Z ministerialnego zestawienia uwag do projektu wynika, że Jurex wnioskował, by podwójne dno było obligatoryjne. Wnosił też, by monitoringu przestrzeni między ściankami dokonywać metodą nadciśnieniową (sposób Jurexu) i chemiczną, a monitoring podciśnieniowy — wyeliminować. Tych uwag ministerstwo jednak nie uwzględniło.

Szef Jurexu nie widzi w tym nic zdrożnego. Według naszych informatorów – inni też próbowali lobbować: przedstawiciele wojska opowiadali się za tym, by nic nie zmieniać i pozostawić zbiorniki jednościankowe.

Problem w tym, że do niedawna Jurex był jedyną firmą, stosującą metodę nadciśnieniowego monitorowania przestrzeni między ściankami zbiornika paliw.

— Krążą nawet takie opinie, że Jurex załatwił Polsce wejście do Unii Europejskiej, że lobbował w Sejmie... — śmieje się z tego dyrektor Jacek Patalas.

Na zadane już serio pytanie, czy firma wpływała też na posłów i czy w parlamencie można znaleźć ślady jej lobbingu, poważnieje i odpowiada z satysfakcją:

— Niestety nie, panie redaktorze.

Zapobiegliwi

Jerzy Pilis i Jacek Patalas przyznają, że to akty prawne wywołały popyt na usługi, które świadczy także ich firma. Obaj potrafią skrzętnie wykorzystać swe atuty. Od pracownikow Orlenu słyszymy, że szefów Jurexu trudno nie zapamiętać. Pilis — opalony, z włosami ułożonymi na żel, w żółtej marynarce, stwarzający wrażenie otwartego. Patalas — jego przeciwieństwo: ostry, zdecydowany, do bólu konsekwentny.

— Wychodzili ścieżki w Orlenie... Stosowali agresywną politykę, byłem pod ich naciskiem... — przyznaje pracownik pionu technicznego w Orlenie.

Ale czy robili coś złego?

— Biegali wszędzie, robili prezentacje, rozdawali próbki, zdarzało się, że mówili: „Pogadamy o tym ze Zbyszkiem” (Zbigniewem Wróblem — prezesem PKN Orlen) — dodaje nasz rozmówca.

W koncernie mówi się o przypadku jednego z dyrektorów, który miał jakoby wylecieć z firmy krótko po tym, gdy wydał niekorzystną dla Jurexu decyzję o remoncie kilku zbiorników.

W 2 dni po tym, kiedy zapytaliśy o Jurex wiceprezesa Orlenu Janusza Wiśniewskiego, umowę o pracę rozwiązano z szefem biura inwestycji i remontów Arkadiuszem Walichnowskim.

Z kontraktem czy bez

Na razie sprawa laminowania orlenowskich zbiorników utknęła. Szefowie Jurexu czekają, aż zarząd koncernu oceni wykonany przez Jurex program pilotażowy. Owa analiza od początku roku już kilka razy spadała z porządku obrad zarządu.

Pilis i Patalas nadal liczą na kontrakt na laminowanie większej partii zbiorników. Oficjalnie Orlen mówi o 160 stacjach — według Jurexu to 700 zbiorników, co będzie kosztować paliwową firmę 33 mln zł. Szefowie Jurexu dodają jednakże, że może chodzić nawet o 1700 zbiorników!

Jurex rozsyła pisma do firm serwisowych (datowane na 14 stycznia 2004 r.) — adresatem był na przykład CPN Serwis Słupsk. W dokumencie określa się mianem „Generalnego Wykonawcy prac modernizacyjno-remontowych”. „Po zakończeniu w ubiegłym roku etapu pilotażowego, którego realizacja uzyskała pozytywną ocenę Zleceniodawcy, przystępujemy do realizacji zadania, które w tym roku określone zostało na ponad 160 stacji paliw. (...) W związku z tym zwracamy się do Państwa z propozycją współpracy jako naszych podwykonawców”.

Rzecznik Orlenu Krzysztof Mikołajczyk — zapytany, jak jest w istocie — odpisał: „W oparciu o ważną umowę do końca 2005 roku z firmą Jurex, można stwierdzić, że jest jednym z potencjalnych kandydatów na Generalnego Wykonawcę. Zarząd PKN nie śledzi korespondencji firm, z którymi współpracuje. Firma Jurex nie uzyskała na dzień dzisiejszy (11 lutego 2004 roku) statusu Generalnego Wykonawcy, na który się rzekomo powołuje”.

— Coś się stało w Orlenie... Jurex przestał być „jedyną słuszną firmą” — mówi (plotkuje?) proszący o zachowanie anonimowości dobrze poinformowany pracownik Orlenu.

Pytania

Trochę codzienności. Takie życie. Gospodarcze. Przepychanki, siła przebicia, spryt. Atmosfera w branży. Donosy, może zawiść. Łaska pańska i pstry koń. Problem tylko, że tym razem chodzi o niebezpieczną zabawę. Czy myli się renomowany instytut, kwestionujący jakość prac Jurexu w Węgierskiej Górce? Czy mieliśmy w tym wypadku do czynienia — jak chce Jurex — „z sabotażem” czy niefrasobliwym brakoróbstwem? I z innej beczki: Kto zawinił w czasie pożaru zbiorników w płockiej rafinerii?

Pytania nadal pozostają bez odpowiedzi. Wątpliwości warto rozstrzygnąć. I albo oczyścić Jurex z otaczających firmę niedomówień, albo przypadkiem nie spaprać roboty przy zbiornikach w 160/700/1700 (niepotrzebne skreślić) stacjach, nie zmarnować góry pieniędzy, a zwłaszcza: nie narazić na wielkie niebezpieczeństwo ludzi.